Przygodę z kuchnią roślinną, która miała okazać się życiową filozofią, Marta zaczęła wcześnie, bo już jako nastolatka. Obiady domowe pozostawały nietknięte, a ona zastanawiała się, co ma jeść, skoro nie pasuje jej mięso. W liceum poznała chłopaka, który przynosił zupełnie inne kanapki na drugie śniadanie niż reszta – z kiełkami, kotletem sojowym, sałatą. I to ją zainspirowało. Rodzice kulinarnie się poddali, więc zaczęła gotować dla siebie, choć dziś przyznaje, że kuchnia nie była jej ulubionym miejscem w domu. Ale na zdjęciach zrobionych kilka lat temu w magazynie „Kukbuk”, jej własna kuchnia wygląda niemal jak laboratorium z poopisywanymi starannie rzędami słoików i pudełek, w których Marta trzyma przede wszystkim przyprawy. Gdy pytam, czy jest pedantką w kuchni, wybucha śmiechem, ale potem przyznaje: - Bardzo lubię strukturę, kategorię i porządek, a kuchnia jest przecież moją pracownią. To dla mnie ważne, żeby te wszystkie kategorie były opisane, bo to pozwala mi się skupić i pracować.


Jadłonomia po polsku 
(okładka twarda)

 

Jadłonomia kształtuje świat od kuchni

Po liceum trafiła na Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne, gdzie zajmowały ją takie kwestie jak równouprawnienie, szklany sufit i feminizm. Ale zdała sobie sprawę, że woli być w działaniu, zrezygnowała z uczelni, a praca w agencji reklamowej też nie spełniała jej oczekiwań. - Postanowiłam, że zostanę w kuchni – śmieje się. - Zdawałam sobie sprawę, że wtedy mało kto interesował się kuchnią roślinną, a o weganizmie wiedziało niewiele osób. I oczywiście nie miałam z tego tytułu pieniędzy ale ta dziedzina było mi bliska. Chciałam kształtować świat i rzeczywistość właśnie od kuchni, być praktyczką, która pomoże ograniczyć mięso tym, którzy chcieliby jeść go mniej – dodaje. By móc prowadzić bloga, zarabiała przygotowując firmowe cateringi i zawożąc jedzenie na plany filmowe. Zaczęła też prowadzić warsztaty kulinarne, wszystkiego ucząc się na własnych błędach. Potem Uniwersytet SWPS zaproponował jej prowadzenie zajęć z food studies. Wróciła na uczelnię na dwa lata. - Niestety musiałam zostawić zajęcia, wybrałam propagowanie kuchni roślinnej – tłumaczy.

Pierwsze kulinarne wpisy pojawiły się na blogu w 2010 roku, a już trzy lata potem Jadłonomia zdobyła tytuł bloga roku. Rok później, nakładem wydawnictwa Dwie Siostry, ukazał się książkowy debiut Marty, „Jadłonomia. 100 przepisów nie tylko dla wegetarian”. -  Kiedy wydawałam pierwszą książkę mówiono mi, że takie tematy nikogo w Polsce nie obchodzą, bo wszyscy chcą jeść mięso. Tymczasem Polki i Polacy są zaciekawieni, otwarci, mają ogromną wrażliwość – opowiadała w wywiadzie dla Onet.pl. W 2017 roku do księgarń trafiła „Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata”, wydana przez Marginesy. Marta postanowiła zrobić krok dalej i udowodnić, że pyszne potrawy bezmięsne można znaleźć niemal w każdym zakątku świata. Więcej! Można je samemu przyrządzić modyfikując nieco składniki tak, by nie sprowadzać produktów z zagranicy tylko korzystać z tego, co mamy pod ręką czy w lokalnym sklepiku. - Podróżując, tworzyłam więc właściwie leksykon kuchni wegańskiej sama dla siebie. Przyglądałam się, jak różnie ludzie przygotowują warzywa, sprawdzałam, co jedzą, gdy nie jedzą mięsa. Musiałam opracować wegańską mapę świata – powiedziała w wywiadzie dla weekend.gazeta.pl. Pierwszy nakład „Nowej Jadłonomii” – 30 tysięcy egzemplarzy – wyczerpał się w dziesięć dni. Dziś oba tytuły mają za sobą liczne dodruki, a blog Marty, na który miesięcznie wchodzi niemal dwa miliony osób, został uznany za najbardziej wpływowy polski blog kulinarny.


Jadłonomia. Kuchnia roślinna. 100 przepisów nie tylko dla wegan 
(okładka twarda)

 

„Jadłonomia po polsku” – nowa książka Marty Dymek

I gdy wszyscy uczyliśmy się robić kimchi, kawę po islandzku czy soccę, Marta wdrażała w życie plan, który zdaje się być naturalną konsekwencją jej wieloletniej pracy oswajania (na nowo) rodaków i rodaczek z kuchnią roślinną. Jej „Jadłonomia po polsku” to prawdziwa kulinarna bomba. Czytelnik znajdzie w niej i kotlet schabowy (z kalafiora lub – wersja grzybowa – z kani), i gołąbki (z soczewicy), i bigos (z dynią i podgrzybkami lub – wersja lżejsza – z cukinii), i pasztet ( z orzechów), a nawet tatar (z kaszy jęczmiennej). Gdy pytam ją, czemu tak długo zwlekała z książką o kuchni roślinnej z polskimi przepisami, kryguje się trochę, mówiąc, że chciała się podjąć tego tematu, gdy będzie gotowa i wymyśli sposób, z której strony go ugryźć. Ale za chwilę dodaje: - To silny stereotyp, że polska kuchnia zawsze była mięsna, a typowe polskie potrawy bazują na mięsie. Przecież taki żurek, najstarsza polska zupa, historycznie był roślinny, podawany z suszonym bobem lub suszonymi grzybami. A mięso wcale nie było tak popularne. Ukochany schabowy to kuzyn austriackiego sznycla i na naszych stołach gości od stu, może dwustu lat – tłumaczy. - Dlatego chciałam zaproponować kuchnię nawiązującą do polskich tradycyjnych smaków, bazującą na popularnych składnikach ale adekwatną do naszych dzisiejszych oczekiwań, kiedy chcemy jeść dobrze, prosto i w miarę szybko. Nie chciałam odnosić się wyłącznie do przeszłości. Dla mnie kuchnia po polsku to pewien kolaż smaków z różnych czasów, miejsc i tradycji, ale dostosowany do tego, jak żyjemy dzisiaj.


Nowa Jadłonomia. Roślinne przepisy z całego świata 
(okładka twarda)

 

Mięsne dania w wersji wege

Pytam, czy miała problem z oddaniem smaku popularnych polskich potraw. - Jasne. Prowadząc od dziesięciu lat bloga wiem, że gdy przechodzimy na kuchnię roślinną to często na samym początku swojej drogi szukamy takich przepisów, które nas uspokoją, że można nie jeść mięsa ale wciąż doświadczać tych znanych ulubionych smaków i połączeń. Dla mnie ważne jest to, żeby pokazać, że kuchnia roślinna nie oznacza rezygnacji z ulubionych smaków i że czasem możemy zamiast mięsnego obiadu wybrać równie smaczny roślinny. Wiem, że doświadczanie przyjemności z jedzenia zależy nie tylko od smaku, ale też od aromatu, struktury, gęstości i konsystencji. Starałam się stworzyć takie potrawy, które będą nas cieszyć pod tymi względami równie mocno, co te mięsne. Tak było z pieczeniową ciecierzycą. Chciałam przygotować bardzo smaczny tłusty umamiczny sos, do którego wystarczy wrzucić ciecierzycę z puszki i już można polewać nią ziemniaki, kaszę czy kluseczki.

Jej książka to propozycja gotowania szybkiego, taniego i smacznego ze składników pochodzenia roślinnego. Czy posmakuje Polakom? Marta wierzy w to, że to, co brzmi swojsko łatwiej przyjąć i samemu spróbować. - Zależy mi na tym, żeby przepisy były proste, szybkie i naprawdę zawsze wychodziły, a składniki można było kupić w lokalnym sklepie. Kuchnia roślinna w Polsce faktycznie kojarzy się z czymś trudnym i udziwnionym, ale ja chcę pokazać, że tak naprawdę jest prosta i tania – dodaje. Wie co mówi, do kuchni roślinnej przekonała własnych rodziców. Na koniec pytam ją, bez czego nie może się obejść w kuchni. - Bez ogórków kiszonych – odpowiada. Gdy niedługo potem smakuję zrobioną przez siebie pastę z ciecierzycy i rzeczonych ogórków, w pełni się z nią zgadzam.

 

20 maja rozpoczynamy Wirtualne Targi Książki, zapraszamy po książki z rabatami i na spotkania z autorami.