Fani czekali na to długie lata - czwarta część przygód Indiany Jonesa - „Królestwo Kryształowej Czaszki” - wreszcie wchodzi na ekrany kin (premiera w Polsce 22 maja). W kolejnej odsłonie awanturniczych wydarzeń z kapeluszem i batem w tle obok Harrisona Forda (oczywiście!) zobaczymy m.in.: Cate Blanchett, Ray’a Wonstone’a oraz Karen Allen. Film reżyseruje Steven Spielberg, zaś autorem zdjęć jest Janusz Kamiński.

Najnowsza seria przygód Indiany Jonesa rozpoczyna się na pustynnym południowym-wschodzie w 1957 roku - w samym apogeum Zimnej Wojny. Indiana i jego towarzysz Mac właśnie wymknęli się z rąk sowieckich agentów i wracają do domu. Wkrótce potem Indiana Jones dowiaduje się od dziekana swojej macierzystej uczelni - Marshall College - i bliskiego przyjaciela, że jego ostatnie wyczyny nie spodobały się przedstawicielom rządu, którzy naciskają na władze uniwersytetu, aby te usunęły profesora Jonesa z uczelni. Wyjeżdżając z miasta, Indiana spotyka zbuntowanego młodego człowieka Mutta, który mimo tego, że żywi do profesora sporą urazę, ma też propozycję, która może spodobać się żądnemu przygód archeologowi: jeśli pomoże on Muttowi w pewnej osobistej sprawie, chłopak naprowadzi go na ślad Kryształowej Czaszki z Aktor, legendarnego przedmiotu fascynacji, przesądów i lęków. (warto tutaj dodać, że wykonane z kwarcu Kryształowe Czaszki istnieją w rzeczywistości. Jednak rzekomy skarb Majów okazał się podobno mistyfikacją, a czaszki są datowane na XIX wiek).

To właśnie Harrison Ford, 65-letni dziś już aktor, który od dłuższego czasu nie potrafi odnaleźć się w dzisiejszym kinie, jest odpowiedzialny za powstanie kolejnej części przygód Indiany Jonesa. Trzeba przyznać, że Ford - pewnie wyczuwając zbliżające się wielkimi krokami załamanie kariery - zabrał się do tego projektu stosunkowo wcześnie. Steven Spielberg podczas wywiadu, który dla Stopklatki przeprowadziła Yola Czaderska-Hayek, tak opisuje początki: Pamiętam, jak to się zaczęło: podczas ceremonii Oscarów w 1994 roku, kiedy Harrison Ford wręczał mi nagrodę za "Listę Schindlera". Potem wyszliśmy za kulisy i wtedy Harrison spytał: To kiedy kręcimy następną część? Jestem gotów. Odparłem: Nie wiem, musisz zapytać George'a (Lucasa - Y. Cz.-H.). Tak też zrobił. George zaczął więc myśleć nad fabułą... Tak naprawdę więc praca nad filmem ruszyła głównie dzięki Harrisonowi. Tylko że wszystko utknęło w martwym punkcie ze względu na scenariusz. Przez 14 lat nie mogliśmy ruszyć z miejsca, aż tu nagle pojawił się David Koepp i napisał tekst, który... no, dosłownie zwalił Indianie kapelusz z głowy. I o to właśnie chodziło.

Prasa o filmie

Steven Spielberg zrobił film utrzymany w stylu kina przygodowego lat 80., który klimatem idealnie wpisuje się w całą sagę o przygodach słynnego archeologa
Barbara Hollender, ”Rzeczpospolita”

Projekcję filmu na festiwalu w Cannes rozpoczęły gorące oklaski, które nie cichły przez całą czołówkę filmu. Oklaskano pojawienie się napisu Lucasfilm, nazwiskaStevena Spielberga i świstaka wystawiającego głowę z norki w jednej z pierwszych scen filmu. Potem zapadła cisza, bo z bagażnika jednego z wojskowych samochodów przemierzających pustynię w Newadzie najpierw wypadł znany na całym świecie kapelusz, a potem jego właściciel - Indiana Jones we własnej osobie. (…)Trudno nazwać "Królestwo Kryształowej Czaszki" filmem innowacyjnym w stosunku do całej serii, ale przecież nie oto tutaj chodzi. Twórcy wykorzystują triki, które sprawdziły się w przypadku poprzednich części, i bez których nie sposób chyba wyobrazić sobie nowego filmu o Indianie (…)
Sukces murowany nie tylko wśród widzów, którzy wychowali się na przygodach Indy'ego i zaliczają się do jego fanów, ale także wśród tych, którym powywija batem przed nosem po raz pierwszy.
Monika Marach, Stopklatka

Steven Spielberg i George Lucas stanęli przed naprawdę wielkim wyzwaniem decydując się na realizację kolejnego filmu o Indianie niemal dwie dekady po "Ostatniej Krucjacie" (…) przez te wszystkie lata Indy stał się legendą, a trzy kinowe filmy świętością. Mało kto już pamięta, że były to po prostu dobrze skrojone filmy rozrywkowe mające nieść radość i zabawę ludziom na całym świecie. Twórcy postanowili zmierzyć się z tą legendą. Rezultaty tego zmagania były łatwe do przewidzenia - legenda zawsze wygrywa z rzeczywistością.
Jeśli zatem ktoś wybiera się na "Królestwo Kryształowej Czaszki" z wyśrubowanymi 19-letnim oczekiwaniem nadziejami, ten z założenia musi przygotować się na rozczarowanie. Czy to jednak oznacza, że czwarty "Indiana Jones” jest filmem złym? Nie. Spielbergowi udało się zachować ducha trylogii i stworzyć kilka scen, które z całą pewnością przejdą do klasyki opowieści o Indym.
Marcin Pietrzyk, Filmweb

UIP/I.J.