Świat widziany oczami Terry’ego Gilliama jest światem absurdalnym, groteskowym, pełnym czarnego humoru, ale i fantastycznie bajkowym. Sylwetkę jednego z twórców legendarnego już Cyrku Monty Pythona i reżysera filmu Nieustraszeni bracia Grimm, przedstawia Lech Kurpiowski w najnowszym „Newsweeku”.
„Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami... Tak powinien zaczynać się film o najsłynniejszych autorach baśni, braciach Grimm. Problem polega na tym, że rzecz dzieje się nie tak znów dawno, bo w roku pańskim 1811. I wcale nie tak daleko, bo raptem za Odrą, w Niemczech okupowanych przez wojska napoleońskie. Podbijanym narodom na bagnetach przynosiły one zdobycze rewolucji francuskiej i oświecenia.
Okupanci nie mają pojęcia, jak bardzo wchodzą w paradę dwóm spryciarzom - Wilhelmowi (Matt Damon) i Jakubowi (Heath Ledger). Słowem: braciom Grimm, którzy na ciemnocie niemieckiego ludu zarabiają. Nie dość bowiem, że zbierają po wsiach bajdy o strzygach, trollach i innych potworach, to jeszcze jako renomowani egzorcyści wynajmują się za pieniądze do wypędzania złych duchów. Cieszą się sławą pogromców wiedźmy z młyna i kucharki kanibalki z Piernikowej Chatki”.
U Gilliama farsa często miesza się z horrorem, a wszystko tworzy spójna całość. Wystarczy wspomnieć  Jabberwocky czy Przygody Barona Munchausena. Reżyser jest Amerykaninem, ale niespecjalnie rozmiłowanym w swojej ojczyźnie. Przez kilka lat był należał grupy sześciu komików tworzących Latajacy Cyrk Monty Pytona. Jednym z najbardziej znanych dzieł, które nakręcił jest Fisher King, czyli współczesny wariant legendy o świętym Graalu. Film o braciach Grimm jest powrotem do stylu Jabberwocky gdzie świat realny splata się z baśniowym. "Życie to nie bajka. Ha, ha - spróbujcie to powiedzieć Terry'emu Gilliamowi. Po obejrzeniu jego najnowszego filmu nawet zatwardziały racjonalista może stracić tę złudną pewność”.
I.J.