To było piękne bliskie spotkanie trzeciego stopnia - mówi o swojej najnowszej płycie z utworami Agnieszki Osieckiej wybitny muzyk, jazzman i kompozytor - Stanisław Soyka. Album „Tylko brać. Osiecka znana i nieznana” miał swoja premierę 7 września.
Dlaczego właśnie twórczość Agnieszki Osieckiej zainspirowała Pana do stworzenia nowej płyty?
Pierwszym impulsem był telefon Agaty Passent w lipcu zeszłego roku. Zapraszała mnie do udziału w gali festiwalu „Pamiętajmy o Osieckiej”. W pierwszej chwili odmówiłem, bo akurat kończyliśmy album „Studio Wąchock” i nie miałem głowy do niczego innego. Ale zaraz potem zmieniłem zdanie i zdecydowałem, że wystąpię, jednak pod warunkiem, że Agata wpuści mnie do archiwum i pozwoli tam poszperać. Liczyłem na to, że może znajdę nie umuzycznione jeszcze wiersze Agnieszki i w ten sposób powstanie wartość dodana. Agata oczywiście chętnie się zgodziła i zaczęliśmy szperać. Nie było to trudne, bo tuż przedtem wyszła obszerna, dwutomowa antologia wierszy Osieckiej: „Wiersze prawie wszystkie”. Dzieła Agnieszki to potężna liczba tekstów, mówi się, że jest ich około 2, 5 do 3 tysięcy. Jestem pełen podziwu dla Agaty Passent, fundacji i jej sojuszników bo wykonują ogromną pracę, żeby to wszystko okiełznać. Ale też i wpływ Osieckiej na naszą wrażliwość w powojennej Polsce jest bardzo istotny. Zawsze zwracałem uwagę na dzieła Agnieszki, bo też i teksty są dla mnie bardzo istotne. Pomimo, że moją specjalnością jest muzyka, to jestem zakochany w polszczyźnie już od wczesnych szkolnych lat. Najpierw za sprawą mojej mamy. Później dzięki pierwszej nauczycielce języka polskiego, która własną miłość do polszczyzny emanowała na swoich uczniów. Agnieszka Osiecka jest moim zdaniem taka ważna także dlatego, że trudno mi znaleźć kogoś, kto równie pięknie, całkowicie poetycko, potrafiłby mówić o pojedynczych ludziach, o swoim mieście, o swoim kraju… I nawet kiedy mówiła coś krytycznego nigdy nie było w tym szczypty jadu, ataku, napominania. Była pod tym względem niezwykle uniwersalna. No i była poetką pieśni, znakomicie czuła muzykę.
Znał Pan prywatnie Agnieszkę Osiecką?
Znaliśmy się osobiście, chociaż w stopniu raczej kurtuazyjnym. Mogę także powiedzieć, że ciszyłem się życzliwością Agnieszki, chociaż oczywiście nie należałem do grona jej bliskich przyjaciół. Spotykaliśmy się czasami w telewizji, na jakimś festiwalu lub po sąsiedzku, bo mieszkaliśmy oboje na Saskiej Kępie. A ja patrzyłem na nią z jednej strony z podziwem a z drugiej ze skrywanym pożądaniem, ponieważ była piękna kobietą.
Jak w gąszczu tysięcy tekstów dokonał Pan wyboru tych, które znalazły się na płycie?
Właściwie wszystkie utwory wybrałem ze wspomnianej antologii, która ukazała się w zeszłym roku. Zawężał ten wybór jeden parametr: poza dwoma klasykami (na początku i na końcu płyty) wszystkie pozostałe teksty są nieznane i nie używane. Chociaż w jednym przypadku zdarzyło się, że skomponowałem muzykę jeszcze zanim skonsultowałem to z panem Janem Borkowskim (który jest wybitnym znawcą dzieł Osieckiej i był dla mnie znakomitym po nich przewodnikiem) i okazało się, że do tego samego wiersza wcześniej napisał muzykę Seweryn Krajewski.
Chodzi o utwór „Księżycu płyń”?
Tak, tylko w tamtej wersji był inny tytuł. Trochę się zaniepokoiłem, czy nieświadomie nie popełniłem plagiatu, więc posłuchałem tej piosenki we wcześniejszym wariancie i szczerze wyznam, że z całym szacunkiem dla Seweryna Krajewskiego, ale moja muzyka lepiej przenosi ten tekst. Pozostałe utwory są natomiast wcześniej nie umuzycznione. Ich wybór jest bardzo esencjonalny. Myślę, że udało mi się powyciągać z tego zbioru same perełki. Dla mnie to było piękne, „bliskie spotkanie trzeciego stopnia” z twórczością Osieckiej. Agnieszka uważała mnie za jazzmana, nie kompozytora. Miała zresztą do dyspozycji kilku świetnych twórców muzyki, jak Seweryn Krajewski, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Zieliński czy wcześniej Komeda, taki creme de la creme w tej dziedzinie. W związku z tym nie musiała szukać nowego kompozytora. Niemniej tak się złożyło, że jednak było mi dane się z nią spotkać i na tej płaszczyźnie. I była to dla mnie przecudna przygoda.
Słuchając Pana najnowszej płyty miałam wrażenie, że utwory są ze sobą powiązane tematycznie, mówią o wartościach, jak przyjaźń, miłość. O przemijaniu, radości z tu i teraz…
„Jak pięknie jest rano, gdy jeszcze nie wszystko się stało, i wszystko może się stać, tylko brać” (cytat z utworu „Tylko brać”)
Co chyba rozumie się dopiero w dojrzałym wieku…
A ja mam wrażenie, że moi synowie, którzy uczestniczą w tym projekcie, także chętnie obcują z wierszami Osieckiej. Może trochę z obowiązku, bo wymagam od moich muzyków aby znali teksty i wiedzieli „o czym grają”, ale samodzielnie również je sobie nawzajem podrzucają. Gramy te utwory na koncertach i widzę, że publiczność, i to w różnym wieku, reaguje na słowa. Kiedy śpiewamy na przykład „Co by było gdyby” pointa, która jest znakiem zapytania, wywołuje śmiech Nic lepszego nie można sobie wymarzyć, bo to oznacza, że publiczność usłyszała tekst. Ludzie słuchają tego, bo Agnieszka pisała językiem prostolinijnym, nieomal potocznym, ale niebanalnie, znakomicie „pociągała” rytmy muzyczne a wszystko było ściśle poetyckie.
Rozmawiała Izabella Jarska
Wywiady
Tylko brać - wywiad ze Stanisławem Soyką
To było piękne bliskie spotkanie trzeciego stopnia - mówi o swojej najnowszej płycie z utworami Agnieszki Osieckiej wybitny muzyk, jazzman i kompozytor - Stanisław Soyka. Album „Tylko brać. Osiecka znana i nieznana” miał swoja premierę 7 września.
Komentarze (0)