Nowa powieść Eustachego Rylskiego "Obok Julii" to smakowita, pełna wirtuozerii języka i ukrytych sensów historia. Historia miłości. Historia powojennej Polski. Historia tęsknoty za tym, co nie może się ziścić.
Jest Pan znany z powieści osadzonych w realiach XIX wieku. Dlaczego tym razem postanowił Pan pisać o PRL-u?
Zawsze piszę lub raczej próbuję pisać o swoich bohaterach. Czasy, w których żyją, to sprawa drugorzędna, choć nieprzypadkowa, bo związana z historiami, jakie poprzez swoje postaci opowiadam.A to musi się dziać w jakichś realiach. Ale tak jak Warunek nie był o wyprawie Bonapartego na Moskwę, dyptyk Stankiewicz. Powrót o rosyjskiej wojnie domowej, tak Obok Julii nie jest powieścią o PRL- u. Choć przyznaję, że bez PRL-u by jej nie było.
Jakie jest Pana wspomnienie czasów PRL-u?
Niepoprawne.Wstyd powiedzieć, ale czasy PRL-u nie upłynęły mi na lizaniu ran. Lata pięćdziesiąte to, dzięki dziadkom, w miarę bezpieczne, tajemnicze, egzotyczne, choć surowe dzieciństwo. Lata sześćdziesiąte to młodość z wszystkimi jej przyjemnościami,a siedemdziesiąte, obiektywnie najprzyzwoitsze, to już smuga cienia. W moim przypadku dotkliwa, z całym wachlarzem wątpliwości natury egzystencjonalnej. Lata osiemdziesiąte to już moim zdaniem nie PRL, a czterdziestych nie pamiętam.
Czy Janek, główny bohater powieści Obok Julii, to Pan?
Taki był mój zamiar, ale się nie powiódł. W jednej trzeciej pierwszego rozdziału zorientowałem się, że to jest niewykonalne i że na bohatera powieści się nie nadaję. Żadnej powieści. Poczułem ulgę, uwolniony od zobowiązań wobec własnego życiorysu, swobodny, jak w przypadku wszystkich innych moich bohaterów.Czyli Jan Ruczaj to nie ja. Szkoda, bo to interesujący gość.
Co lub kto jest "obok Julii"?
Obok Julii jest przygoda, w której weźmiemy udział, jeżeli zdobędziemy się na zuchwalstwo zrobienia czegoś przeciw życiu jakie znamy i na jakie nas namawiają.
W każdej Pana książce kobiety odgrywają ważną rolę, choć nie są głównymi bohaterkami. Dlaczego?
Domyślam się kobiet, nie na tyle jednak, by uczynić je swoimi pierwszoplanowymi bohaterkami. Tam, gdzie tego spróbowałem - opowiadania Refren i Jak granit - poległem. Kobiety są postaciami z drugiego planu, ale osobiście identyfikuję się z nimi mocniej i obdarzam uczuciem, jakiego moi męscy bohaterowie nie doświadczą nigdy.
Jednym z ważnych wątków książki jest Hemingway. Jakie są Pańskie ulubione lektury?
Hemingway w czasach mej pierwszej młodości, to nie była literatura lecz religia. Już jej nie praktykuję, bo z latami tracę wiarę we wszystko. Co do ulubionych lektur, niewiele się zmienia. Nadal czytam Rosjan i wracam do niektórych Amerykanów, tych cesarzy wdzięku, niedoścignionych mistrzów wagi lekkopółśredniej jak Fitzgerald, Capote, Salinger, Doctorow. Niezmiennie lubię kilka opowiadań Iwaszkiewicza, a Gombrowiczowskie Dzienniki nie mają dla mnie w świecie konkurencji.Zaglądam też, od czasu do czasu, do polskiej literatury najnowszej, o której mam lepsze zdanie niż większość krytyków.
Czy Eustachy Rylski jest tradycjonalistą czy eksperymentatorem, jeżeli chodzi o sposób opowiadania?
Ani jednym, ani drugim. To zależy od postaci i fabuły. Stankiewicz opowiedziany był lakonicznie, zdania w zasadzie bez przymiotników. Powrót barokowo i rozlewnie, jak Ukraina, gdzie powieść ma swój początek. Człowiek w cieniu w proporcji do czasów. Warunek krótko, zdaniami w kontrze wobec siebie, nie bez rusycyzmów. Podział na styl tradycyjny i nowoczesny wydaje mi się wydumany, wątpliwy, z trudną do wyznaczenia między nimi granicą.W języku ważna jest fraza, jej muzyczność. Ona ma brzmieć. U mnie jest z tym różnie, ale się staram.
Czy młodość to czas głupoty i naiwności czy nieograniczonych możliwości i marzeń?
Zależy czyja. W moim przypadku raczej to drugie, bo na naiwność i głupotę czasy były za surowe. Młodość to też okres cieszenia się własną biologią, która w starości jest utrapieniem. Lecz starość miewa nad młodością przewagę. Na przykład przy wszystkich swoich niedoskonałościach, używając najoględniejszego języka, bywa łatwa.Młodość często jest dramatyczna z tymi oczekiwaniami ponad nasze siły, z wymaganiami, którym nie potrafimy sprostać, z przeszkodami, jakich nie pokonamy. Starość wiele nam odpuszcza i wiele usprawiedliwia.
W Pana książkach często powraca temat kresów dawnej Polski. Jak ważny to dla Pana temat?
Ważny w życiu, więc i w literaturze. Czuję się tam u siebie. Dotyczy to zarówno tych bliskich kresów, jak Podlasie czy Nadbuże, i tych wchodzących głęboko w Ukrainę, Białoruś, a nawet Litwę i Łotwę. Światło, długie sekwencje, dalekie widoki, dźwięki, zapach - czuję to, bo mam to w genach, jak zresztą wielu moich rodaków.
Mówi się, że jest Pan autorem spoza jakichkolwiek koterii. Jaki jest Panas tosunek do tego rodzaju opinii?
Obojętny, choć nie uważam koterii za coś szczególnie nagannego. Nawet jeżeli się mości kosztem cudzych praw i interesów. Sam nigdy nie funkcjonowałem w stadzie, ale rozumiem tę potrzebę. Przynajmniej jest się do czego odnieść i z czym zmierzyć.
W swoim życiu był Pan robotnikiem, urzędnikiem, pracownikiem ośrodka kultury, wychowawcą w szkole budowlanej, w końcu współwłaścicielem firmy remontowo-budowlanej. Czy korzystał Pan z tych doświadczeń przypisaniu powieści?
Pełniłem jeszcze kilka innych funkcji i wykonywałem inne zawody. Nasze doświadczenia życiowe nas nie wzbogacają, to mit. Natomiast czasami podsuwają pomysły. Tak jest z moją najnowszą książką. Skorzystałem z kilku pomysłów, jakie podpowiedziało mi moje życie. Lepszych bym nie wymyślił.
Źródło: Wielka litera
Fot. Eugeniusz Helbert
Komentarze (0)