Jak stworzyć harmonijny związek i unikać życiowych błędów? Dlaczego warto stosować w codziennym życiu zasady dyplomacji i kompromis? Miłość, małżeństwo, rodzicielstwo czyli życie w związku to temat najnowszej książki Jolanty Kwaśniewskiej. Autorka „Lekcji stylu dla par” opowiada nam o swoim najnowszym poradniku,  powołując się często na doświadczenia zebrane podczas własnego małżeństwa.

Po „Lekcji stylu” - adresowanej przede wszystkim do pań, choć nie podkreśliła Pani tego w tytule - i „Lekcji stylu dla mężczyzn”, napisała Pani trzecią książkę, tym razem „Lekcję stylu dla par”. Która z tych lekcji była dla Pani najtrudniejsza do napisania?

"Lekcję stylu dla par" pisało mi się najtrudniej spośród moich książek. A to dlatego, że mowa w niej o miłości, małżeństwie, rodzicielstwie, życiowych zakrętach. Żaden z tych tematów nie jest łatwy i nie da się podać jednego uniwersalnego przepisu na szczęście we dwoje. Ale przecież nie oznacza to, że kobieta i mężczyzna, decydując się na wspólną drogę, muszą się uczyć wyłącznie na własnych błędach. Powstaje coraz więcej świetnych poradników dla par. Mój ma przekonać, że wiedza z mądrych książek wzbogacona o życiowe doświadczenie pomaga wyjść cało z niejednej życiowej opresji. Ale zachęcam także do lepszego planowania wspólnej drogi. Podobno Polak mądry po szkodzie. Tymczasem wielu błędów można uniknąć, przewidując konsekwencje niektórych wyborów, takich choćby jak ślub z niewłaściwych pobudek, zbyt duży kredyt hipoteczny czy brak polisy ubezpieczeniowej. O tym także piszę w "Lekcji stylu dla par".

Historia i tradycje związane z życiem rodzinnym zajmują w Pani książce wiele miejsca. Jak na co dzień szuka Pani równowagi między tradycją a nowoczesnością?

Tradycja jest ważna. Daje nam siłę i poczucie bezpieczeństwa, wynikające z powtarzania tego, co niegdyś robili nasi rodzice, wcześniej dziadkowie i tak dalej... Ale życie wymaga od nas odnajdywania się tu i teraz. Z tradycji trzeba czerpać, ale żyć dniem dzisiejszym. Wtedy unika się komplikacji.

Stawia Pani tezę, że dziś w kontaktach między kobietami a mężczyznami jest mniej romantyzmu niż kiedyś. Jak Pani sądzi: dlaczego? Czy romantyzm pomaga w osiągnięciu porozumienia między przedstawicielami Wenus i Marsa?

Romantyzm rozumiem przede wszystkich jako okazywanie partnerowi czułej uwagi i chęć sprawiania mu przyjemności. Kiedy partnerzy to potrafią, z pewnością jest im się razem lepiej. Ale młodzi ludzie nie tylko żyją coraz szybciej, ale i coraz bardziej nastawiają się na sprawianie przyjemności... sobie. To niestety nie sprzyja romantycznym chwilom.

Co jest Pani zdaniem najważniejsze dla utrzymania harmonijności związku?

Należy się kochać, słuchać i pielęgnować wzajemne relacje. I mam nadzieję, że żadnej parze uzasadniać tego nie trzeba... A po więcej rad zapraszam do książki.

Kompromis - to jedno ze słów, które bodaj najczęściej pojawiają się w Pani nowej książce. W jakich sytuacjach w związku kompromis jest Pani zdaniem zbyt wysoką ceną?

Bez kompromisów nie ma szczęśliwych małżeństw. Tam, gdzie dwoje ludzi ze swoimi punktami widzenia, przyzwyczajeniami, wyobrażeniami zaczyna mieszkać pod jednym dachem, zawsze dochodzi do tarć. Nasze interesy nie zawsze będą zbieżne. Ba, często się będą po prostu wykluczać. Ważne, by o tym wiedzieć i konstruktywnie podchodzić do różnicy zdań. W mojej książce podaję wiele praktycznych przykładów zawierania kompromisów, nie tylko z partnerem, ale na przykład rodzicami, uczestniczącymi w przedślubnych przygotowaniach.

Co do ceny za kompromis - każdy sam ją określa. Powiem tylko, że mąż nigdy nie postawił mnie w sytuacji, na którą nie byłabym gotowa. A ja potrafiłam sama z wielu rzeczy zrezygnować - dla niego.

Kto w Pani małżeństwie zwykle łagodzi napięcia? A może bywa różnie w zależności od sytuacji i przyczyny sporu?

Czasem mówię do męża: „Posłuchaj, o co się sprzeczamy“ i natychmiast problem zamieniam w żart. Mąż szybko się zapala i jeszcze szybciej dąży do zgody. Ja nie jestem typem złośnicy. Na szczęście po ponad trzydziestu latach dobrego wspólnego życia żal nam czasu na jałowe sprzeczki.

W rozdziale poświęconym kryzysowi w związku, napisała Pani „Ktoś powie, że po latach narzeczeństwa i małżeństwa znamy się przecież na wylot. Nic bardziej błędnego!" Kiedy i czym ostatnio Pani mąż Panią zaskoczył?

Kupił bilety na koncert. Rzadkość! Zdarza się, że nawet po wielu latach życia w związku jeden partner mówi o drugim: „nigdy się tego po nim nie spodziewałam“, „ja jej wcale nie znam“. Ja piszę, że jeśli jesteśmy wobec siebie uważni, zawsze dostrzeżemy więcej. Oby były to tylko dobre rzeczy. Choć tego obiecać nikt nam nie może. Niespodzianki... Tak, dbamy o to, żeby się nawzajem mile zaskakiwać. Ale o tym sza.

Czy zdarzyło się Pani otrzymać zaproszenie na ślub pary młodej, która życzyła sobie, by w ramach prezentu ślubnego goście wzięli udział w akcji charytatywnej? Czy często spotyka się Pani (osobiście lub w relacjach przyjaciół i znajomych) z tego typu życzeniami młodej pary?

Tak, najczęściej goście przynosili wyprawki szkolne albo zbierano pieniądze na kupno wózka inwalidzkiego dla dziecka po wypadku.

Czy zdarzają się sytuacje, kiedy czuje się Pani zakłopotana? Jak wychodzi Pani z takiej opresji?

Zaciskam zęby, żeby nie powiedzieć czegoś cierpkiego...

Czy istnieją sytuacje, kiedy, Pani zdaniem, można odłożyć zasady savoir-vivre na bok?

Zamiast pisać o odkładaniu zasad savoir-vivre na bok, wolałabym wspomnieć, żeby nie rezygnować z nich nawet w domowych pieleszach. I nie mam tu na myśli właściwego jedzenia bezy, tylko codzienną zwykłą grzeczność wobec partnera czy partnerki. „Dziękuję“, „proszę“, „czy zechciałabyś“, „czy byłbyś tak miły“ - te sformułowania, używane także za zamkniętymi drzwiami naszych domów, mogą uczynić wiele dobrego dla jakości życia w niejednym małżeństwie. Tak jak otwieranie drzwi przed kobietą nawet po wielu, wielu latach spędzonych pod jednym dachem.

Czy podczas pisania swoich książek konsultuje się Pani z mężem? Prosi go o radę lub pyta o opinię?

Naturalnie! Mąż, nim został politykiem, przez wiele lat pracował jako dziennikarz i redaktor. I był w tym świetny. Jest pierwszym i bardzo ważnym recenzentem moich książek. Ukochanym, co niestety wcale nie znaczy, że pobłażliwym...

Rozmawiała Anna Zielińska