Wraz z nadchodząca premierą „Upiora w operze” - 15 marca, w Teatrze Muzycznym Roma - szykuje się najbardziej wystawne przedstawienie w historii tej sceny, a może i w powojennym teatrze polskim w ogóle. Olśniewające dekoracje, wyszukane kostiumy, efekty specjalne i oczywiście, a właściwie przede wszystkim, piękna, poruszająca muzyka…Wszystko to sprawia, że spektakl zapowiada się na wydarzenie wyjątkowej rangi. Dodajmy, że polska wersja „Upiora” jest tzw. przedstawieniem „non - replica”, czyli oryginalną inscenizacją wedle koncepcji reżysera.

Wystawienie jednego z najsłynniejszych musicali Andrew Lloyda Webera było od wielu lat marzeniem Wojciecha Kępczyńskiego, dyrektora Sceny Muzycznej Roma oraz reżysera wspomnianego spektaklu. Marzeniem, które udało mu się zrealizować dokładnie na dziesięciolecie istnienia wspomnianej Sceny:

- Co pana tak uwiodło w „Upiorze w operze”?
- Przede wszystkim fantastyczna muzyka, która kocham od dwudziestu lat. I bardzo zależało mi na tym, żeby ten musical, wystawiony właśnie w Teatrze Roma, zobaczyli Polacy,. Drugą przyczyną mojego zachwytu jest fabuła, opowiadająca o człowieku, który został zaszczuty, tylko dlatego, że był inny. To będzie musical o nietolerancji, niestety czasami obecnej w naszym kraju. Ponadto czasy są tak niespokojne, pełne obłudy i kłamstw, że spektakl o miłości trojki ludzi, może być na to znakomitą odtrutką. Widowiskiem, przy którym widzowie odetchną od codzienności.

- Dlaczego właśnie ten musical jest taki kosztowny? To kwestia wystawnej scenografii, drogich praw autorskich?

- Musieliśmy na scenę przenieść paryską Opera Garnier, a to są gigantyczne koszty. Poza tym do przygotowania tego musicalu trzeba było zaangażować wielu wybitnych fachowców, pedagogów, zarówno śpiewu jak i tańca…Jednak rzeczywiście najwięcej kosztują dekoracje, a także promocja spektaklu…Ale nie mówmy o pieniądzach. Cieszmy się , że ten musical niedługo będą wreszcie mogli zobaczyć polscy widzowie. Mam nadzieje, że przez wiele, wiele miesięcy będzie on tutaj oglądany.

- Co w praktyce oznacza zgoda na tzw. realizację spektaklu non-replica?

- Oznacza to, że zastosowaliśmy kilka własnych pomysłów, na przykład szereg scen jest u nas inaczej zrealizowanych niż w pozostałych inscenizacjach. To wszystko, oczywiście, musiało być zaakceptowane przez Andrew Lloyda Webera i cieszymy się, że możemy zrobić własną wersję spektaklu. Ona oczywiście nie odbiega znacząco od tego co jest już znane, bo nie mogliśmy wszystkiego wywrócić do góry nogami, ale niewielkie zmiany są. Niemniej staraliśmy się wiernie oddać ducha tej opowieści.

- Skoro „Upiór w operze” jest tym musicalem, który o lat nosi pan w sercu, czy oznacza to zatem, że miał pan od początku realizacji gotową wizję spektaklu?
- Nie miałem od samego początku takiej wizji. Ona się rodziła w trakcie realizacji spektaklu, w wyniku współpracy m.in. Pawłem Dobrzyckim (scenograf), Magdą Tesławską (kostiumolog) i pozostałymi twórcami tego przedstawienia. Wspólnie wymyślaliśmy naszą wersję „Upiora”..

Patronem medialnym polskiej inscenizacji „Upiora w Operze” jest empik.

Iza Jarska