Ileż to przebojów napisał Lenny Kravitz? Ile jego pięknych piosenek pieściło nasze uszy? Do listy należy dopisać 16 znakomitych numerów, które składają się na dziewiątą płytę studyjną „Black And White America". Lenny daje nam do zrozumienia, że po ponad 20 latach działalności nie ma zamiaru spoczywać na laurach.
Album „Black And White America" był nagrywany na Bahamach i w Paryżu. Co jest dla ciebie szczególnego w tych dwóch miejscach?
Co jest szczególnego w Bahamach? Przede wszystkim to, że stamtąd pochodzi rodzina mojej mamy. Bywałem tam już jako mały chłopiec. Czuję się tam naprawdę wygodnie. Mieszkam na malutkiej wysepce, w malutkim miasteczku, gdzie jest naprawdę niewielu mieszkańców. To naprawdę wspaniałe, kiedy masz wokół siebie takich ludzi, którzy nie wymyślają niesamowitych historii na twój temat i traktują cię jak swojego. Życie na Bahamach polega tak naprawdę na prostej, codziennej egzystencji. Mam tam fajne studio nagraniowe. Wszystko, czego w życiu chciałem, to mieć dom. I tam go właśnie mam. Paryż daje mi równowagę po życiu na Bahamach. Na wyspie mieszkam w przyczepie albo śpię na plaży. Moje życie tam jest bardzo proste. Polega na pisaniu muzyki, wyjściu do miasta, pójściu do baru. Paryż to kompletne przeciwieństwo. Tam prowadzę prawdziwie miejskie życie. Mieszkam w ładnym domu albo eleganckim hotelu. Jadę do Paryża, gdy chcę się poczuć kosmopolitą. Zwiedzam galerie sztuki, smakuję kuchnię francuską, wina, chodzę do opery, na balet.
Czy widzisz jakąś różnicę w inspiracjach, które pochodzą z Bahamów, a tymi z Paryża?
W każdym z tych miejsc inspiracje polegają na specyficznej energii, która w nich jest. Nie ma tak, że lepiej mi się komponuje na Bahamach albo w Paryżu. Bahamy dają mi potrzebną izolację. Tam również mogę posłuchać bardzo ciekawej i bardzo różnej muzyki. Słucham jej tam na okrągło. Wokół mnie jest piękna przyroda i chyba ona wytwarza jakieś szczególne wibracje. Co zaś dał mi Paryż po długim czasie przebywania w izolacji i pisania muzyki? Kiedy jadąc w Paryżu samochodem słuchałem piosenek, które stworzyłem na Bahamach, miały już one dla mnie inne brzmienie, inną charakterystykę.
Co znaczy tytuł twojej płyty i o czym opowiada piosenka tytułowa?
Dla mnie tytuł jest po prostu odbiciem mojego życia. To kim jestem, jak dorastałem, co widziałem. Odzwierciedla sytuację moich rodziców, którzy byli małżeństwem mieszanym rasowo na początku lat 60. Ale odnosi się również do tego, kim jesteśmy dziś. Tytuł zaczerpnąłem z filmu dokumentalnego, który widziałem. Była w nim grupa Amerykanów, która kurczowo trzymała się starych zasad i poglądów. Nie akceptowali tego, jak zmieniła się Ameryka. Rzecz jasna nie podoba im się też to, że obecny prezydent jest Afroamerykaninem. Dla mnie, który w ogóle nie myśli o kwestiach rasowych, było to szokujące. Zobaczenie czegoś takiego w telewizji było dla mnie czymś nieprawdopodobnym i zostało we mnie. Refren tytułowej piosenki jest nawiązaniem do tego dokumentu.
To twój dziewiąty album. Czy twoim zdaniem to najlepsze dzieło w twojej karierze?
Własną piersią będę bronił wszystkiego, co nagrałem do tej pory. Gdybym nie wierzył w to, co robię, na pewno bym tego nie wydawał. Na płycie „Black And White America" jest coś takiego szczególnego, co mocno mnie dotyka. Co doskonale reprezentuje to, gdzie już dotarłem ze swoją sztuką, jak również pokazuje kierunek, w którym zmierzam. Można powiedzieć, że album jest jakby zamknięciem koła.
Możesz powiedzieć, jak powstawały piosenki na album „Black And White America"?
Nie, bo tego nie wiem. One po prostu przyszły do mnie, lecz nie wiem, jak i dlaczego to się stało. Wiem, że moja odpowiedź wydaje się dziwna, ale taka jest prawda. Jak już skończę pracę nad piosenką, parę dni później zdarza mi się zastanawiać nad nią i nie mam pojęcia, jak ją napisałem. Czasem budzę się i mam w głowie utwór, więc lecę po dyktafon, nagrywam pomysł, następnie mknę do studia i pracuję nad nią. Robię aranżacje, dodaje przeróżne instrumenty. Struktura robi się coraz bogatsza, coraz bardziej rozbudowana. Kiedy ten proces jest już zaczęty, nie mam czasu na zastanawianie się, bo wszystko robię sam. Zależy mi przede wszystkim, aby utrzymać ten flow, ten poziom kreatywnej energii. Gdy utwór jest już skończony, znajduję się w stanie przypominającym oszołomienie.
Opowiedz o singlu „Stand" i teledysku do niego.
Ta piosenka ma popowy sznyt. Niemalże przesłodzony. Lecz pod spodem jest funkowy drive. Wykorzystałem tu klawesyn, który pamiętam z czasów dzieciństwa. W „Stand" poza funkowym bitem podoba mi się też to, że jest to piosenka bardzo podnosząca na duchu. Dla mnie jest szczególna. Jeśli wsłuchacie się tekst, usłyszycie, że śpiewam w niej o konieczności bycia wytrwałym, podążaniu do przodu, pozytywnym myśleniu. Do napisania „Stand" przyczyniła się sytuacja mojego bliskiego przyjaciela. Było mu ciężko w życiu, bo został sparaliżowany od pasa w dół. Jeśli coś tak straszliwego przytrafia się moim przyjaciołom, ludziom mi bliskim, staram się pomóc, choćby przez przesłanie dobrej energii, dobrego słowa, podniesienie na duchu. Napisałem dla niego tę piosenkę. Tyle mogłem zrobić. Los był łaskawy dla mojego przyjaciela. Na szczęście odzyskał władzę w nogach i może chodzić. Co zaś do teledysku, jest bardzo zabawny. To prawdziwa komedia. Gram w klipie fajną postać. Scenariusz jest w pewnym stopniu oparty na teleturnieju, który moja babcia oglądała, gdy byłem małym chłopcem. W obrazie chodzi o to, że ludzie tracą różne rzeczy oraz o to, jak sobie z taką stratą radzą.
Jak doszło do twojej współpracy z Jayem-Z?
Uznałem, że akurat ta piosenka wymaga jego obecności. Albo inaczej, piosenka zabrała mnie do takiego momentu, w którym potrzebny był ktoś inny. Jay-Z nie pojawił się na mojej płycie dlatego, że jest popularny i dzięki temu będzie wokół niej więcej szumu. Nigdy czegoś takiego nie robię. Zawsze chodzi tylko o to, czego wymaga ode mnie piosenka. „Boongie Drop" tego właśnie ode mnie wymagała. Pracując nad nią, słyszałem głos Jaya-Z w samym środku. Musiałem go mieć. Jego wokal ma wyjątkowy charakter.
Tylu artystów pojawia się obecnie i szybko znika. Jaki jest sekret twojej długowieczności?
Myślę, że moim „sekretem" jest to, iż jestem wierny samemu sobie. Nie robię czegoś, bo tak wypada, tylko dlatego, że tak czuję. Jestem sobą, jestem autentyczny. Nikogo nie udaję. I to się sprawdza. W tak długiej karierze zawsze zdarzają się wzloty i upadki, lecz zawsze musisz iść do przodu i wierzyć w to, co robisz oraz być prawdziwym.
Oprac. Warner Music
Wywiady
Czarna i biała Ameryka
Ileż to przebojów napisał Lenny Kravitz? Ile jego pięknych piosenek pieściło nasze uszy? Do listy należy dopisać 16 znakomitych numerów, które składają się na dziewiątą płytę studyjną „Black And White America".
Komentarze (0)