Rozmowa z Radkiem Rakiem

Olga Wróbel: Po nagrodzonej Nike „Baśni o wężowym sercu” pojawiły się głosy, że oto pisarz fantastyczny wychodzi z getta i ma szansę przebić się do świata „szanowanej” literatury. Tymczasem twoja nowa książka jest fantastyką czystej wody, nie da się tego nie zauważyć.

  • Radek Rak: Pomysł napisania „Agli” pojawił się zanim otrzymałem nominację do jakiejkolwiek nagrody mainstreamowej, a ponieważ tak dobrze bawiłem się pisząc tę powieść, uznałem, że byłoby nie w porządku, gdybym przestał się bawić i zaczął pisać to, czego się ode mnie oczekuje. Oczywiście mógłbym usiąść i napisać drugą „Baśń o wężowym sercu”, znaleźć bliskie mi wydarzenie historyczne i opisać po swojemu. Prawdopodobnie marketingowo wyszłoby to lepiej, wielu jest twórców, którzy cały czas piszą tę samą książkę i mają się dobrze. Ale nie chciałbym tego. Nadal czuje się człowiekiem z tego getta, czuję się jego częścią, a ono za mną idzie. Nawet jeżeli ktoś mnie czasem wyciąga za uszy poza mur, wracam z radością, to jest moje miejsce na świecie, w którym czuję się dobrze. Jednocześnie czuję, że trafiła się szansa, żeby pokazać czytelnikowi, który fantastyki nie lubi, że duża część literatury, którą do tej pory czytał, jest fantastyką. Pomyślałem, że może fantastyka pójdzie drogą kryminału? Przecież jeszcze w ubiegłym wieku pisanie kryminałów to było paranie się literaturą klasy B, C albo niżej, teraz nie ma w tym nic niewłaściwego. Margaret Atwood pisze fantastykę, na Zachodzie nie ma problemu z używaniem tego określenia w stosunku do jej twórczości, w Polsce nikt by jej tak poza fandomem nie określił.

Zacznijmy od początku: o czym jest nowa książka?

  • Pytanie, o czym jest książka fantastyczna ma zawsze dwa poziomy: można powiedzieć o czym ona jest fabularnie, to powinno być ciekawe i wciągające: to historia dziewczyny, strasznie pyskatej i problematycznej, której ojciec, naukowiec, zaginął w trakcie ekspedycji. Sofja wyrusza, a przynajmniej próbuje wyruszyć, żeby go odnaleźć. To jest motyw nienowy, rzecz jasna, ale Paweł Majka, inny wspaniały pisarz fantastyki, powiedział kiedyś, że istnieje skończona liczba fabuł, które jesteśmy w stanie wymyślić. Jest ich bodajże pięćset dwanaście. Nie chodzi o to, żebym wymyślił pięćset trzynastą, bo to się nie uda, ale żeby opowiedzieć coś istotnego i ważnego za pomocą historii, które znamy, które ciągle nas emocjonują i kręcą.

    Tutaj dochodzimy do drugiego pytania: o czym tak naprawdę fantastyka jest niefabularnie. W fantastyce bardzo istotną rolę odgrywa świat, w którym wszystko się dzieje – w jakiś sposób odmienny od naszego, coś się tam dzieje inaczej. Poza tym dochodzą do tego osobiste fascynacje autora, które są widoczne i wyciągnięte na pierwszy plan. To też jest fajne, bo książki miewają własny, osobisty koloryt. W świecie „Agli” rząd dusz sprawuje gnoza, nie chrześcijaństwo, więc trzeba sobie zadać pytanie, czym ta gnoza jest, jaka wizja świata się pod gnozą kryje, bo jak słusznie zauważył Hans Jonas, ona nie jest chrześcijańska, jest zupełnie odmienna. Zakłada, że świat został stworzony, żeby człowiek był w nim nieszczęśliwy, żeby cierpiał, tak jakby trochę mu na złość. Człowiek jest wrzucony do świata i nie może się w nim odnaleźć. O ile sama koncepcja, że świat został człowiekowi stworzony na złość wydaje się trochę szczeniacka i śmieszna, o tyle wrażenie niedopasowania do świata, wrażenie bycia skądinąd, że gdziekolwiek jesteś, to nie jest twoje miejsce, wydaje mi się wrażeniem uniwersalnym, pojawiającym się w każdej dobrej literaturze. Czy tobie jest ono obce? Dla mnie to jest podstawowe doświadczenie życia, które jest fajne i jestem z niego zadowolony, ale kompletnie nie takie, jakbym sam ułożył i wymyślił. Pewnie byłoby gorsze, wiele rzeczy by mnie ominęło, natomiast cały czas towarzyszy mi poczucie, że zostałem w swoje życie wrzucony i nie mam za wiele do powiedzenia.

    To jest los bohaterów wielu powieści, zostają wplątani w coś, z czym usiłują sobie poradzić i muszą wyrwać się, uciec, chcą być gdzie indziej. Co też jest elementem wierzeń wszystkich światopoglądów gnostyckich. To, co mnie łączy z gnostycką wizją rzeczywistości i to, co mnie zawsze fascynowało, to przeobrażenie zupełne, holometabolia: proces, w którym z jednego organizmu powstaje organizm zupełnie odmienny. Gdybyśmy o tym nie wiedzieli, trudno byłoby połączyć gąsienicę z jej dorosłą postacią, z imago, nie mówiąc już o poczwarce, która w ogóle nie wygląda jak coś ożywionego. Wiemy, że to jest ten sam organizm.
     

Agla Radek Rak
 

Nie jestem pewna, czy w ogóle myślimy o tym, jaki to porażająco dziwny proces. Raczej przyjmujemy na wiarę. Te stworzenia nie mają chyba nawet wspólnych elementów?

  • W poczwarce są dyski nerwowe, takie szczątkowe elementy tkankowe. Na podstawie tych dysków odbudowuje się organizm, tak naprawdę zupełnie inny. Zastanawiałem się, ile motyl pamięta z tego, jak był gąsienicą. Były przeprowadzane doświadczenia, jak to często doświadczenia przyrodników na małych zwierzątkach, okrutne. Gąsienice były w określonych sytuacjach, na przykład w obecności czerwonego koloru, rażone prądem. Dorosłe motyle unikały czerwonych kwiatów, mimo że stanowiły one naturalne źródło pokarmu. Ale potem doświadczenie było powtarzane i nie udało się uzyskać podobnych wyników. Ja w każdym razie wolę nie kopać gąsienic prądem i zastanawiać się teoretycznie, czy motyl coś pamięta. A my - jesteśmy gąsienicami czy motylami? Jeżeli jesteśmy gąsienicami, to kiedy będziemy motylami i co z tego wyniknie? Cały ten owadzi świat bardzo mocno przechodzi do „Agli”, stanowi fundament książki, może nawet silniej niż gnoza. Zresztą ojciec głównej bohaterki, Jan Krzysztof Kluk, jest przyrodnikiem, entomognostykiem, i zajmuje się głównie owadami, więc tych owadzich wątków jest tam bardzo, bardzo wiele.

Kluk jest zresztą postacią autentyczną.

  • Mój pierwszy kontakt z nim to jeszcze czasy studiów, kiedy udałem się do muzeum przyrodniczego w Kazimierzu nad Wisłą, gdzie wystawiony był „Dykcjonarz roślinny” Kluka, podręcznik botaniczny, jeden z pierwszych polskich w ogóle. Potem dowiedziałem się, że Kluk pisał także o zwierzętach, to już były trochę fantastyczne bestiariusze, we fragmencie poświęconym gadom znalazł się opis smoka, bo jest jeden gatunek smoka na świecie. Kluk wydał mi się postacią bardzo ciekawą, więc go sobie pożyczyłem, czy raczej ukradłem. Na początku zresztą to on miał być osią opowieści, kiedy „Agla” dojrzewała mi w głowie jeszcze w czasie studiów.

Skoro ta powieść dojrzewała przez tyle lat, czy można uznać, że to jest twoje literackie opus magnum?

  • Nie, nie lubię takich określeń - pomysł na książkę o Szeli chodził za mną o wiele dłużej. Pierwowzory pewnych rzeczy, które przeniknęły do „Agli” to były bardzo wczesne próby, jeszcze ze szkoły podstawowej. Pisałem już wtedy jakieś książki, fanfiki do „Opowieści z Narni”. W fantastyce jest się łatwo zadomowić, rzadko znajduję to w innych gatunkach literackich. Możesz znaleźć w niej miejsce, które staje się twoim domem, jeżeli twoje otoczenie jest w jakiś sposób ułomne, a prawie zawsze jest. Myślę, że wielu czytelników fantastyki szukało w dzieciństwie wejścia do Narni po różnych szafach, ja szukałem bardzo namiętnie. Bardzo wiele osób zastanawiało się, do jakiego domu w Hogwarcie by trafiło. W jakiś sposób wchodzimy do świata fantastycznego, czujemy się tam bezpiecznie, czujemy się lepiej. Nawet jeżeli jego rzeczywistość wcale fajna i bezpieczna nie jest, pozwala nam uporządkować się wewnętrznie i wrócić do normalnego życia lepszym, mądrzejszym, człowiekiem uzdrowionym, bardziej wolnym.

    To jest wartość, którą znajduję w fantastyce jako jej podstawową cechę - eskapizm. Nie uważam, że eskapizmu należy się wstydzić, każdy kontakt ze sztuką jest eskapizmem, przynajmniej chwilowym. W przypadku literatury fantastycznej, a zwłaszcza fantasy, ten eskapizm jest podbity do kwadratu. Pisząc „Aglę” chciałem, żeby czytelnicy chociaż przez chwilę poczuli, że chcieliby pomieszkać na Akademii, czy w Domu Pod Bazyliszkiem, żeby oni też w tym świecie czuli się jak u siebie, mimo że jest car, służba bezpieczeństwa, opresyjny radziecki system. Jednym z pomysłów na to, jak zorganizować rzeczywistość „Agli” był „Oddział chorych na raka” Sołżenicyna - chciałem sprawdzić, jak bohaterowie będą się odnajdywać w takim świecie.
     

Radek Rak

Radek Rak / fot. Ola Snopkowska / materiały promocyjne wydawnictwa Powergraph
 

No właśnie. Bezpieczne miejsca w „Agli” to wysepki. Dlaczego w świecie fantastycznym, gdzie tak wiele rzeczy jest wymyślonych, posługujesz się autentycznymi nazwami organów represji: UB, urząd bezpieczeństwa? Jest to dość uderzające wkroczenie realnych traum.

  • Urząd bezpieczeństwa w jakimkolwiek systemie totalitarnym zawsze ma bezpieczeństwo w nazwie. Myślę, że wszystkie konotacje z prawdziwym UB, jeżeli przeniosą się w trakcie czytania i będą projektowane na świat powieści, będą słuszne i właściwe, bo tak to ma wyglądać.

Drugi silnie konotujący obszar, to wydzielona część miasta, w której mieszka mniejszość Jomów. Miałam wielką potrzebę, żeby ustalić, na kim i na czym ją wzorowałeś.

  • Nie trzeba Jomów identyfikować, zresztą ich historia będzie pojawiała się w dalszych tomach. Świat „Agli” to nasz świat, w którym zwyciężyła gnoza. Po pierwsze, ja Jomów bardzo lubię, kiedy Harun mówi, że goje robią wszystko, żeby sobie pracę obrzydzić, to tak naprawdę mówi moim głosem, jest mi bliski. Natomiast nie można przenosić 1:1, że to są Żydzi, czy może Romowie, muzułmanie, a może stara sekta chrześcijańska. Jest to jakiś ruch, który w trakcie stuleci mógł powstać jako konglomerat różnych wierzeń monoteistycznych. Kultura, która powstała dookoła wszystkich wartości, które niesie wizja świata, która nie jest gnostycka. Jomowie są tolerowani, bo jest ich stosunkowo dużo. W świecie „Agli” nie wybuchają wojny, nie dochodzi do ludobójstwa, o przyczynach czego dowiemy się później. Wynika to z wizji świata z carem i demiurgiem na szczycie.

    Jomów nikt nie traktuje poważnie, nie zajmują się zawodami uważanymi za prestiżowe, czyli takimi, z których nie wynika nic dobrego, ale które przynoszą zajmującym się nimi ludziom dużo pieniędzy. Jomowie zajmują się rzeczami, które są prawdziwe: jeden jest dentystą. Ale praca nie jest celem ich życia, pracują tyle, ile bezwzględnie muszą, żeby przeżyć. Uważam, że to jest słuszne. Chyba żaden z Jomów, których sobie wymyśliłem i którzy się jeszcze pojawią, nie określa samego siebie przez zawód, pracę, którą wykonuje. Każdy Jom jest po prostu Jomą. Każdy naucza w synagodze i zajmuje się czymś bardziej lub mniej pożytecznym, ale ten pożytek ma nie tylko on, także inni. Z tego wynika zupełnie inne podejście do życia. Natomiast nie są grupą, która jest powszechnie szanowana i poważana.

Świat Agli jest, jak powiedziałeś, naszym światem, ale pilnujesz, żebyśmy jednak nie poczuli się w nim zbyt swojsko. Bardzo podobał mi się fragment o obrzędach pogrzebowych, i wzmianka o tym, że zabobon grzebania ciał w ziemi na szczęście już dawno odszedł do lamusa. Jak decydujesz, które fragmenty świata zmienić, a które pozostaną bez modyfikacji?

  • To nie jest pajęcza intryga, raczej intuicje. „Agla” dzieje się tak naprawdę na początku XXI wieku, technologicznie jednak realia odpowiadają tym sprzed 100, 150 lat. Przyjąłem gnostyckie założenia świata, a gnoza uważa świat materialny za rzecz mało istotną albo po prostu moralnie złą, za coś, czym nie warto się interesować. Jeżeli uznamy świat materialny za coś, czym nie warto się zajmować i czym nie warto się interesować, to rozwijamy zupełnie inne nauki, nauki humanistyczne czy głębszy wgląd w samego siebie, natomiast cierpią na tym nauki przyrodnicze. Dlatego też przyrodnicy uważani są za nieszkodliwych dziwaków, których jednak lepiej mieć na oku, bo to może być rodzaj herezji, najlepiej żeby się nie wychylać. W takim świecie nasze ciała są częścią złej rzeczywistości, ale nie jest już nią ta ciemność za oczami, o której każdy mówi „ja”. To silne rozdzielenie też jest w gnozie obecne. Ale jeżeli ciała są mało wartościowe, to po śmierci zrobimy coś, żeby to pokazać, bo to będzie zgodne z ogólnym założeniem. W świecie „Agli”, jak w zoroastryzmie, ludzi się nie grzebie, zostawia się ich na cmentarzysku, gdzie zwłoki rozkładają się i są zjadane przez zwierzęta. Jednocześnie chodzi o to, żeby czytelnik nie poczuł się odrzucony nadmiarem dziwności. Pamiętam z Tolkiena, że w pewnym momencie hobbici patrzą w niebo w Brie i znajdują te same gwiazdy, na które ja patrzyłem wieczorem. Nagle poczułem, że to jest ten sam świat, że jestem u siebie. To było dla mnie uderzające. Chodzi o równowagę. Jeśli świat będzie zupełnie obcy, jak ocean Solaris, to czytelnik go nie zrozumie i się w nim nie zadomowi.

To wpływa też na to, że nie musisz opisywać wszystkiego od zera, rozumiemy świat Agli instynktownie.

  • Wielu twórców fantastyki lubi opisywać rzeczy, które są nieobecne w naszym świecie, ale nie lubię książek, w których systemy fantastyczne są opisane do najdrobniejszego szczegółu. To przestaje być książką, zamienia się w fabularyzowany podręcznik do systemu RPG. Magia to metafizyka. Jeżeli opiszę ją do końca, to przypiszę sobie przeświadczenie, że posiadłem ogromną wiedzę na temat ukrytych zasad rządzących rzeczywistością i będę ją przekazywał czytelnikowi - no cóż, nie posiadłem, nie przechodziłem wtajemniczenia. Po drugie tam, gdzie jest tajemnica, której nie zrozumiałem, nie napiszę, że zrozumiałem, bo będę kłamał. A ja nie kłamię w swoich książkach. I może też dlatego bardzo lubię opisywać rzeczy, które znamy. Lubię opisywać jedzenie, sprzęty codziennego użytku czy pomieszczenia, domy. Sprawia mi to przyjemność, lubię kiedy inni twórcy literatury także takie rzeczy robią. Jeżeli pojawiają się elementy dziwne i nadprzyrodzone, pozwalam sobie na dużą fantazję, czerpiąc czy kradnąc od innych twórców. Kiedy Maja Ułuda rzuca zaklęcia i przywołuje byty demoniczne, jest w tym wszystkim i Crowe, i Lovecraft, przeróżne dziwne rzeczy które czytałem i aż się dziwię, że mam je na półce. W czasie poszukiwań riserczowych znajomy po piórze, który interesuje się szeroko pojętą tematyką metafizyki i magii, polecił mi trochę lektur. To Robert Pucek, który pisał wspaniałe książki o małych zwierzątkach, a teraz pisze trochę inne. I tak przekopywałem się przez Swedenborga, przez Tomberga - takie rzeczy, z którymi się głęboko nie zgadzam, ale które grają na nutach w moim sercu.

Zresztą Robert Pucek też został uhonorowany w Twojej książce.

  • Miałem trochę obaw, czy nie obrazi się o coś takiego, zwłaszcza, że nie zgadzaliśmy się trochę w podejściu do ewolucjonizmu. Jestem hardkorowym darwinistą, a pan Robert nie. Czasem trochę zgrzytało, czasem było w naszych rozmowach głębokie niezrozumienie tego, co mówi drugi, ale wydaje mi się, że nie przeszkadza nam to w lubieniu się nawzajem. Koniec końców, bardzo się ucieszył.
     

Radek Rak baśń o wężowym sercu
 

Porozmawiajmy o bohaterce, na którą wybierasz dorastającą dziewczynę. Zastanowiło mnie jak odnosi się do niej to, co powiedziałeś o poczuciu, że jesteśmy wrzuceni w obcą i uwierającą nas rzeczywistość. Sofja traci bezpieczne oparcie w ojcu, każdy chce jej doradzać i nią kierować, bo jest młodą dziewczyną i sama sobie - rzekomo - nie poradzi. Do tego dojrzewa, więc wypada też z oswojonego świata i ciała dziecka. Czy jej płeć potęguje uczucie zagubienia?

  • Tak naprawdę Sofja sama mi się wybrała na bohaterkę. Cały pierwszy tom dzieje się w głowie Sofji i na wszystko patrzymy jej oczami. Jest obecna w niemal każdej scenie. To jest dla mnie stąpanie po kruchym lodzie, ponieważ nigdy nie byłem dorastającą, pyskatą dziewczyną. Musiałem poczuć bohaterkę zupełnie odmienną ode mnie charakterologicznie, z innym bagażem doświadczeń. Nie przechodziłem przez praktycznie żadne z nich, na przykład nigdy nie miałem mentora, chociaż w okresie dorastania ktoś taki bardzo by mi się przydał. Sofja ma to szczęście, że trafia na Maję, która roli mentora nie jest w stanie sprostać, ale czy ktokolwiek jest w stanie? Po obwąchaniu się z pierwszymi rozdziałami trochę Sofię poznałem, a dalsze pisanie to było pozostawienie inicjatywy Sofii i patrzenie, co ona zrobi, logicznie, zgodnie ze swoim charakterem w odniesieniu do sytuacji, które ją spotykają. Gdybym stworzył architekturę, plan tekstu i potem zapełniał to cegiełkami ze słów, moi bohaterowie byliby raczej marionetkami, którymi bym poruszał, a nie miałbym z tego powodu żadnej przyjemności. Bardzo lubiłem, kiedy Sofja mnie zaskakiwała i musiałem się głowić, co powinienem zrobić jako autor i jak powinni się zachować inni bohaterowie. To chyba wypaliło, historia pisze się nadal.

    „Agla” nie jest jeszcze skończona, bohaterowie wybierają własną drogę. Jakiś czas temu przejrzałem konspekt, który zrobiłem dla tej książki dwa lata temu. Nic się nie zgadza, może imiona niektórych bohaterów. Postaci epizodyczne bardzo mocno zaczęły rozpychać się w tekście i bardzo chciały, żeby rzucać na nie więcej światła, jak Zahir. Kiedy ją wprowadzałem na scenę, nie wiedziałem, kim jest, ale teraz już wiem. Nie wiedziałem kim jest Ektene, Maja Ułuda miała być epizodyczną postacią. Wiem mniej więcej co się wydarzy i jak się książka skończy, byłoby źle, gdybym nie wiedział. Ale to bohaterowie podejmują inicjatywę, nie muszę wymyślać.

„Agla” to także kwestie społeczne. Sofja zostaje strącona, dosłownie i w przenośni, z wysokiej pozycji do świata, o którym zbyt wiele nie myślała.

  • Tak, przechodzi z jednej klasy społecznej do innej, w której nigdy nie była, nawet nie przypuszczała, że taka klasa może istnieć. Czyli jednak mamy jakieś doświadczenie wspólne. Wiem, jak to jest nie mieć i jak się objawia świat z drugiej strony, kiedy nie możesz pozwolić sobie na rzeczy, które były dla ciebie oczywiste.

    Myślałam o zderzeniu wysokiej gnozy z niską prozą. Ciało nie jest ważne, dopóki jest sprawnie działające i dobrze odżywione. Kiedy Sofja zmienia klasę, jej ciało nagle staje się bardzo wyraźne: głodne, obolałe, niezdolne do wykonywania pracy ani żadnej innej czynności. A czym jest ta praca? To jest rzecz bardzo istotna, że to nie jest praca dla niej, tylko dla kogoś zupełnie innego. A co do ciała, to jest chyba jak w każdym obliczu chrześcijaństwa. Maja Ułuda mówi, że wielcy mistrzowie głoszą prawdy, w które my przecież nie wierzymy. Jest to część naszego życia i kultury, ale żeby ktoś w to wierzył?

    Kwestie społeczne są ważne, ta książka ukazuje przekrój warstw. Kiedy zmienia się rola społeczna Sofji, zmienia się jej środowisko - ważne jest to, kto się od niej odwraca, a kto przy niej zostaje i dlaczego, w jaki sposób. Kiedy jesteś w tej sytuacji że nie masz, jesteś biedna, nagle okazuje się, że jest wokół ciebie bardzo dużo złych ludzi, świat staje się miejscem naprawdę niebezpiecznym. Kiedy jesteś syta, dobrze ubrana i prawdopodobnie jutro też będziesz, świat wokół ciebie jest stosunkowo niegroźny.

    Pod koniec pierwszego tomu pojawiają się łagry - też na początku nie wiedziałem, czym one są. Pomysł wziąłem od węgierskiego pisarza Adama Bodora - to rodzaj literatury bardzo przytłaczającej, ponurej, który jednocześnie lubię. Bodor opisuje społeczność małego miasteczka na pograniczu Rumunii, Ukrainy, w fikcyjnej krainie, w którym rządzą strasznie dziwne relacje. Przychodzi władza i może pozmieniać zupełnie relacje między ludźmi. Oni udają, że nic się nie stało, usiłują w tym wszystkim żyć dalej. Ta koncepcja mocno wpłynęła na to, jak zacząłem postrzegać łagry. One niekoniecznie wyglądają tak, jak z Szałamowa. Ale gdybym o tym powiedział, to byłby chyba spoiler.

Więcej wywiadów przeczytacie na Empik Pasje w dziale Czytam.

A już 28 maja o 18 zapraszamy na spotkanie z Radkiem Rakiem w ramach Targów Książki. W trakcie wydarzenia możliwe będzie zadawanie pytań w komentarzach pod streamingiem. Transmisja ze spotkania będzie dostępna na facebookowym profilu Empiku. 

Radek Rak

Zdjęcie okładkowe: fot. Ola Snopkowska / materiały promocyjne wydawnictwa Powergraph