Mówi o sobie, że jest samozwańczym uczniem wielu autorów. Zadebiutował powieścią Szerokiej drogi, Anat, ostatnio - na potrzeby Czytelmanii - napisał Bezpańskiego psa. W prezentowanym przez nas wywiadzie Irek Grin opowiada między innymi o tym, dlaczego włączył się do Czytelmanii oraz zdradza, którego z bohaterów swoich książek lubi najbardziej...

- Co spowodowało, że zdecydował się Pan na pisanie książek sensacyjnych, kryminałów?

-
Sensacja i kryminał to gatunki, które rejestrują rzeczywistość w sposób odpowiadający mojemu temperamentowi pisarskiemu. Ponadto, kiedy piszę, to tak, jakbym czytał. Chce się dowiedzieć jak rzecz się kończy. No to piszę takie historie, które mnie trzymają w napięciu.

- Czy ma Pan jakiegoś autora, którego może Pan określić jako wzór, inspirację dla swojej twórczości?

- Jestem samozwańczym uczniem wielu autorów. Nie potrafiłbym jednak wskazać źródeł inspiracji. Inspiruje mnie rzeczywistość, formę najwyżej czasem zapożyczę, by tę rzeczywistość dobrze zanotować. Albo nierzeczywistość.

- Jest Pan autorem książki napisanej i wydanej na potrzeby Czytelmanii- Ogólnopolskiej Kampanii na Rzecz Wspierania Czytelnictwa. Co zadecydowało, że zechciał się Pan włączyć do tej Kampanii?

- Panie z fundacji Commitment To Europe szybko przekonały mnie, że są kobietami, którym się nie odmawia. Poza tym lubię pisać i pochlebia mi, że ktoś uważa, iż to, co robię, może być elementem wspierającym czytelnictwo. Jako człowiek uzależniony od czytania, zrobię wiele, aby zarazić tym bliźnich. A ten pomysł mi się spodobał nadzwyczajnie. Dać książkę w prezencie. No to jak się nie włączyć i nie dać dużej grupie czytelników takiego prezentu?

- Obecnie jest to pierwsza edycja Czytelmanii i zarazem pierwsza książka-prezent. Czy wydawanie książek-prezentów w dalekobieżnej perspektywie, Pana zdaniem, może się przyczynić do wzrostu zainteresowania literaturą w ogóle?

- Zupełnie się nie znam na wróżeniu. Skądinąd wiem jednak, że każda akcja docierająca do dużej grupy ludzi z czasem staje się przedmiotem pewnego rytuału. Rzeczą, o której się pamięta, ceni i czeka na nią. Czasem jak na święto. Więc życzę pomysłodawcom, aby Czytelmania stała się takim rodzajem święta.

- Co może skusić potencjalnego czytelnika do sięgnięcia po książkę-prezent Pana autorstwa?

- Przede wszystkim fakt, że jest za darmo. Po drugie to jest wydawnictwo dość cienkie i nie trzeba się bać. Okładkę ma też bardzo fajną. Wydane pieczołowicie. No same plusy.

- Książka-prezent zatytułowana będzie Bezpański pies. Tytuł, który nie kojarzy się raczej z kryminałem. Dlaczego taki właśnie tytuł?

- Ja wiem, że tytuł Bezpański pies kojarzy się raczej z jakimś drukiem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Jednak zaistniały ważne powody, by ten kryminalik tak nazwać. Bohater książki jest prywatnym detektywem, specjalność rozwody. Zanim jednak został detektywem był księdzem. Ściśle rzecz ujmując zakonnikiem, dominikaninem. A nazwa "dominikanie", jeśli ją z łaciny przełożyć, to ni mniej, nie więcej tylko: psy Pańskie. Więc kiedy odszedł z zakonu i został prywatnym detektywem, to znaczy prywatnym psem, stał się równocześnie psem bezpańskim. A dlaczego? To wynika z lektury.

- Którego z bohaterów swoich książek lubi Pan najbardziej?

- Teraz najbardziej lubię tego detektywa, Józefa Marię Dyducha, bezpańskiego psa. Do tego stopnia go polubiłem, że po przerażających wydarzeniach książki-prezentu już wysłałem go w następną podróż. Czyli będzie bohatera ciąg dalszy. Tak jak należy.

- Jest Pan założycielem i prezesem Stowarzyszenia Miłośników Kryminału i Powieści Sensacyjnej "Trup w szafie" oraz Jurorem Nagrody Wielkiego Kalibru dla najlepszej polskiej książki kryminalnej lub sensacyjnej.  Dlaczego zdecydował się Pan na taką działalność? I skąd w ogóle wzięła się idea?

- Z kolegą pisarzem Arturem Górskim stwierdziliśmy dnia pewnego, że nikt nam za te nasze historie okropne i gatunkowe żadnej nagrody nigdy nie da. Więc postanowiliśmy sobie sami przyznać takową. Porozumieliśmy się z kilkoma kolegami fascynatami kryminału i oni powiedzieli, żebyśmy się nie wygłupiali, bo to są rzeczy poważne i że możemy sobie przyznać za całokształt, ale taka nagroda za powieść kryminalną i sensacyjną jest po prostu potrzebna. I że nie chodzi tu o jakieś środowiskowe żarty. Takie nagrody podnoszą wartość literatury kryminalnej i nadają jej pożądany charakter medialny na całym świecie, więc dlaczego - skoro tak wszyscy płaczemy za dobrym polskim kryminałem - nie zrobić tego w kraju nad Wisłą?  No i przekonali nas.

- W tym roku podczas II Festiwalu Kryminału w Krakowie zostanie wydany tom opowiadać polskich pisarzy nurtu sensacyjno kryminalnego pt.: "Trupy polskie". Czyje utwory będzie można w nim znaleźć?

- Wartość tego tomu polega właśnie na tym, że opowiadania kryminalne i sensacyjne napisali do niego w większości autorzy z kryminałem niekojarzeni nic a nic. Gdyż razem z Joanną Chmielewską, tytanem gatunku, opowiadania ogłoszą Sławomir Shuty, Wojciech Kuczok, Jacek Dukaj czy Marcin Świetlicki, a więc postaci zupełnie z kryminałem niekojarzone. Poza nimi jeszcze Artur Górski, Witold Bereś, Rafał Ziemkiewicz, Piotr Bratkowski, Andrzej Ziemiański, Andrzej Pilipiuk, Maciej Prus, Rafał Grupiński, Marek Harny, no i ja.  

www.czytelmania.pl