Rania jest żoną Króla Jordanii Abdullaha (następcy Króla Husajna) i jedną najbardziej wyemancypowanych muzułmanek arabskiego świata. Dlatego tak bardzo leży jej na sercu los jordańskich kobiet. Jest córką palestyńskiego lekarza i otrzymała staranne wykształcenie na amerykańskim uniwersytecie w Kairze. Swojego arystokratycznego męża poznała na jednym z biznesowych przyjęć Citibanku, w którym z powodzeniem pięła się po szczeblach kariery. Podobno Abdullah, złośliwie nazywany „playboyem Jordanii”, od pierwszego wejrzenia stracił dla niej głowę i już w pół roku później byli małżeństwem.
Królowa jest osobą niezwykle aktywną: „Zamiast chować się w komnatach i pałacach, będę działać. Nie chcę zrzucić czadoru, ale postanowiłam zmienić świat”.
Bardzo wiele zrobiła aby poprawić los jordańskich kobiet ponieważ, jak sama mówi: „Aż 60 procent muzułmanek to analfabetki, którym odmawia się prawa do nauki” Stała się ich idolką, jej portrety zdobią ściany obok świętych obrazów. Walczy zresztą nie tylko o prawa kobiet, ale pamięta także o dzieciach. „Zadbała także o to, aby powołać do życia centrum dla dzieci wykorzystywanych seksualnie. Wprowadziła komputery w jordańskich szkołach i obowiązkową naukę angielskiego już od najmłodszych klas”. A wszystkie reformy przeprowadza z taktem i stopniowo, by nadto nie wzburzyć konserwatywnego, arabskiego świata. „Wszystko też konsultuje ze swoim mężem. „Oboje rozmawiamy o wszystkim, co się dzieje w naszym życiu. Jesteśmy swoimi najwierniejszymi fanami i najostrzejszymi krytykami”, przyznała niedawno”.
Biorąc pod uwagę skalę trudności postawionych zadań, sadzę, że to nie Ranię powinno się porównywać do nieboszczki Diany, ale raczej odwrotnie.
Iza J 16.06.2005 r.
Komentarze (0)