Najnowsza książka Stefanii Grodzieńskiej "Nie ma z czego się śmiać" ma współautorkę. - To jest od początku do końca bardzo osobisty monolog, do którego od czasu do czasu wtrąca się moja córka - mówi popularna felietonistka i pisarka wskazując stronę tytułową z adnotacją "współpraca autorska Joanna Jurandot-Nawrocka". Książka Grodzieńskiej ukazuje się w tym tygodniu.

- Mam kompucórkę, a sama brzydzę się tymi rozmaitymi technicznymi utrudnieniami życia, niesłusznie nazwanymi ułatwieniami. Jak tylko się ich dotknę, zaraz coś się zawiesza, więc w ogóle tego nie ruszam. Nie dotykam nawet biurka, na którym stoi komputer. Kiedy wnuk i córka postanowili kupić komputer, zapytali, czy się dołożę. Odpowiedziałam, że tak, ale pod jednym warunkiem: że nie będą mnie uczyć, jak się z tym obchodzić i że nie będę musiała na tym pisać. Umowa jest taka: do pokoju, w którym stoi komputer jeszcze wchodzę, ale żebym usiadła do biurka, gdzie stoi ten potwór, to nie. Bo jak się później im coś zawiesi, to usłyszę - bo ja podsłuchuję czasami, co oni między sobą mówią - "A czy babcia nie ruszała?" Babcia nie rusza. Nie ma takiej siły i nic nie można na mnie zepchnąć - opowiada empikowi Stefania Grodzieńska.

Wkład kompucórki nie ograniczał się do przepisywania na komputerze tekstów pisanych ręcznie przez matkę. - Oczywiście do samego przepisywania można by było zatrudnić jakąś sprawną panią, ale córka przy tym wprowadzała poprawki i uzupełnienia - wyjaśnia Stefania Grodzieńska. - Joanna pamięta różne rzeczy sprzed swojego urodzenia lepiej niż ja. Kiedy jeszcze żył jej ojciec, zawsze była przy tym, jak rozmawialiśmy o różnych wydarzeniach z przeszłości. Zatem ta książka to taki dziwoląg, w którym córka poprawiała mi anegdoty czy wspomnienia i pisała na wydrukach "tu Joanna, ja to pamiętam tak i tak" o czymś, co działo się na przykład 15 lat przed jej urodzeniem - podsumowuje autorka "Kawałków męskich, żeńskich i nijakich".

Najnowsza książka pisarki nazywanej "najmłodszą staruszką Warszawy" (Stefania Grodzieńska skończyła w tym roku 93 lata i chętnie o tym sama przypomina) zawiera również kilkadziesiąt zdjęć wybranych z rodzinnych albumów. Podczas dobierania fotografii rola kompucórki również była niebagatelna. - Tu pochwalę moją córkę, bo to ona wyrywała je z różnych albumów - zdradza Stefania Grodzieńska. - Ja jestem bałaganiarą, "przysłowiową" można by było powiedzieć, gdybym używała takich zwrotów. Straszne, nic nie mogę znaleźć i nawet wymyśliłam taki sposób, że jak szukam na przykład jakiejś książki, którą wczoraj miałam w ręku, to już wiem, że nie warto jej szukać i trzeba poczekać, aż zgubi się następna, to podczas szukania znajdę tę pierwszą. To się sprawdza.

Książka "Nie ma z czego się śmiać" ukazuje się nakładem Instytutu Wydawniczego Latarnik. Jeszcze przed wydaniem zdobyła tytuł Warszawskiej Premiery Literackiej października 2007.

Magdalena Walusiak