List z życzeniami od papieża, msza w kościele Środowisk Twórczych i uroczystość na Zamku Królewskim w Warszawie - profesor Władysław Bartoszewski obchodził 19 lutego 85. urodziny. Obok wielu okolicznościowych tekstów, które ukazały się z tej okazji w mediach (np. „Dziennik” poświęcił tej niezwykłej postaci w wydaniu z 20 lutego niemal trzy strony), zwraca uwagę tekst Wiesława Chrzanowskiego, przyjaciela jubilata, zatytułowany Dowcip w służbie Polsce oraz sonda przeprowadzona wśród młodych Polaków, którzy uznają Władysława Bartoszewskiego za jeden z ostatnich (jeśli nie ostatni) niekwestionowanych autorytetów w naszym kraju.

Poczucie humoru profesora Bartoszewskiego jest niemal równie legendarne jak jego życiorys. Więzień obozu w Oświęcimiu, żołnierz Armii Krajowej, działacz "Żegoty" i jeden z pierwszych Polaków uhonorowanych tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, uczestnik Powstania Warszawskiego, więzień polityczny w czasach stalinizmu, opozycjonista, a po odzyskaniu niepodległości dwukrotnie minister spraw zagranicznych RP, słynie z ogromnej życzliwości, otwartości wobec ludzi i dowcipnych wypowiedzi, które potrafią rozładować atmosferę najpoważniejszej uroczystości.

Chrzanowski wspomina, jak podczas obchodów 60. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, w obecności przedstawicieli wszystkich ważniejszych państw Europy, profesor Bartoszewski zapewniał: „Polska jest sojusznikiem godnym posiadania. Gdy wszyscy opuścili Napoleona, została przy nim tylko pani Walewska”.

W tekście Dyplomata, który zawsze mówi wprost (również zamieszczonym w dzisiejszym "Dzienniku"), Katarzyna Kolenda-Zaleska opowiada o salach wypełnionych po brzegi młodymi ludźmi podczas spotkań autorskich z Władysławem Bartoszewskim. Wspomina także rozmowę telefoniczną, w trakcie której zapraszała profesora do porannego programu radiowego. „Zapytał: na rano? To znaczy na którą? No, na dziewiątą, odpowiedziałam. I dostałam odpowiedź: Na dziewiątą? To jest rano? Tak wcześnie to nawet w Oświęcimiu nie wstawałem” - wspomina dziennikarka.

Kolejne publikacje Władysława Bartoszewskiego cieszą się ogromną popularnością, a każda premiera wydawnicza jego książki jest wydarzeniem. Wydany w ubiegłym roku wywiad-rzeka, który przeprowadził z jubilatem Michał Komar, był najchętniej kupowaną w salonach EMPiKu w 2006 r. książką w kategorii „historia i literatura faktu”. Podczas odbierania Asa EMPiKu profesor zebrał największe brawa spośród laureatów. - Jest to dla mnie przyjemną niespodzianką, ale nie jest zupełnym zaskoczeniem - mówił Bartoszewski dziękując za nagrodę. - Stwierdziłem, że ludzie młodzi w Polsce, tacy od lat osiemnastu do dziewięćdziesięciu, są dużo mądrzejsi, niż im się to przypisuje. I poznali się na mnie po prostu - zakończył profesor. Wcześniej wyznał, że nie lubi pisania. - Zdradzę państwu, że choć napisałem w życiu sporo, to szalenie nie lubię pisać, ponieważ bardzo mnie to męczy. Po dwóch stronach mi się nie chce - poczytałbym sobie coś. Natomiast pogadać? O, to co innego. Rozmawiałem z Komarem, a on to nagrywał. Jak nagrał - to przepisał. A jak przepisał, zrobił z tego książkę. I w ten sposób obaj mamy dzisiaj przyjemność - powiedział Władysław Barotszewski wywołując kolejną owację.

Życzenia stu lat w przypadku niezwykle energicznego jubilata wydają się absolutnie minimalistyczne. Sam profesor Bartoszewski podobne życzenia składane przez byłego szefa RWE Zdzisława Najdera podsumował: „Nieważne ile, ważne JAK”.

M.W.