„Jaremianka” Agnieszki Daukszy to kolejny przyczynek do odzyskiwania dla szerokiej publiczności biografii artystek działających na polu sztuk pięknych. Mamy już książki o Alinie Szapocznikow, Katarzynie Kobro, Zofii Stryjeńskiej, Oldze Boznańskiej, a także wydaną niedawno „Malarkę melancholii”, opowiadającą o życiu i pracy graficzki i malarki Ewy Kierskiej (polecam zwrócić na nią uwagę; ponieważ nie ukazała się w żadnym z mocnych promocyjnie wydawnictw głównego nurtu, niestety może przejść niezauważona).

Jak opowiadać o kobietach parających się sztuką? Zadanie biografów i biografek wydaje się łatwiejsze w przypadku poetek i pisarek, które pozostawiają po sobie solidny korpus tekstów, z mniejszą lub większą łatwością poddających się interpretacji. W przypadku plastyczek trzeba jednak wypracować sobie dodatkowy warsztat krytyczny, a także zmierzyć się z pewną nietrwałością spuścizny. Niektóre rzeźby Aliny Szapocznikow nie przetrwały starcia z czasem na skutek niskiej jakości dostępnych artystce materiałów lub w efekcie jej eksperymentów z betonem i metalem. Katarzyna Kobro w okresie biedy używała swoich dzieł jako opału. O ile czytanie między wierszami poematów i powieści wydaje się umiejętnością dostępną osobom porywającym się na biograficzne historie, o tyle interpretacja abstrakcyjnych płócien wymaga osobnych studiów. Czy zresztą w tym przypadku można mówić o bezpośrednim przełożeniu życia na twórczość?

Jaremianka wzbraniała się przed zestawianiem jej obrazów z biografią. „Chce, by patrzono na te prace jako na niezależne abstrakcyjne kompozycje, które wcale nie korespondują z jej osobistymi losami. Odrzuca wszelkie interpretacje, które nawiązują do jej wyborów politycznych, artystycznej izolacji czy choroby. Irytuje się i mówi, że to robienie plotek ze sztuki. Tadeusz Różewicz pisał, że wprost zabraniała ludziom rozmawiać o tym, jakie są źródła jej twórczości” – pisze Dauksza.

Jednak i w tym przypadku „nieobecni nie mają racji”. Autorka biografii, za samym Różewiczem zresztą, pisze o pracach Jaremianki z ostatniego okresu, tworzonych ze świadomością śmierci, pomiędzy wizytami w szpitalu, pomiędzy codziennym badaniem poziomu leukocytów (Jaremianka choruje na nieuleczalną wtedy przewlekłą białaczkę), jako o żywych organizmach, związanych fizycznie z twórczynią na poziomie obrazowania i dosłowności (na przykład w monotypiach wyraźnie widać siłę – lub jej brak – z jaką papier przykładany był do płaszczyzny).

Widać, że Dauksza jest biografką poszukującą i mierzy się z własną bezsilnością w próbach dotarcia do „prawdziwej” Jaremianki. Przywołuje to na myśl inną „bezsilną” biografkę, Annę Marchewkę, która próbowała zrekonstruować drogę Ewy Szelburg-Zarembiny. O ile jednak Marchewka zderzała się z brakiem dokumentów, celowym zacieraniem śladów i myleniem tropów, o tyle Dauksza ma do dyspozycji każdy właściwie rodzaj materiału. Łącznie ze wsparciem syna artystki, Aleksandra Filipowicza, który nie tylko przechowuje spuściznę matki, ale także pamięta ją samą. Po Jaremiance zostają także rzeźby, grafiki, monotypie, obrazy, zachowana jest jej pracownia. Autorka ma dostęp do obfitej korespondencji artystki z rodziną, przyjaciółmi, z mężem – Kornelem Filipowiczem, z artystami i artystkami przed- i powojennej awangardy. Wydaje się to rzadkim przywilejem, jeżeli pomyśli się o losach materialnych świadectw twórczości innych kobiet, być może szczególnie tych, które funkcjonowały w związkach z wielkimi zapamiętanymi artystami (Władysław Strzemiński i rzeźbiarka Katarzyna Kobro, ale także Tadeusz Konwicki i ilustratorka Danuta Konwicka z Leniców; podczas gdy mieszkanie pisarza, po histerycznej reakcji na próby sprzedaży, zostanie zamienione w połączenie izby pamięci z domem pracy twórczej dla stypendystów i stypendystek, staromiejska pracownia jego małżonki została przerobiona na zwykłe mieszkanie i nikt, oprócz mnie, nad tym faktem nie rozpacza).

Mimo tylu dostępnych świadectw Dauksza przyznaje się do momentów bezradności. Patrzy na zdjęcia Jaremianki, na jej surową twarz, w okresie choroby celowo odwracaną od obiektywu, i czuje, że Maria pozostała osobna, tajemnicza. Że jej fenomenu nie da się zrekonstruować z zakurzonych artefaktów.

 

Książka: "Jaremianka. Biografia"

Jaremianka. Biografia (okładka twarda)

 

Biografia Marii Jaremy to właściwie opowieść o potrzebie niezależności: życiowej i twórczej, nierozerwalnie ze sobą splecionych. Symbiotycznie związana z siostrą bliźniaczką, Nuną, Maria unika bliskości w układach z mężczyznami, nie chce się przesadnie angażować uczuciowo, o podporządkowaniu nawet nie wspominając. Czytając książkę Daukszy nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to zawsze oni zabiegają o jej czas, uwagę, uczucie. Tadeusz Wiciński, Gabriel Gottlieb, Kornel Filipowicz adorują Marię, piszą tęskne listy, wspierają emocjonalnie i finansowo, w zamian otrzymując niewiele. Jaremianka nigdy nie daje się porwać, nie wchodzi w związek całą sobą. Boi się wpisania w mieszczański schemat żony i matki.

Artystka doskonale wie, że nawet najbardziej porywająca miłość z czasem spowszednieje. Pisze o tym zresztą cytowany przez Daukszę Filipowicz: „Gdy się z artystą mieszka przez wiele lat pod jednym dachem, i ma się do czynienia z urokami małżeństwa i demonami gospodarstwa domowego, gdy uczucia mieszają się z udrękami dnia codziennego, gdy rozmowy o chlebie i pieniądzach, przypalonej kaszy, zepsutej elektryczności i nie zapłaconych rachunkach odbierają rzeczom i uczuciom ich prawdziwy sens – przestajemy widzieć w człowieku, z którym żyjemy, artystę. Przyzwyczajamy się do niego, powszednieje nam”. Maria nie pozwala sobie spowszednieć. Jakkolwiek banalnie to brzmi, do końca najważniejsza jest dla niej sztuka. Postawiona w obliczu diagnozy, nie zakopuje się w pieleszach, żeby nadrabiać z rodziną stracony czas (czy kiedykolwiek rozliczano z godzin spędzonych w pracowni artystów-mężczyzn?). Dopóki ma na to siłę, podróżuje, maluje, projektuje, nie opowiadając nikomu o wizytach w szpitalach i rozpaczliwym obserwowaniu mnożących się białych krwinek. Zdyscyplinowana, skoncentrowana – jeżeli okupiła to wewnętrznymi rozterkami, to nie ma po nich śladu.

Książka Daukszy to wprawdzie mozaika wspomnień, notatek, literackich impresji, listów do Marii i o Marii… Jednakże tekstów pisanych ręką artystki jest tu także niewiele. Wydaje się, że Jaremianka nawet po śmierci zachowuje wizerunek, który konsekwentnie budowała za życia. Właśnie to mnie w tej opowieści najbardziej zafascynowało i pozwoliło przejść przez momentami irytującą manierę autorki, która próbuje wywróżyć ze zdjęć to, czego Maria Jarema pokazać światu nie chciała. Mam wrażenie, że nie udało się wedrzeć pod podszewkę Jaremianki. Moim zdaniem – bardzo dobrze się stało.

Książka „Jaremianka. Biografia” Agnieszki Daukszy została nominowana do Nagrody Literackiej Nike. Sprawdź również inne tytuły nominowane do Nagrody Nike 2020.