Jak zostać odkrywcą Troi? Nic prostszego: wystarczy nauczyć się ponad dwudziestu języków obcych, z wielkim finałem lingwistycznym w postaci antycznej greki, a do tego zarobić tyle pieniędzy, żeby przez lata opłacać pracę ekip archeologicznych. A przede wszystkim wierzyć, że marzenia się spełniają. Jak Henryk Schliemann.

To jedna z najdziwniejszych postaci w panteonie wielkich odkrywców i marzycieli właśnie. A może marzycieli i odkrywców? W dzieciństwie mały Henryk zakochał się w Iliadzie Homera i postanowił odnależć legendarny gród króla Priama. Całe swoje życie podporządkował realizacji tego marzenia. Wiedział, że na prowadzenie poszukiwań musi mieć pieniądze, więc przez kilkadziesiąt lat przeszedł przez wszystkie stopnie kariery handlowca, od subiekta do międzynarodowego kupca. Przez cały czas uczył się języków obcych, by w wieku dojrzałym zasiąść do wymarzonej greki Homera i przyczytać Iliadę w oryginale. Ale nie tylko o zachwyt melodią języka chodziło, lecz także o informacje na temat położenia mitycznej Troi.

Historia życia Schliemanna to wymarzony temat na opowieść biograficzną, nic dziwnego zatem, że sięgnął po nią jeden z najwybitniejszych biografów, którego książki zauroczyły czytelników: Irving Stone. To on jest autorem "Pasji życia" o Vincencie van Goghu, biografii Michała Anioła "Udręka i ekstaza", a wreszcie dwutomowego dzieła "Pasje utajone czyli życie Zygmunta Freuda". 27 sierpnia ukaże się w Polsce jego kolejna książka - "Grecki skarb", zbeletryzowana biografia Henryka Schliemanna. Miłośnicy archeologii, historii o poszukiwaniu skarbów, czy wreszcie opowieści ze szczęśliwym i bajkowym zakończeniem zapewne sięgną po nią z przyjemnością. A znawcy Iliady i fani samego Schliemanna zapewne chętnie skonfrontują ją z wydanym dokładnie 20 lat temu Snem o Troi Heinricha Alexandra Stolla.

Magdalena Walusiak