„Michał zostawił ją samą, tonącą we łzach”, „Ich małżeństwo rozsypuje się”, „Mówiłem, nie jedź do Sopotu” – krzyczą tytuły z okładek kolorowych pism. Prawdziwy rozpad związku, czy sprytny marketing? O biznesowym talencie Michała Wiśniewskiego przeczytamy w ostatniej „Polityce”

„Michał Wiśniewski ma intuicję, co się dobrze sprzeda, i żelazną zasadę: zawsze obstawiać kilka koni naraz. Wraz ze swoją żoną Martą, którą wykreował na śpiewającą Mandarynę, są ostatnio pierwszą parą polskich mass mediów. Ponad dziesięć okładek pism z Wiśniewskimi w ciągu trzech dni to chyba rekord krajowy” – pisze autorka artykułu – Martyna Bunda. "Ma talent do brawurowych posunięć biznesowych. Tak było i teraz, w 2005 r. Nie bardzo wyszło z podbijaniem Polski jako Renia Pączkowska (Michał w damskim góralskim stroju śpiewa piosenki jak „Golce”), z projektem Red Head (gdzie z Michałem grają rockowo bardzo ostre dziewczyny), z planowaną kolejną edycją reality show z udziałem rodziny Wiśniewskich (wykręciły się dwie telewizje po kolei). A także z autobiografią (którą miała Michałowi pisać Katarzyna Grochola, ale się zdystansowała) ani z otwarciem sieci sklepów z odzieżą jego projektu. Ale wyszło z płytami Mandaryny (żona Michała, dotąd tancerka, zaczęła śpiewać dance’owe piosenki): 35 tys. sprzedanych albumów, co daje artystce Złotą Płytę”.
Ale są i kłopoty finansowe – jak choćby z zaległymi podatkami na kwotę 2,5 mln. złotych. Jako, że cel uświęca środki, Wiśniewski nie miał oporów, aby wystąpić w kampanii reklamowej Samoobrony, ważna tylko była wystarczająco wysoka gaża (podobno na spłatę tych podatków właśnie). Czy zatem najnowszy skandal z rozpadem jego małżeństwa jest biznesowym chwytem, obliczonym na podniesienie popularności?

Iza J.

Pełna wersja artykułu dostępna w aktualnym wydaniu "Polityki".