Album z kołysankami to wyzwanie trudniejsze, niż by się mogło zdawać. Trafić w gust i uspokoić emocje młodego słuchacza nie jest wcale łatwo. Kiedy tyle się wkoło dzieje, tyle jest jeszcze niedokończonej zabawy i miejsc, które chciałoby się zobaczyć i zbadać, nikt nie myśli o spaniu. W takich przypadkach pomóc może tylko magia. Justyna Steczkowska najwyraźniej ma taką moc i umie z niej korzystać, bo kontynuacja albumu „Puchowe kołysanki” działa w sposób doprawdy magiczny. Piosenkarka potrafi swoim głosem wywołać dowolne emocje, kiedy trzeba podkręcić, kiedy indziej ukoić i uspokoić. Ta cecha spodobała się i rodzicom, i dzieciom, dlatego też można się spodziewać, że specjalna edycja albumu „Puchowe kołysanki” stanie się takim samym przebojem jak pierwsze wydanie. O tym, jak się nagrywa puchowe piosenki i jakie znaczenie ma dobra kołysanka bez względu na wiek, opowiada Justyna Steczkowska.

Pani Justyno, od dawna wiadomo, że dzieci to bardzo wymagający słuchacze, trudno się nagrywa piosenki dla takiej publiczności?

Nie zajmuję się na co dzień twórczością dla dzieci. To wymagało przede wszystkim moich chęci i głębokiej potrzeby napisania takiej właśnie muzyki. Dzieciom warto dać z siebie wszystko co, najlepsze. Dlatego na „Puchowych kołysankach 2”, ale też i pierwszej części o tym samym tytule są tylko akustyczne instrumenty i trochę ambientowych brzmień.

Piosenki, których słucha się przed zaśnięciem, często stają się później inspiracją do snów. Ten album może się śnić? Jak bajka?

„Puchowe kołysanki 2” to spokojne delikatne kompozycje, które mają za zadanie pomóc zasnąć naszym najmłodszym pociechom. Pierwszą płytę pokochały nie tylko maluchy, ale też ich rodzice i okazała się platynowym sukcesem, więc teraz, kiedy znowu poczułam chęć nagrania czegoś dla najmłodszych, zabrałam się do pracy. To zawsze bardzo przyjemne chwile, wśród magicznych bajkowych dźwięków i słów o dalekich sennych podróżach, krasnoludkach, dobrych pająkach, skrzydlatych aniołach, greckich bogach czuwających nad naszym snem... Czytam też na tej płycie bajki dla dzieci. Moje ulubione to „Rudolf jedyny i wyjątkowy” oraz „Krówka Mela”. Jeśli staną się one inspiracją dziecięcych snów, to na pewno będą to sny łagodne, kolorowe i dobre.

Z uwagi na stylizację i dbałość o image dzieci mogą Panią traktować jak postać… bajkową?

Na pewno! ( śmiech ) Inspiracją do sesji zdjęciowej, którą zrobiłam dzieciom do płyty „Puchowe kołysanki 2” była dla mnie „Alicja w Krainie czarów”. Uwielbiam tę bajkę, jest po prostu odlotowa i wspaniale pokazuje ogromnie bogaty świat dziecięcej wyobraźni. Kocham dzieci i lubię z nimi pracować. Są takie zabawne i twórcze. Zawsze radosne i pełne szalonych pomysłów. One też mnie kochają, bo pozwoliłam im w dzień sesji zdjęciowej na wszystko. ( śmiech )

Pamięta Pani kołysanki lub bajki z dzieciństwa?

Było ich wiele. Słuchaliśmy ich jeszcze na winylowych płytach: bajka „O dwóch takich, co ukradli księżyc” była najfajniejsza, bo w połowie śpiewana. Prawdziwa bajka tylko bez obrazu, niesamowicie działająca na wyobraźnię. Do dziś pamiętamy z siostrami fragmenty tych bajek i śpiewamy je czasem wspominając dzieciństwo. Uwielbiałam też Baśnie Andersena, „Mała Syrenka” i „Dziewczynka z zapałkami” wzruszała mnie tak głęboko, że nie potrafiłam sobie poradzić z emocjami...

Są Pani zdaniem jakieś kołysanki dla dorosłych? Jak już dzieci śpią, to rodzice czego mogą posłuchać?

Przy „Puchowych kołysankach’’ nie jeden dorosły odpłynął w ramionach Orfeusza, który zabrał go w piękny bajkowy sen, ale jeśli potrzebuje innego rodzaju relaksu, to polecam z mojej ostatniej płyty „XV” drugi krążek o nazwie „V”. Można odpłynąć… a gdzie? To już zależy od każdego z nas… Miłych snów, moi kochani dorośli. Piękniejszych, magicznych i dalekich od rzeczywistości. Tak do końca to nie wiadomo, czy ta, w której żyjemy, jest jedyną czy tylko jedną wielu…

Rozmawiał Piotr Miecznikowski

Fot. Michał Pańszczyk