„Początki polskiej bezpieki są do tej pory zakłamane jak chyba żadna dziedzina historii PRL. Genezę Urzędu Bezpieczeństwa należy cofnąć do czasów mordu  katyńskiego”. – o tym jak rodziła się bezpieka pisze Michał Wójcik w ostatnim „Przekroju”

Niedawne opublikowanie raportu IPN, dotyczącego polskiego Urzędu Bezpieczeństwa, na nowo przypomina o istnieniu i niesławnej historii tej ponurej instytucji. „Według oficjalnej wersji polska bezpieka narodziła się 21 lipca 1944 roku. Tego dnia na mocy dekretu Krajowej Rady Narodowej powstał Resort Bezpieczeństwa Publicznego. Kilka dni później jego kierownik Stanisław Radkiewicz zaczął organizować w Lublinie nowe biuro. W pierwszej kolejności powołano do życia trzy jednostki: kontrwywiad, wydział personalny i sekretariat kierownika resortu. Tyle oficjalna wersja.
W rzeczywistości historia zaczęła się kilka lat wcześniej poza terytorium dawnej Rzeczpospolitej. Gdy Radkiewicz organizował resort, jego kadra kierownicza była już po kilkuletnich przygotowaniach. Początków najbardziej zbrodniczej organizacji w dziejach PRL
należy szukać nie w Lublinie, tylko w miejscu, które Polakom kojarzy się z mordem katyńskim. W Smoleńsku (…)
We wrześniu 1940 roku, pięć miesięcy po zbrodni, którą radzieckie dokumenty nazywają „pilną pracą operacyjną”, na przedmieściach Smoleńska powstała tak zwana aleksandrowska szkoła NKWD. Jej uczniami zostały osoby narodowości polskiej, ukraińskiej i białoruskiej z przyłączonych do ZSRR terenów byłej Rzeczpospolitej. Część adeptów stanowili przedwojenni komuniści, innych uwiodła perspektywa przekuwania w czyn hasła o społecznej sprawiedliwości. W Smoleńsku trudnego rzemiosła „wywiadowczo-operacyjnego” uczyło się około 200 osób. Po półrocznym kursie absolwenci zostali skierowani do pracy tam, skąd pochodzili. Niewiele później zaczęła działać szkoła w Gorkim, a na początku 1944 roku ruszyła główna szkoła
polskiej bezpieki w Kujbyszewie nad Wołgą (dzisiejsza Samara).(...)
Oficerowie z Kujbyszewa z dnia na dzień stają się wszechmocną kadrą kierowniczą w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Są wśród nich najbardziej doświadczeni, przeszkoleni jeszcze w 1940 roku w Smoleńsku: Józef Czaplicki, Stanisław Kończewicz, Władysław Sobczyński, Konrad Świetlik i chyba najbardziej znany partyzant PRL Mieczysław Moczar „Mietek”. Przeglądając powojenne biografie tego ostatniego, trudno jednak znaleźć informację, co robił na początku wojny. Nawet w wielokrotnie wznawianym literackim hicie „Barwy walki” o szkoleniu w smoleńskiej uczelni nie ma ani słowa. Dlaczego? To, że kadry bezpieki szykowane były na długo przed jej oficjalnym powstaniem, było za PRL pilnie strzeżoną tajemnicą UB.”
Wieloletnie działania UB, oraz jej późniejszych klonów do dzisiaj otacza tajemnica, a ich działania sięgają dalej niż 89 rok. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś cała sprawa zostanie raz na zawsze wyjaśniona. Oby tropicielom prawdy nie zabrakło odwagi i determinacji.

I.J.