Robert Tekieli dodał do swojej batalii antypotterowskiej kolejny tekst. Niestety, nic w artykule Dobre zło zamieszczonym w tygodniku „Ozon” nr 25/06 nie wskazuje, by jego autor, który od pewnego czasu pretenduje do miana głównego pogromcy Harry’ego w Polsce, przeczytał w całości choćby jeden tom cyklu Joanne K. Rowling. Nawet ze słynną sceną rozgrywającą się na cmentarzu zapoznał się co najwyżej pobieżnie, skoro przegapił niezwykle istotne elementy, które rozbijają w pył cały jego wywód i obalają większość argumentów i tez, łącznie z twierdzeniem, że każde dobro w cyklu o Harrym Potterze naznaczone jest złem, a świat wymyślony przez Rowling to „rzeczywistość odwróconych znaczeń”.
Maskowanie kontekstu kulturowego
Robert Tekieli twierdzi, że Potter „nie jest wielką literaturą”, co akurat można udowodnić, ale argument, po który sięga publicysta, jest kuriozalny: szalone tempo oraz ogromna liczba wątków i strasznych postaci przypominają mu gry komputerowe. Można zbudować analogię między cyklem powieściowym a grami multimedialnymi, ale raczej na poziomie konstrukcji serii: każdy kolejny tom przypomina następny poziom rozgrywki, w której rośnie z czasem poziom trudności. Natomiast wymienione przez autora Dobrego zła cechy należą do tradycji literackiej: „szalone tempo” było charakterystyczne dla powieści akcji wiele lat przed powstaniem komputerów, wielowątkowość występuje w rozbudowanych utworach epickich i sagach, zaś straszne postaci pojawiają się w powieściach grozy, kryminałach, horrorach czy thrillerach. Rowling po trosze czerpie z każdego z tych gatunków. Korzysta również z całego bogactwa zachodnioeuropejskiej kultury: mitologii greckiej, skandynawskiej i germańskiej, z tradycji średniowiecznej, XIX-wiecznej literatury brytyjskiej oraz powieści fantasy, choćby Dickensa, Nesbit, Lewisa i Tolkiena, a w warstwie językowej m.in. z łaciny i greki. Dla młodego czytelnika jest to atrakcyjne wprowadzenie w świat tropów i symboli kultury europejskiej.
Doszukiwanie się perwersji
Po wypuszczeniu zatrutej strzały publicysta „Ozonu” sięga po mocniejsze środki. Zaczyna od sugestii, że cykl Rowling zawiera elementy sadomasochistyczne. Dowodem ma być fakt, że Hagrid, jeden z pracowników Hogwartu, „z czułością troszczy się o swego brata, choć ten ciągle go kaleczy”. Tekieli albo nie wie, że brat półolbrzyma ma osobowość autystycznego dziecka, albo uważa, że czułość i troskliwość wobec takiej osoby są czymś perwersyjnym.
Chwilę później Tekieli dowodzi, że Harry zaatakowany przez Voldemorta czuje jednocześnie ból i szczęście. To wyjątkowo nowatorska interpretacja i nie sądzę, by jakiemukolwiek wrażliwemu czytelnikowi przyszła wcześniej do głowy. Finałowa scena czwartego tomu rozgrywająca się na cmentarzu jest dla Roberta Tekieli aktem oddania hołdu księciu ciemności, z którym Pottera ma więcej łączyć niż dzielić. Publicysta nie wspomina jednak, że owa więź została praktycznie wykreowana przez okrutnego Lorda, do pokłonu młody czarodziej został zmuszony siłą, a elementów różniących obie postaci jest znacznie więcej niż wspólnych. Voldemort jest klasyczną antytezą Harry’ego, czymś, czym mógłby stać się młody Potter, gdyby wybrał władzę i sławę. I gdyby nie doświadczył miłości. Piszę „czymś”, gdyż Voldemort nie jest już człowiekiem. Przestał nim być w momencie, gdy w drodze do osiągnięcia nieśmietrtelności podzielił swoją duszę na kilka części.
Kto niszczy autorytety?
Kolejny zarzut dotyczy rzekomego ośmieszania fundamentalnych wartości i stawiania pod znakiem zapytania autorytetu osób dorosłych ważnych w życiu młodego czlowieka: prawnych opiekunów, dyrektora szkoły i rodzonego ojca. Autor Dobrego zła zauważa na przykład, że Harry nienawidzi domu swoich „przybranych rodziców”, choć jest on miejscem chronionym przed magią, a zatem bezpiecznym. Tekieli nie wie jednak, że miejsce to chronione jest przed magią przy pomocy… mocniejszej magii, z którą ciotka i wuj Pottera nie mają nic wspólnego. Trudno też dziwić się Harry’emu, że nie cierpi domu przy Privet Drive 4. Od najwcześniejszego dzieciństwa był przez „przybranych rodziców” poniżany i szykanowany, a cioteczny brat traktował go jak worek treningowy. Katusze Kopciuszka to drobiazg w porównaniu z krzywdą, jaką rodzina Dursleyów wyrządziła swojemu krewniakowi. Jednak w przeciwieństwie do nieasertywnej małostopej dziewczyny Harry w pewnym momencie mówi „dość”.
Argument, który miał według Roberta Tekieli dowodzić, że profesor Dumbledore łamie własne zasady (za karę wysyła nocą uczniów do Zakazanego Lasu, choć szkolny regulamin tego zabrania) to manipulacja. Uczniom Hogwartu nie wolno było wchodzić do Lasu tak jak polskim gimnazjalistom nie wolno opuszczać szkoły w czasie lekcji. Chyba że wycieczka odbywa się w towarzystwie dorosłego opiekuna, pracownika szkoły. Tak właśnie stało się w przywołanym przez Roberta Tekieli przypadku: uczniowie udali się do Zakazanego Lasu pod opieką Hagrida, a ich zadaniem było uratowanie rannego jednorożca. Zaskakujące jest uznanie takiej kary za mniej wychowawczą niż na przykład odkurzanie starych katalogów. O ile oceniający wie, o czym mowa.
Twierdzenie, że ojciec Harry’ego okazał się obrzydliwcem i człowiekiem niegodnym szacunku to kolejny kwiatek świadczący o braku znajomości omawianego tekstu. W pierwszych tomach cyklu James Potter jest przedstawiany jako postać wyidealizowana, dość w gruncie rzeczy konwencjonalna i papierowa. Z czasem okazuje się, że był również nieokiełznanym rozrabiaką grasującym w szkole jako jeden z Huncwotów. Psoty i dowcipy, także głupie, a niekiedy okrutne, były jego specjalnością. Ale czy szkolne wygłupy wykluczają możliwość bycia dobrym ojcem w wieku dojrzałym?
Wszędzie czai się zło
Swój wywód o odwracaniu wartości Tekieli kończy konkluzją: „każde dobro w książkach Rowling zostaje opatrzone atrybutami zła”. To prawda wyłącznie w takim sensie, w jakim każdy z ludzi skażony jest grzechem pierworodnym. Co nie oznacza przecież, że są oni zwolnieni z dążenia do świętości.
„(…) źli nauczyciele, źli uczniowie, zakrwawione duchy (…)” - Tekieli wszędzie dostrzega wyłącznie zło, które najwyraźniej go fascynuje. Dostrzega sam, czy ktoś mu usłużnie podsunął wyselekcjonowane cytaty? A może tylko takie znalazł w mocno tendencyjnej książce Gabriele Kuby? Czyżby artykuł Dobre zło powstał na podstawie publikacji Dobry czy zły, czyli kiepskiego bryka zamiast oryginalnej lektury?
Hogwart, poza magiczną specjalizacją, jest bardzo typową szkołą brytyjską, w której są nauczyciele oraz uczniowie mądrzy i głupi, sympatyczni bardziej lub mniej, bardziej lub mniej wymagający i przykładający się do zajęć. Łatwiej w niej znaleźć dobrych pedagogów i ambitnych uczniów niż w Stowarzyszeniu umarłych poetów.
Współczuję szczerze autorowi Dobrego zła, że w poszukiwaniu makabry, perwersji i motywów satanistycznych nie znalazł w żadnym z sześciu tomów choćby jednego fragmentu pogodnego, nie wspominając o zabawnych. Trzeba włożyć niemały wysiłek w niedostrzeżenie wielu setek stron, na których rozgrywają się niewinne szkolne perypetie Harry’ego i jego przyjaciół, kolegów i znajomych. Bądź nie wykonać nawet minimalnej pracy. Wiele osób, które przeczytały książki Rowling, cieszą zwycięstwa Gryfonów podczas rozgrywek quiddicha, bawią hasła otwierające drzwi do gabinetu dyrektora szkoły, a pierwsze nieporadne flirty nastolatków w szóstym tomie potrafią rozśmieszyć do łez.
Rowling ostrzega przed złem
Oczywiście w powieściach Rowling są sytuacje budzące grozę. Największe zło, które uosabia Lord Voldemort, przedstawione jest jako coś wyjątkowo przerażającego, obrzydliwego i odstręczającego. Nie przypominam sobie żadnych fragmentów dotyczących Sami Wiecie Kogo, łącznie z cytowanymi w artykule Dobre zło, które zachęcałyby do podążania drogą negatywnego bohatera cyklu. Większość budzi odrazę i lęk. Pociągający, ale wyłącznie zewnętrznie, bywają niektórzy ludzie oddani Voldemortowi, jak choćby Draco Malfoy - typ nieprzypadkowo nordycki. Cała armia Sami Wiecie Kogo, z wojskowym drylem, poczuciem wyższości, okrucieństwem i ślepym oddaniem przywódcy, nawiązuje do jednego z dwóch najbardziej zbrodniczych systemów totalitarnych XX wieku. To wybrańcy Lorda nienawidzą mugoli i nie mają zahamowań, by wyrządzać im krzywdę, choć sam Voldemort, jak dobrze wiedzą czytelnicy cyklu, jest półmugolem (skąd my to znamy?). W Hogwarcie nikt, poza oddaną Voldemortowi bandą Malfoya, nie obraża mugolskich rodziców Hermiony. Kolejne twierdzenie Roberta Tekieli - zwykli ludzie są w powieściach Rowling ośmieszani i traktowani przez wszystkich czarodziejów przedmiotowo - jest zatem nieprawdą.
Przemilczane wartości
Ze złem walczą w powieściach Rowling nie aniołowie, lecz ludzie - niedoskonali, dalecy od ideału, ale przecież dążący do dobra i prawdy. Taki też jest tytułowy bohater - niepozorny nastolatek, który w kolejnych tomach przechodzi burzliwie proces dojrzewania. Coraz bardziej pryszczaty, zbuntowany i humorzasty chłopak musi stanąć do nierównej walki z ucieleśnieniem zła. Wspierają go przyjaciele i część nauczycieli. Doprawdy, nie rozumiem, jak można nie zauważyć, nawet jeśli zna się jedynie fragmenty książek i, być może, jeden czy dwa filmy z fatalnym polskim dubbingiem, że w świecie Rowling jedną z najważniejszych i najcenniejszych wartości jest przyjaźń. Nie polega ona jednak na dawaniu jałmużny biedniejszemu kumplowi, czego Robert Tekieli oczekuje od Pottera. Zresztą, gdyby przed opisywaniem książek Rowling autor Dobrego zła najpierw je przeczytał, wiedziałby, że Harry znajduje sposoby wspierania swojego przyjaciela tak, by nie urazić jego godności.
Kolejna przemilczana przez autora Dobrego zła wartość to klasyczna relacja między uczniem i mistrzem - Harrym i Dumbledorem. Tu nie ma żadnych odwróconych znaczeń, jest czystość intencji, przekazywanie wiedzy i doświadczeń, zaufanie i odpowiedzialność.
I wreszcie wartość najwyższa: miłość. To dzięki niej Harry żyje. Podczas ataku Voldemorta na rodzinę Potterów matka Harry’ego oddała życie za syna. „Jego matka pozostawiła na nim ślad swojej ofiary” - mówi Voldemort w scenie na cmentarzu i dodaje: „To bardzo stara magia”. Trudno nie przypomnieć sobie w tym momencie słów Aslana z pierwszej części Kronik Narnijskich.
Słowo o transcendencji
Tekieli zauważa, że w świecie Pottera nie ma Boga. Owszem, nie jest On literalnie wymieniony, podobnie jak nie wspomina się o Nim w Opowieściach z Narnii. W książce Lewisa można naturalnie odczytać aluzje do Pisma Świętego, ale są one mocno zawoalowane. Cykl Rowling nie jest historią chrześcijańską i wcale do tego miana nie pretenduje, nie jest jednak również opowieścią promującą zło. To obyczajowa historia o szkole i dorastaniu, rozbudowana baśń o walce dobra ze złem, opowieść o przyjaźni i niezwykłej sile miłości pokonującej śmierć oraz o wolności i zniewoleniu. Nie jest to oczywiście tolkienowski epos, to „tylko” znakomicie skonstruowana współczesna fabuła. Jeśli młody czytelnik zapamięta z niej choć tyle, że w zetknięciu ze złem warto być zimnym lub gorącym, a nie letnim, to już odniesie niemałą korzyść.
Magdalena Walusiak
Aktualności
W obronie Pottera
Robert Tekieli dodał do swojej batalii antypotterowskiej kolejny tekst. Niestety, nic w artykule Dobre zło zamieszczonym w tygodniku „Ozon” nr 25/06 nie wskazuje, by jego autor, który od pewnego czasu pretenduje do miana głównego pogromcy Harry’ego w Polsce, przeczytał w całości choćby jeden tom cyk
Komentarze (0)