Czy Ryszard Kapuściński mógł odmówić współpracy z wywiadem PRL? - pytają dziennikarze na okładce najnowszego „Newsweeka”. Redaktorzy wybierają jako odpowiedź stwierdzenie Ernesta Skalskiego: „Gdyby nie zgodził się na współpracę, nie byłoby Ryszarda Kapuścińskiego”.

„Z akt wynika, że pisząc analizy i raporty dla wywiadu, nikomu nie zaszkodził, świństwa nie popełnił” - czytamy we wstępie do obszernej rozmowy z Ernestem Skalskim, który również podpisał w latach 60. zgodę na współpracę z bezpieką. Skalski objaśnia kontekst sytuacyjny tłumacząc, że przed wydaniem w 1977 r. w drugim obiegu broszury instruktażowej Obywatel a służba bezpieczeństwa nikt nie wiedział, jak traktować zaproszenia funkcjonariuszy bezpieki na rozmowy. A bezpieka była, jak mówi dziennikarz „Rzeczpospolitej”, elementem ówczesnego państwa. „Tu nie chodziło o robienie szczególnej kariery, lecz o normalne ułożenie sobie życia” - wyjaśnia Skalski motywy swojego postępowania. „Teoretycznie rzecz biorąc, można było zerwać wszelkie kontakty z państwem i zostać pracownikiem fizycznym, ale wtedy trzeba było być przygotowanym, że nie osiągnie się nawet poziomu brygadzisty”.

Można z tymi opiniami polemizować, przywołując choćby przykłady osobnej poezji Białoszewskiego, pisarstwo Kisiela czy osaczenie Jasienicy. Mimo braku współpracy ze służbami każdy z nich pisał i nawet wydał swoje utwory w PRLu. Jakie dzieła udałoby im się stworzyć, gdyby podpisali wstydliwe kwity? A może inaczej: co napisałby władający znakomitym piórem Kapuściński, gdyby ich nie podpisał i nie wyjeżdżał? Może zamiast Szachinszacha czytalibyśmy dziś uczciwie napisaną książkę o Jedwabnem, a miast Cesarza historię kacyka partyjnego z niewielkiego polskiego miasteczka? Można długo gdybać, ale czy coś z takich rozważań wynika?

Nietrudno wątpić w absolutną nieszkodliwość raportów Kapuścińskiego, gdy czyta się cytowane przez „Newsweek” fragmenty tekstów pisanych na zlecenie bezpieki, np. „Powiedziała, że rok 1968 był najbardziej tragiczny w dziejach Polski, ponieważ ‘najlepsi ludzie’ to znaczy syjoniści zostali ‘zmuszeni do wyjazdu z kraju’ ” (raport z 1969 r.). Inny fragment: „Jest brzydka, w Angoli utrzymywała kontakty seksualne z Murzynami” (notatka z 1977) odkrywa z kolei zaskakujące oblicze słynnego reportera.

Autor artykułu omawiającego zawartość teczki Kapuścińskiego wielokrotnie wpomina, że nie ma wśród dokumentów pewnych materiałów. Były, ale zaginęły? Nigdy ich nie było? Czy teczka jest niekompletna? Tego nie dowiemy się z artykułu Igora Ryciaka, podobnie jak tego, czy Maria Sten, którą Kapuściński spotkał w Meksyku i cytował jej opinie na temat roku 1968, pozostawiła w Polsce jakąś rodzinę, która mogła mieć z powodu zagranicznych donosów reportera nieprzyjemności.

„Nie zapominamy, nie piętnujemy” - zaznacza w redakcyjnym wstępniaku redaktor naczelny „Newsweeka” Michał Kobosko. To opinia redakcji. Po przeczytaniu materiałów warto wyrobić sobie własną.

Magdalena Walusiak