Wypluty, zmęczony, ale jakże szczęśliwy Marcin Prokop.

Tak, to ja we własnej osobie. Gala była fantastyczna w dużej mierze dzięki mnie, ale również dzięki artystom, dzięki zespołowi o wdzięcznej nazwie Nosowska, którego wokalistką jest rzeczona Nosowska. Generalnie fajna impreza, która przyciągnęła rzesze wielbicieli. Myślę, że w przyszłym roku będzie ewoluowała. Będzie trwała zamiast 2,5 godziny około 4. Już się nie mogę doczekać.

Czy były momenty, kiedy nie zgadzałeś się z decyzjami widzów, słuchaczy, czytelników? To w końcu my głosujemy portfelami.

Myślę, że większość z tych wyborów była dość koniunkturalna. Wygrywały rzeczy w danym momencie modne. Ja raczej konsumuję rzeczy, które trafiają w mój gust z dawnych czasów.

Jedną z kategorii było wydarzenie roku, gdzie zwyciężyła gra komputerowa. Jako już zaawansowany wiekiem, jak odbierasz taki znak czasów?

Wiesz co, ja tak naprawdę nie wiem, o co chodzi. Za moich czasów nie było komputerów, za moich czasów nikt nie słyszał o Wiedźminie, więc tak naprawdę nie rozumiem tego całego zamieszania wokół tego...

Nie chciałbyś podczas tej gali zasiąść z drugiej strony, wśród nominowanych? Nie czujesz głodu twórczego? Nie chciałbyś spłodzić czegoś oprócz córki?

Myślę, że z płodzeniem córki wyszło na tyle spontanicznie, naturalnie, że była w tym pewna lekkość. Myślę, że gdybym usiadł do płodzenia czegokolwiek innego, np. utworu muzycznego, czy literackiego, to tej lekkości by zdecydowanie zabrakło. Mam tzw. „writer`s block” jak mawiają w stanach zjednoczonych. Siadam do klawiatury i nic z siebie nie mogę wykrzesać więc oby świat nie doznał tej kontuzji obcowania z moją sztuką.


Rozmawiał Karol Modzelewski