„Zostaw tego zboczeńca! Z dala od niego!” — krzyknęła do swojej nastoletniej córki Kate Phillips po jednej ze wspólnych rodzinnych kolacji w pewnym mieście w Stanach Zjednoczonych. Taka scena oczywiście nigdy nie rozegrała się w rzeczywistości. Ale jest bardzo prawdopodobna.
Charles Bukowski to jeden z największych prozaików XX wieku, autor książek o wiele mówiących tytułach: „Kobiety, Kłopoty to moja specjalność” czy „Najpiękniejsza dziewczyna mieście”. Pisał w sposób tak dosadny i czasem ocierający się o perwersje, że w wielu domach jego książki leżały (i pewnie wciąż leżą) zamknięte pod kluczem albo schowane za książkami kucharskimi — głęboko, by żadne niewinne dziecko czy dobrze wychowywana młodzież nie mogła po nie sięgnąć.
„Nie bądź wulgarny!”
Jak wyglądały perwersyjne frazy w wykonaniu Bukowskiego? Daleko szukać nie trzeba. Wystarczy sięgnąć po wydany właśnie w Polsce przez Noir Sur Blanc zbiór niepublikowanych wcześniej opowiadań „Historie o zwykłym szaleństwie” w tłumaczeniu Michała Przybysza.
Na stronie 42 i 43 rozgrywa się na przykład dramatyczna scena, w której bohater próbuje dokonać samogwałtu. I nie byłoby w sumie w tym nic tak nadzwyczajnego, gdyby nie technika, którą wybiera. A mianowicie: „Rozebrałem się, podrajcowałem, zaczepiłem stopami o szczeble łóżka i zgiąłem się wpół. Znowu to samo — brakowało trzech milimetrów. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Wyciągnąłem rękę, otworzyłem pośrodku Wojnę i pokój Tołstoja i zacząłem czytać. Nic się nie zmieniło. Ciągle była to denna powieść”.
Na stronie 79 też nie jest mniej ciekawie. Tyle, że tu do akcji wkracza już dwóch bohaterów. Mężczyzna i kobieta, a więc musi być ostro:
„Podszedłem do niej, wziąłem ją na ręce, zaniosłem do sypialni i rzuciłem na łóżko.
— Harry, przed chwilą wyszedłeś ze szpitala!
— Co znaczy, że mam dla ciebie w prezencie parotygodniowy zapas spermy!
— Nie bądź wulgarny!
— Pierdol się!
Zdarłem z siebie ubranie i wskoczyłem do łóżka.
Podciągałem jej sukienkę, całując i pieszcząc jej ciało. Było go mnóstwo do macania.
Ściągnąłem jej majtki i w końcu, jak za starych, dobrych czasów, znowu byłem w niej".
Krew, pot, łzy i sperma. Cóż, ktoś powie, że to zestaw doskonale znany w literaturze. I pewnie będzie miał rację. Tyle że w przypadku Charlesa Bukowskiego to ledwie menu podstawowe.
Bez ogródek
Już sama historia pisarza nadaje się na doskonałą powieść. I nią się zresztą stała. Tak się bowiem składa, że Charles Bukowski w swojej prozie i poezji bardzo chętnie sięgał do własnego doświadczenia.
Choć zaliczany jest do twórców amerykańskich, to urodził się w Niemczech, w roku 1920, a jego korzenie sięgają terenów Polski. W Los Angeles, w którym dorastał, po ukończeniu szkoły, zajmował się kiepsko płatnymi pracami fizycznymi. Był między innymi doręczycielem poczty, a swoje ówczesne perypetie opisał w powieści Listonosz.
Od wczesnych lat młodości nie odmawiał sobie niczego. Popadł w ten sposób w alkoholizm, był uzależniony od gier losowych, zwłaszcza wyścigów konnych. Kochał też rzecz jasna kobiety. Pisał o tym wszystkim bez ogródek. Potrafił być też okrutny — nie tylko w swoich książkach.
Zmarł w roku 1994 na białaczkę. Na jego nagrobku widnieje napis „Don't try”, cytat z jego wiersza, który miłośnicy Bukowskiego przekładają na dłuższą frazę: „Nie próbuj, po prostu rób!”.
„Musi być ze mną coś nie tak”
Bukowski faktycznie nie próbował — on robił, czyli pisał. Należał przy tym do tych wyjątkowych autorów, którzy swoje słabości i życiowe porażki z powodzeniem przekuwali na kawał dobrej literatury. I był za to wielbiony na całym świecie.
Paul Ciotti, publicysta „Los Angeles Times”, przytomnie zauważył, że w Europie publiczność traktuje Bukowskiego jak gwiazdę rocka. Za trudno dostępne wczesne edycje jego poezji wierni fani byli skłonni zapłacić nawet 600 dolarów!
Wiecznie na kacu, rozkochany w chwili i nieprzewidywalny był Bukowski paradoksalnie niebywale zdyscyplinowanym i konsekwentnym autorem, który — jak zauważył Ciotti w 1987 roku — „w przeciągu 30 lat opublikował ponad 1000 wierszy, wydał 32 zbiory poetyckie, 5 książek z prozą, 4 powieści i scenariusz autobiograficzny”.
Pisał o wszystkim i przed żadnym tematem się nie cofał, zwłaszcza jeśli chodzi o relacje z innymi i z samym sobą. Jednocześnie mówił: „Nie lubię ludzi. Nie lubię nawet siebie. Musi być coś nie tak ze mną”.
Czy można było go traktować poważnie?
Prawdziwe życie
Czytelnicy traktowali Bukowskiego zawsze bardzo poważnie. I oni też o wiele szybciej docenili jego literaturę niż krytyka, która nie zawsze sobie radziła z wulgarnymi obrazkami, pojawiającymi się na stronach książek autora Historii o zwykłym szaleństwie.
Zamiast zastanawiać się nad brakiem interpunkcji, konstrukcją dialogów, wpływem takich prozaików jak Ernest Hemingway czy Henry Miller czytelnicy cenią Bukowskiego za autentyczność i prawdziwość. Uwielbiają czytać jego książki ze świadomością, że opowieści pisarza dotykają prawdziwego życia, o którym pisał wprost, bez tabuizacji niczego — zwłaszcza ludzkiej seksualności.
„Szczytowaliśmy razem, a potem pozostałem w niej z ciągle nabrzmiałym penisem. Pocałowałem ją, a jej wargi były zupełnie miękkie i ustępowały pod moim naporem. Jej usta były rozluźnione i uległe. Przez pół godziny trwaliśmy w lekkim, delikatnym uścisku. W końcu Carol wstała i poszła do łazienki. Później ja zrobiłem to samo”.
Ot, zwykłe życie. I cały Bukowski.
Marcin Wilk
fot.@IdolsPhotoshotMJS
Komentarze (0)