Ta Jedna Ciotka zadebiutowała na Tik Toku w 2022 roku. Użytkownicy platformy pokochali ją za cięty dowcip oraz familiarność, a jej twórcę – Mateusza Glena – za odczarowanie konceptu „chłopa przebranego za babę”. Teraz Mateusz zakłada garsonkę zamiast koszuli i garnituru, bo projekt, który miał stanowić miłą odskocznię od codziennych zadań, zmienił się w regularną pracę. Efektem są coraz bardziej dopracowane filmy oraz książka.

 

 

„Boże, Beata!” to udana próba przeniesienia komediowego konceptu internetowej postaci do świata literatury. Okazuje się, że humor, który sprawdzał się jako wideo doskonale rezonuje jako powieść. Mateusz wysłał Ciotkę do Ciechocinka i na potrzeby książki poszerzył jej uniwersum o nowe postaci, a także rozwinął wątki rozpoczęte na kanale tik tokowym. Sprawdźcie, jaką drogę przeszedł ten… duet.

 

Mateusz Glen - Ta Jedna Ciotka

 

Rozmowa z Mateuszem Glenem

Aleksandra Woźniak-Tomaszewska: Koncept mężczyzny odgrywającego postać kobiety jest mocno w popkulturze osadzony. Był teledysk zespołu Queen do piosenki „I want to break free”, był film „Dziewczyna z portretu” (w roli głównej Eddie Redmayne) czy „Tootsie” z Dustinem Hoffmanem w podwójnej roli (Michael Dorsey / Dorothy Michaels). Przykładów komediowych też mamy sporo: Genowefa Pigwa, czyli Bohdan Smoleń, Marysia z filmu „Poszukiwany, poszukiwana”, czyli Wojciech Pokora. Czy tworząc postać Tej Jednej Ciotki inspirowałeś się twórcami, którzy wykreowali kobiece bohaterki?

  • Mateusz Glen: Wszystkie wymienione przez ciebie dzieła lubię i znałem te postaci zanim powstała Ciotka. Mimo to inspirację do wykreowania jej znalazłem w swojej rodzinie. Już jak byłem mały, to lubiłem patrzeć na pięknie ubrane i umalowane kobiety, miały taki styl i klasę. Podziwiałem je. Kiedy przyjeżdżałem do babci, zdarzało mi się podkraść jej szminkę, żeby zrobić sobie makijaż w łazience.

    Bohaterowie i bohaterki popkultury, trochę później, zafascynowali mnie pod kątem stylizacji. Jako nastolatek uwielbiałem przebierane imprezy. Samo domalowanie sobie wąsów, żeby przypominać kota było dla mnie za małym efektem. Przebierałem się za wspomnianego Freddy’ego Mercury’ego, Lady Gagę czy Britney Spears. Kobiece postaci zawsze wydawały mi się ciekawsze, bardziej charakterystyczne.

 

Jak wyglądał proces wymyślania Ciotki? Nazwa Twojego profilu na Tik Toku (Ta Jedna Ciotka) sugeruje, że każdy może mieć podobną osobę w rodzinie. Zainspirowałeś się kimś konkretnym, czy zsumowałeś różne doświadczenia?

  • Pamiętam jedną ciocię, której najbliżej do wymyślonej przeze mnie postaci. Miała charakterek (śmiech). Zdarzało jej się powiedzieć za dużo. Niby słodziła, ale jednak potrafiła uszczypnąć. Była ciekawska, spostrzegawcza. Ale wzorców mogłem podejrzeć więcej, bo miałem dużo kobiet w rodzinie i to w różnych regionach Polski. Okazało się, że kobiecość na Pomorzu, Podlasiu, Śląsku czy w Wielkopolsce jest zróżnicowana. Te różnice są oczywiste, bo wynikają ze specyfiki miejsca – mam na myśli gwarę, przepisy, zwyczaje, przesądy.

    U mnie w rodzinie często była okazja do spotkań, co chwilę ktoś miał urodziny lub imieniny, więc odwiedzałem ciocie i babcie, podziwiając ich klipsy, garsonki, torebki. Słuchałem ich opowieści, a to ze mną zostawało. Tworząc świat Ciotki staram się korzystać z tych wspomnień.

 

Mateusz Glen - autor książki "Boże Beata"

 

Co jest największym wyzwaniem w tworzeniu contentu opartego na wizerunku Ciotki?

  • Największym wyzwaniem jest przetrwanie (śmiech). Jestem na Tik Toku od dwóch lat i staram się dodawać materiały codziennie, chociaż zaczynałem od nagrywania dla zabawy. Chciałem mieć odskocznię od codzienności, a nagle to się stało moją pracą.

    Poza systematycznością ważna jest kreatywność. Trzeba umieć ogrywać ten sam temat kilka razy w ciekawy sposób. Przykładem może być Boże Narodzenie czy Wszystkich Świętych. Przecież jest co roku! Miałem obawy, czy ludziom spodoba się to, jak podejdę do niego po raz drugi, na szczęście moi obserwatorzy wręcz czekali, aż coś nagram, bo ich zdaniem Ciotka musi reagować na bieżące wydarzenia (śmiech).

    Kolejne wyzwanie to kreacja – wymyśliłem iluzję, której chcę się trzymać. Ale to ma swoje konsekwencje. Zazdroszczę twórcom, którzy grają własną twarzą i ciałem – oni mogą natychmiast wejść w scenę. Ja potrzebuję czasu, żeby przeobrazić się w postać i oczywiście - podręcznego zestawu Ciotki.

Iluzja, o której mówisz ewoluowała w czasie. Oglądając pierwsze filmy  dziś można zauważyć, że teraz Ciotka jest bardziej dopracowana. Jak wyglądała ta przemiana z twojego punktu widzenia? Dlaczego wygląd postaci nie mógł zostać taki, jak na początku?

  • Na samym początku nie przejmowałem się tym, czy mam brodę, peruka była kiepsko rozczesana, miałem tylko jeden sweter. Z czasem zacząłem się porządniej golić, zainwestowałem w tusz do rzęs, poszerzyłem garderobę. Chciałem, żeby iluzja Ciotki była coraz bardziej wiarygodna. To się chyba udało. Zdarza mi się dostawać wiadomości od widzów, w których ci twierdzą, że zapominają, że jestem chłopakiem (śmiech). Poza tym moje ciotki też często przesadzały z makijażem czy strojem, więc nadal poruszam się w ramach archetypu.

Ciotka jako zbiorowy portret naszych krewniaczek jest zabawna, ale potraktowałeś tę postać z szacunkiem, bo wyśmiewasz pewne zachowania, nie ją. Jaki masz na to sposób? Są takie żarty, tiktokowe trendy, których nie chcesz brać na warsztat?

  • Staram się, by moje żarty były smaczne, a żeby tak było dokładnie analizuję różne wydarzenia pod kątem kontrowersji. Zdarzało mi się odpuszczać tematy, które aż się prosiły o wykorzystanie, na przykład przy okazji wyborów te z politycznego podwórka. Prawdopodobnie wywołałyby duże zainteresowanie, miałbym dużo wyświetleń i dyskusji pod filmem, ale to nie jest najważniejsze. U mnie ma być wesoło, z dystansem, z inteligentnym uszczypnięciem. No i oczywiście nie przeklinam – w końcu elegancka ciocia by nie przeklinała (śmiech).

    Czymś, co może być uznane za ryzykowne są między innymi tematy religijne, a jednak zdecydowałem, że Ciotka będzie chodziła do kościoła. W końcu portretowane ciocie i babcie chodzą. Żarty z tego, że nie robią tego, by się modlić, tylko żeby obserwować sąsiadów czy skomentować wydarzenia z mszy funkcjonują w internecie od dawna. Ja chciałem zrobić swoją interpretację. Niektóre filmy z tą tematyką zostały skomentowane przez księży czy osoby uczące religii – odbiór był pozytywny, bo treść nie obraża wiary, tylko odzwierciedla zachowania parafian.

 

Ta Jedna Ciotka

 

Ciotka bywa konserwatywna, marudna albo niecierpliwa. Ma też masę pozytywnych cech – ludzie ją lubią. Jak myślisz, za co najbardziej?

  • Oboje z Ciotką mamy dobry zmysł obserwacyjny i wiemy, jak rozbawić widzów (śmiech). Ogromną rolę w odczuwaniu sympatii do tej postaci odgrywa też sentyment oraz osobiste doświadczenie. Mam na myśli nie tylko tęsknotę za swoimi krewniaczkami, których często już z nami nie ma, ale także za „tamtymi czasami”. W końcu Ciotka jest trochę odzwierciedleniem przeszłości

A za co ty najbardziej lubisz Ciotkę?

  • Za to, że może sobie na wiele pozwolić. Jak jestem w tej postaci, to mogę wiele rzeczy skomentować nieco bardziej bezpośrednio niż jak jestem sobą, mimo że i tak mam ogromny dystansu do siebie samego(śmiech). Poza tym za jej pomocą wyrażam siebie. Może nie wypycham sobie bioder czy biustu, jak profesjonalna drag queen, ale granie Ciotki to forma dragu, czyli performance’u artystycznego.

Czy kiedy zaczynałeś pracę nad książką „Boże, Beata!”, to wiedziałeś od razu, w jakie przygody wmanewrować Ciotkę?

  • Kiedy otrzymałem propozycję napisania książki od wydawnictwa Znak, byłem zachwycony, ale też zdębiałem. Ostatni raz pisałem dłuższy tekst jeszcze w liceum. Kiedy rozpoczęła się praca nad ogólną wizją, wiedziałem, że chciałbym, żeby Ciotka przeżyła jakąś wyjątkową przygodę. Powinna gdzieś pojechać, wyrywać się z osiedla. Stąd Ciechocinek. Wspólnie z redakcją opracowywaliśmy szczegóły, ale już właściwą treść pisałem sam. Siadałem przed laptopem i sprawnie mi szło. Pomysły wpadały do głowy na bieżąco. Dostałem dużo swobody, mogłem przegiąć (śmiech). Wiedziałem, że jeśli moje pomysły pójdą za daleko, to ktoś pomoże mi wszystko ułożyć.

    Opisując kolejne perypetie Ciotki mogłem też korzystać z jej uroku. Używałem jej powiedzonek, które przecież często są przekręconą wersją tych znanych i używanych przez starsze pokolenia. Z resztą Ciotka ma tendencję do przeinaczania związków frazeologicznych, co ma swoje odzwierciedlenie w książce. Co ciekawe, jak spływały ostatnie korekty, to redaktor zaznaczył mi te błędy z pytaniem, czy one są do poprawy. Oczywiście nie były.

Uniwersum Ciotki jest bardzo bogate. Jest słynna Beata, jest Maślakowa. Jak tworzenie otoczenia głównej bohaterki na potrzeby książki (poznajemy Rudą i Tadka) różni się od tworzenia go na potrzeby filmu na Tik Toka?

  • Kiedy zaczynałem tworzyć kanał na Tik Toku, to poza Ciotką musiałem wykreować jakieś postaci, do których ona będzie mówić. Jest więc Beata. Z czasem uznałem, że przydałoby się jakieś dziecko – no to wymyśliłem małego Kubusia. Zabrakło mi młodej dziewczyny, którą można strofować, dlatego dołączyła chrześnica, co żyje na kocią łapę (śmiech). Specyfika tych bohaterów jest taka, że oni nic nie mówią, tylko słuchają. W książce to by się nie sprawdziło.

    Wymyślając postaci do książki inspirowałem się trochę osobami, które znam. Żeby zbyt wiele nie spoilerować, powiem tylko, że w jednym z rozdziałów pojawi się policjantka, która jest podobna do mojej mamy, recepcjonistka to podkręcona wersja mojej przyjaciółki, a jeden z sanitariuszy jest podobny do mojego byłego chłopaka. Dzięki temu wszystkie te persony są wiarygodne i mogą wchodzić w ciekawe interakcje z Ciotką, która też jest efektem obserwacji prawdziwych osób.

 

Ta Jedna Ciotka "Boże Beata"

 

Odgrywanie postaci Ciotki czy pisanie o niej książki wymaga znajomości wielu faktów historycznych i popkultury z czasów jej młodości. W filmikach to wybrzmiewa mniej, bo uwaga skupiona jest na charyzmatycznej blondynce, a podczas czytania odwołanie do różnych postaci, jak chociażby Hanki Ordonówny, przykuwa uwagę. Jak wygląda twój research?

  • Jeśli chodzi o muzykę z czasów młodości Ciotki – prywatnie bardzo ją lubię, a znam ją dobrze, bo sam w niej dorastałem. To są europejskie przeboje lat 80., to są hity Anny Jantar czy Haliny Frąckowiak, czyli to, czego słuchały moje ciocie i babcie, które tak często odwiedzałem. W filmach i w książce jest dużo nawiązań do postaci z popkultury i to także tych całkiem współczesnych, ale pewnie z przekręconymi nazwiskami (śmiech).

    Research ciechocinkowy natomiast robiłem na postawie albumu ze zdjęciami mojej babci, która była tam w sanatorium. Mogłem zobaczyć, jak wyglądał pokój, jak wyglądał ogród. Poszukałem informacji o zabytkach z tego regionu oraz popularnej parafii, by Ciotka mogła iść do kościoła (śmiech).
 

Pamiętasz publikację swojego pierwszego filmu? Czy emocje związane z wydaniem książki są porównywalne z pierwszym viralem?

  • Pierwsze filmy z Ciotką nagrywałem w czasach, kiedy pracowałem w gastronomii. Potrzebowałem oddechu. Dość szybko rosły wyświetlenia, ludziom podobało się to, co wymyślałem. Zacząłem częściej zaglądać i odświeżać statystyki, bo mnie to bardzo cieszyło. Teraz Ciotka wychodzi czasem poza Tik Toka, była w telewizji, promuje książkę. Dzieje się dużo, jest masa projektów, które rozszerzają się na kolejne media. Każdym cieszę się tak, jak tymi wyświetleniami.

    Pierwszy telefon od wydawnictwa sprawił mi ogromną radość, ale każdy kolejny etap też jest super. Nie mogę się doczekać reakcji widzów na to, co przeczytają. Dwa lata temu nie przypuszczałem, że to wszystko potoczy w takim kierunku.

Więcej rozmów z waszymi ulubionymi twórcami znajdziecie w dziale Wywiady.