Zaśpiewajmy!
Czym jednak właściwie jest omawiany w tym tekście tytuł? „Let’s Sing” to gra muzyczna/rytmiczna (chociaż określenie „rytmiczna” to pewne nadużycie) polegająca na, cóż... śpiewaniu. Główną mechaniką gry jest odtwarzana w czasie rzeczywistym specjalna linia czasu z segmentami, w które należy „trafić” głosem. Właściwa tonacja jest tak naprawdę ważniejsza niż ekspercka znajomość tekstu, gdyż ostatecznie to ona decyduje o sukcesie lub porażce.
Chociaż „porażka” w tej grze ma charakter symboliczny, gdyż „Let’s Sing” nie jest w żadnym wypadku grą kompetetywną. Produkcja studia Voxler Games wypełnia dokładnie te samą niszę co niezwykle popularne na całym świecie Karaoke, koncentrując się na radosnym śpiewie w towarzystwie przyjaciół, przekasęk i rozmaitych trunków*.
Warto dodać, że wydanie 2025 to już trzynasta odsłona serii, co może zaskakiwać, biorąc pod uwagę niszowość takich produkcji. Muzyka jednak nigdy z mody nie wyjdzie, zawsze więc znajdzie się przestrzeń na gry, w których możemy wcielić się w gitarzystę („Guitar Hero”, „Rock Band”, czy bezpłatne „Frets on Fire”), DJ-a („DJ Hero”) czy właśnie wokalist(k)ę.
Puść ten numer, gdzie śpiewa ten rudy
No okej, ale właściwe jakich utworów możemy się spodziewać po „Let’s Sing”? Twórcy starali się trafić do możliwie jak najszerszego grona odbiorców, zatem na trackliście znajdziemy takich artystów jak Justin Bieber, Calvin Harris, Cascada, wspomniany w nagłówku Ed Sheeran, One Republic, czy Cranberries. Umówmy się – ma być lekko, przyjemnie i pastelowo. Jeżeli gustujesz w gatunkach takich jak Terror Core albo Gabber, wymienieni artyści raczej nie przypadną ci do gustu.
Jeśli jednak liczysz na niezobowiązującą, bezpretensjonalną zabawę, przygotuj się na godziny dobrej zabawy przy hitach znanych z popularnych rozgłośni i stacji muzycznych.

Aplikacja towarzysząca
Gra „łyknie” każdy mikrofon podłączony do konsoli, ale jeśli go nie masz, możesz skorzystać z własnego smartfona. „Let’s Sing” zachęca do zainstalowanie tzw. aplikacji towarzyszącej (apki rozszerzającej możliwości gry lub programu), pozwalającej skorzystać z mikrofonu wbudowanego w twoją komórkę (ktoś jeszcze tak mówi?).
Nie jest to idealne rozwiązanie, bo telefon łączy się z konsolą za pośrednictwem protokołu Bluetooth, co onacza delikatna latencję i nieidealną jakość dźwięku – ale biorąc pod uwagę czysto rozrywkowy charakter tej produkcji ma to umiarkowane znaczenie i do wspólnej zabawy w pełni wystarczy.

Tryby gry
Gra zachęca zaskakująco rozbudowaną rozgrywką. „Let’s Sing” daje możliwość gry solo lub w multiplayerze (lokalnie i za pośrednictwem internetu). Głównym trybem gry jest kariera, pozwalająca przejść od A do Z wyboistę drogę prowadzącą na największe światowe sceny. Produkcja ta daje również możliwość wzięcia udziału w wyzwanaich z nagrodami (Let’s SIng Music Awards), uzyskanie czasowego dostępu do pełnego pakietu VIP (Let’s Sing Showtime), a także znane z poprzedniczek moduły Classic, Feat oraz Fest.
Ogólnie, jesli szukasz każdej okazji do rozgrzania strun głosowych, a każdy weekend spędzasz w towarzystwie przyjaciół, „Let’s Sing” zapewni ci tony dobrej zabawy, także w trybie dla pojedynczego gracza.

Czy to Simsy?
W błędzie byłby ten kto myśli, że w grze muzycznej nie znajdzie się miejsce na przyzwoitą oprawę graficzną. Gra pozwala na zabawę z oficjalnymi klipami (odtwarzanymi na scenie), co jest całkiem apetycznym dodatkiem do całości i w pewien absurdalny sposób zwiększa realizm produkcji.
Jeśli chodzi o oprawę wizualną, jednoznacznie kojarzy mi się ona z grami z serii „The Sims”. Całość ma komiksowy, pastelowy charakter, z ekranu wylewają się litry przyjemnych, intensywnych kolorów, zaś lekko karykaturalne, sceniczne awatary mają w sobie pewien czar.
Awatar gracza to lekko karykaturalna, roztańczona głowa,co tylko podkreśla lużny, imprezowy charakter produkcji. Nie twierdzę, żę „Let’s Sing” zawalczy o miano najlkepszej oprawy graficznej tego roku, ale lekka stylistyka gry jest przyjemna dla oka i dopełnia radosnego charakteru tytułu.

Na koniec
Gry muzyczne i rytmiczne rządzą się swoimi prawami i nie spodziewam się, aby „Let’s Sing” chwyciło za serca wychowanych na produkcjach AAA hardkorowych graczy. Nie taka jednak jest jej rola – to casualowa produkcja, napędzana relacjami, zachęcająca bliskie sobie osoby do wzajemnych wygłupów. Dzięki Voxler Studios każdy aspirujący artysta będzie miał szansę przekonać się, czy ma jakiekolwiek predyspozycje do zaistnienia na scenie, nawet, jeśli będzie podchodził do tego z wyraźnym przymrużeniem oka.
Jeśli szukasz czegoś, co rozkręci twoją domówkę, albo kompletnie nie masz głosu i chcesz dręczyć sąsiadóſ zza ściany, to najnowsza odsłona „Let’s Sing” jest właśnie dla ciebie.
Do usłyszenia! Po więcej podobnych artykułów zaglądajcie do działu Gram.
*Bezalkoholowych, rzecz jasna
Komentarze (0)