"Chciałbym, by dzieciaki, które przeczytają Margo, wiedziały, jak sobie ze złem radzić" - mówi Janusz Onufrowicz o swojej powieści "Margo".
"Margo" - to powieść „dziewczyńska"?
Ależ w życiu! To powieść awanturnicza, kipiąca od magii i przygód, pełna fantastycznych stworów i przedziwnych miejsc, o walce dobra ze złem, podłości i przyjaźni. Zatem dla dziewczynek, dla chłopców - dla wszystkich.
Ale czy na pewno dla dzieci? Na pierwszy rzut oka: mroczne kolory, drapieżne, agresywne liternictwo na okładce. Ilustracje w środku stylizowane raz na wizjonerski styl Leonarda da Vinci, raz na oniryczne szaleństwo Eschera...
Ona jest - tak jak głosi sentencja na okładce - dla dzieci i młodzieży w każdym wieku. Albo - jak ja to określam - 10+ (od 10. roku życia). Umownie. Czyli dla każdego, kto umie czytać ze zrozumieniem.
Kim jest główna bohaterka?
10-letnią dziewczynką o imieniu Margo - inteligentną, zadziorną, upartą i niedającą sobie w kaszę dmuchać. Ale stwierdzenie, że jest to książka tylko o niej byłoby daleko idącym uproszczeniem. Bo to książka o grupie fajnych dzieciaków. Margo nimi dowodzi wraz ze swoim przyjacielem Benkiem. Stają do walki z demonicznymi Moną Many i profesorem Alonym.
Od Margo się wszystko zaczyna, wokół niej kręci się akcja, ona też jest motorem sprawczym najważniejszych wydarzeń i większości zwrotów akcji.
Skąd pomysł na taką niepokorną postać?
Hmmm... Kiedyś Patrycja Markowska stwierdziła, że chciałaby, by jej dziecko nie było grzeczne. Spodobało mi się to. Postanowiłem, że moja bohaterka będzie małą buntownicą: ma chodzić swoimi drogami i mieć własne zdanie. Ma być sobą. I taka, czyli według niektórych "niegrzeczna", a według mnie samodzielna i mądra, jest Margo. A to bycie „niegrzecznym" wychodzi jej w końcu na dobre.
Namawia Pan dzieci do buntu?!
Nie, ja tylko chcę, by perypetie Margo, Benka i ich przyjaciół uświadamiały dzieciakom - z natury dobrym i niewinnym - że na świecie są ludzie dobrzy, ale są i źli, także wśród dorosłych. I - taka prosta prawda - że złu należy się postawić, a nie "być grzecznym", czyli ulegać. Chciałbym, by dzieciaki, które przeczytają Margo, wiedziały, jak sobie ze złem radzić. Żeby postanowiły sobie: ja też chcę być tak silny i odważny jak Margo i Benek, chcę być sobą.
Dla dorosłych ma Pan inne atrakcje. Kim są np. Kwarch i Millech?
Schwarzcharakterami [śmiech]. Olbrzymami z planety Politaka, które biorą udział w praniu mózgów.
?
!
Takiego puszczania oka do dorosłych jest więcej. Bawi się Pan cytatami popkulturowymi - akcja Papilot - "Papillion"; weź pigułkę - "Seksmisja" - wyliczamy dalej? Większość nie będzie dla dzieciaka czytelna - po co to?
Bo mnie to bawi! Nie miałem takiego zamiaru: stworzę drugie dno, by przypodobać się dorosłym czytelnikom. Autor przecież też musi mieć swoje małe przyjemności. Te cytaty, których zresztą rzeczywiście jest dużo więcej, są dla mojej przyjemności. I po to, by dorosły, czytając tę książkę dziecku, miał w niej coś dla siebie.
Przyznam, że mnie to też bawiło, zacząłem nawet systematycznie te odniesienia wyszukiwać.
Najbardziej bym sobie życzył, by czytelnicy, którzy poczują smak tej zabawy, znaleźli ich więcej, niż ja sam :) Wcale bym się zresztą nie zdziwił. Nie ma Pan pojęcia, jaką moc ma biała kartka. Siadłem nad nią i wymyśliłem pierwsze zdanie - tę łąkę i hasającą po niej Margo. To był najtrudniejsze. Potem było łatwiej, a wreszcie zdałem sobie sprawę, że ta opowieść opowiada się sama i wręcz rządzi mną. Magia białej kartki.
Wydawnictwo nazwało Pańską książkę "powieścią łobuzerską". Ja to czytam jak "powieść łotrzykowska" i widzę od razu Dyla Sowizdrzała, wojaka Szwejka - gatunek ważny w dziejach powieści, ale dawno zarzucony, a w polskiej literaturze niemal nieobecny. Margo jest niepokorna, inteligentna i nie da sobie w kaszę dmuchać i ma mnóstwo przygód. Ale żeby zaraz łobuzica...? Panu podoba się to określenie?
Pewnie! Pipi też była taką "łobuzicą". A ambicją każdego twórcy jest stworzyć coś wyjątkowego, ale i fajnego. Taki rodzaj "łobuzerki" jest fajny.
Tajemnic w "Margo" mnóstwo, Pan uchyla ich rąbki ostrożnie i z umiarem, nie zawsze do końca. Uszanujmy to, nie opowiadajmy wszystkiego. Jedno jednak jesteśmy czytelnikom winni. Otóż dobra powieść przygodowa dla dzieciaków musi mieć szyfr. Ta ma?
Oczywiście - jest nim alfabet Morse'a. Dlaczego i po co - nie zdradzę. Czytelnicy, którzy chcieliby ten alfabet opanować, w książce znajdą prostą i atrakcyjną metodę.
Jeszcze ostrzeżenie: ta książka wciąga, nie sposób się oderwać. Ale dzieci nie powinny zarywać nocy... Jakaś rada?
Dlaczego? Taka jest tradycja! Czytało się z latarką pod kołdrą. I pod ławką - na nudnych lekcjach (na ciekawych nikt nie będzie czytał, spokojna głowa!). A lepiej chyba czytać pod ławką, niż mazać po ławce z nudów?
Ciąg dalszy nastąpi?
Ależ oczywiście!
Janusz Onufrowicz - ur. w 1969 r., aktor (w 1994 r. ukończył PWSFTViT w Łodzi). Autor ponad 300 tekstów do piosenek, pisuje również dialogi, skecze, monologi kabaretowe i scenariusze. "Margo, niebezpieczna wyspa" jest jego debiutem powieściowym.
Wywiady
O "Margo" z Januszem Onufrowiczem
"Chciałbym, by dzieciaki, które przeczytają Margo, wiedziały, jak sobie ze złem radzić" - mówi Janusz Onufrowicz o swojej powieści "Margo".
Komentarze (0)