"Ślady potyczek" to pierwsza po 52 latach publikacja zbioru artykułów publicystycznych Pawła Jasienicy zamieszczanych na łamach prasy w latach 1947-1956, którym autor niejednokrotnie przywraca pierwotną postać, usuwając ślady cenzuralnych "uzgodnień".

 

Tom zakończony tekstami odrzuconymi w swoim czasie przez redakcje i opatrzony posłowiem z 28 października 1956, czyli w tydzień po "wielkim przełomie".

Jasienica zwraca uwagę zarówno na bolączki dnia codziennego, jak i sprawy o szerszym zakresie. Wiele miejsca poświęca m.in. drugiej wojny światowej, jej genezie i skutkom, podkreślając brak dzieł obrazujących losy ówczesnej Polski. Wzywa też do rozbratu z nawykiem prowincjonalnego myślenia, parafiańskiej mentalności, zmorą nudy gnębiącą młodzież. Wytyka zacofanie techniczne, marnotrawną gospodarkę, biurokratyczny kołowrót.

 

Książka "Ślady potyczek" w sprzedaży od 12 sierpnia 2009.

 

Przeczytaj fragment:


SESJA, KTÓRĄ HISTORIA ZAPISZE


Dwudziestego trzeciego kwietnia Sejm zbierze się na doroczną sesję budżetową. 22 stycznia tego roku „Nowa Kultura” ogłosiła artykuł o Sejmie. Temat ten powracał później na łamy gazet. Sprawa jest tak poważna, że wszystkie spory o „pierwszeństwo” byłyby czymś po prostu kompromitującym. Nie o to chodzi. Pismo ma jednak prawo powrotu do własnych wniosków oraz sprawdzania ich słuszności.
Żądaliśmy między innymi, by prasa zmieniła swój pompatyczno-oficjalny stosunek do prac Sejmu i zaczęła gruntownie o nich informować. To w znacznej mierze już się stało. Podobnie, jeśli chodzi o sejmowe echo opinii nurtujących społeczeństwo. W sprawozdaniach czytamy, że posłowie uważnie badają rozmaite dziedziny gospodarki państwowej, starają się dobrze wnikać w kwestie obchodzące ogół i nie dają się zbywać byle wyjaśnieniami.
Przede wszystkim jednak wołaliśmy o to, by Sejm zapewnił skuteczność słusznym głosom krytycznym, od jakich huczy społeczeństwo, a od niejakiego czasu i prasa. By urzeczywistnił zasadę odpowiedzialności wszystkich osób sprawujących władzę i wykonujących funkcje publiczne. By w pełni wykonał to, o czym mówi drugi paragraf piętnastego rozdziału konstytucji: „Sejm, jako najwyższy wyraziciel woli ludu pracującego miast i wsi, urzeczywistnia suwerenne prawa narodu”.

 

Minione lata, które przyjęło się określać jako „okres kultu jednostki”, tym się między innymi upamiętniły, że prawo służyło często za parawan, kryjący samowolę i bezprawie. Obecnie społeczeństwo żąda, aby w pełni stały się rzeczywistością postanowienia ustawy zasadniczej – Konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.
Dwudziesty pierwszy artykuł trzeciego rozdziału konstytucji głosi: „Sejm może powołać komisję dla zbadania określonej sprawy. Uprawnienia i tryb działania komisji ustala Sejm”.
Należy oczekiwać, że powstanie niejedna taka komisja. Bo niech sobie nikt nie wyobraża, iż społeczeństwo zadowoliło się „wyjaśnieniami” na temat wielu spraw, chociażby na temat niektórych metod odbudowy Warszawy. Nikomu nie wystarczą mdłe samokrytyki, po których następują jeszcze fochy i grymasy w stosunku do prasy, źle rzekomo streszczającej owe cenne oracje. Kto dowiódł swej nieudolności, ten niech idzie na emeryturę i pisze pamiętniki, a kierownictwo danej dziedziny pracy trzeba powierzyć zdolniejszej głowie.
Nie wystarczy skończyć z kultem jednostki zmarłej. Trzeba jeszcze położyć kres kultowi, a raczej samouwielbieniu jednostek żywych.
Pierwszy artykuł dwudziestego dziewiątego rozdziału konstytucji mówi: „Sejm powołuje i odwołuje Rząd Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej – Radę Ministrów lub poszczególnych jej członków”.

 

W tym paragrafie doskonale się mieści stara, doświadczeniem sprawdzona zasada odpowiedzialności parlamentarnej rządu. Sejm ma prawo domagać się ustąpienia ministra, który nie wykazał potrzebnych zdolności i nie sprostał zadaniom. Jeśli Sejm zacznie tę zasadę stosować – natychmiast wzrośnie poczucie odpowiedzialności wśród urzędników na wszystkich szczeblach administracji państwowej. Za nieudolność, niedołęstwo, a nawet za nadużycia swoich urzędników przed Sejmem odpowiedzialny jest minister.
Należy wziąć pod uwagę, wnikliwie zbadać metody rządzenia i administrowania nie tylko w ostatnim roku budżetowym, ale w całym jedenastoleciu. I we wszystkich resortach. Jak przełom, to przełom! Przesiadanie się z jednego dygnitarskiego fotela na inny wcale jeszcze o nim nie świadczy. Polska liczy 27 milionów ludzi, wśród których nie brakuje głów zdolnych. Na pewno znajdą się takie, które wymyślą sposoby zabezpieczenia materiałów budowlanych przed kradzieżą, z czym – jakeśmy czytali w gazetach – niektórzy dotychczasowi administratorzy nie umieli sobie poradzić.
Tytuł tego artykułu nie jest komplementem. Stwierdza tylko, że nadchodząca sesja sejmowa ma ogromne znaczenie i nie mniejsze możliwości wewnętrznej naprawy Rzeczypospolitej. Historia na pewno więc ją zapisze. Ale najbliższa przyszłość pokaże, co historia w swoich foliałach zanotuje, jaki znak postawi – plus czy minus.

„Nowa Kultura”, 22 kwietnia 1956, nr 17 (317)


Prószyński Media /F.N.