Informacje szczegółowe

    ID produktu:
    1312083158
    Tytuł:
    Ruiny
    Autor:
    Tłumaczenie:
    Górska Danuta
    Wydawnictwo:
    Język wydania:
    polski
    Język oryginału:
    angielski
    Liczba stron:
    394
    Numer wydania:
    I
    Data premiery:
    2022-08-24
    GPSR - osoba odpowiedzialna i certyfikaty:

    Oceny i recenzje o produkcie

    Sortuj

    DziwakLiteracki
    07.08.2023
    Idealny horror na lato nie istn… Ależ owszem, istnieje! I są nim ,,Ruiny’’ Scotta Smitha – klasyczny już chyba tytuł, mocno zakorzeniony w nurcie grozy katastroficznej, ocierającej się o motyw roślinożernej bestii. Brzmi sztampowo, trochę śmiesznie? Tak, zdecydowanie. Niech jednak pierwszy rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie dał się skusić na podobną historię… **** To miało być lato marzeń. Niezapomniane, pełne przygód, beztroski, śmiechu. I w pewnym sensie było, bo pierwsze dni spędzone w upalnym Meksyku tak właśnie przeżyli – dużo imprez, głośnej zabawy, wygłupów, alkoholu… Nowych znajomości. Jednak to właśnie jedna z nich, z tych szybkich wakacyjnych przyjaźni, przywiodła ich do niebezpiecznego punktu. Gdy nowo poznany kolega Matthias, opowiada im o tajemniczym zniknięciu brata – który parę dni wcześniej wyruszył wraz ekspedycją archeologiczną w głąb dżungli - czują się zobowiązani, aby mu pomóc. Proponują więc wspólną wyprawę śladem zaginionego: wczesnym rankiem Amy, Eric, Stacy i Pablo, na czele z Jeffem oraz Matthiasem, podążają w stronę Coba. Dzień zapowiada się ekscytująco, ale żadne z nich nawet nie podejrzewa, że już za kilka godzin napotkają pierwsze trudności. Odcięci od cywilizacji, otoczeni przez agresywnych Majów, z kurczącymi się zapasami wody i żywności, będą zmuszeni stawić czoła nie tylko tym wyzwaniom, lecz również czemuś, co znacznie wykracza poza granice ich wyobraźni. **** Sięgając po ,,Ruiny’’ nie mogłam wyzbyć się przeświadczenia, że sięgam po powieść trochę naiwną, a może nawet zwyczajnie banalną. Uwielbiam grozę, horror, makabreskę; blisko mi do mrocznych i cięższych klimatów, nieobce mi są różne odmiany tego gatunku. Najbardziej jednak lubuję się w klasyce, w opowieściach nieoczywistych i nastrojowych, bazujących na atmosferze, ocierających się o złożone warstwy; a jakby nie przymierzał, to… ,,Ruiny’’ w żadnym razie do tego wzorca mi nie pasowały; ‘mordercza winorośl’? Dobre sobie, przepis na pulpę żywcem wyjętą z lat 80. Podziękuję. Ale w końcu dałam się namówić. Zapowiedź ‘wakacyjnego horroru’’ brzmiała kusząco, wręcz obiecująco; Scott Smith zaś dostał wreszcie szansę utarcia mi nosa, którą – spoiler alert – z powodzeniem wykorzystał. Bo choć jego powieść, dziełem wybitnym z pewnością nie jest, nadal stanowi lekturę jeśli nie przyzwoicie dobrą, to z pewnością szalenie angażującą i hipnotyczną. Taką, którą rozpoczyna się z zaciekawieniem, a kończy z prawdziwymi wypiekami na twarzy. I nie przez wzgląd na szaleńcze tempo akcji, moc nieprawdopodobnych wydarzeń, wariackie plot twisty czy ogrom nieprzewidzianych okoliczności; przeciwnie - pod wieloma kątami to historia do bólu prosta, nawet schematyczna; tocząca się utartym torem, nieśpiesznie dążąca do kulminacyjnego momentu pozbawionego również większych niespodzianek. ,,Ruiny’’ opierają się na innych aspektach. Tu głównej roli nie gra - jak wydawać by się mogło - tani straszak w postaci morderczego zielska, a… Ludzie. Ich lęki, motywacje, wzajemne relacje; głęboko zakorzenione przekonania, etyczne zasady, osobista filozofia, moralne bądź niemoralne postępowania. I Smith właśnie to wszystko na kartach swej książki przedstawia. Może nieco jednoznacznie, odrobinę konwencjonalnie, lecz na pewno – wyjątkowo wyraziście. Wrzucając grupę młodych ludzi o przeróżnych charakterach i osobowościach w świat totalnie im wrogi; stawiając ich w kontrze wobec tego, co bezpieczne, komfortowe, znane; zmuszając do dokonywania druzgocących wyborów, podejmowania ostatecznych rozwiązań, szukania ratunku tam, gdzie go nie ma, Scott Smith tworzy dziełko maksymalnie zajmujące, o wyjątkowo mocno rozbudowanej warstwie psychologicznej. Duszna, klaustrofobiczna atmosfera, stopniowo narastające napięcie, gęsty klimat oraz poczucie osaczenia – to właśnie to dodaje smaczku ,,Ruinom’’.
    Kulturiada
    29.10.2024
    Natural horror to podgatunek grozy, który charakteryzuje się tym, że głównym zagrożeniem jest coś pochodzącego ze świata Fauny i Flory. Myślę, że każdy z nas zna chociaż jednego przedstawiciela tego podgatunku w popkulturze. "Szczęki", "Pirania", "Anakonda" czy nawet "Park Jurajski" to właśnie najsłynniejsi z nich. Jednak zagłębiając się w temat można szybko zauważyć, że zdecydowaną przewagę mają w tym podgatunku zwierzęta. To one zazwyczaj stanowią zagrożenie dla bohaterów, bo i w rzeczywistości duża część z nich sprawia, że ludziom po plecach przebiega dreszcz. Zatem w Natural Horrorze dominuje Fauna. A jeśli Wam powiem, że istnieje w Natural Horrorze przedstawiciel Flory? I jest to jeden z ciekawszych i bardziej mrożących krew w żyłach przykładów? Proszę Państwa, oto "Ruiny" autorstwa Scotta Smitha! "Ruiny" są połączeniem Natural Horroru i Slashera. Nie ma tu co prawda latających flaków i świrów latających po lesie jak w "Piątku 13-tego" czy w "Krzyku", ale bohaterowie i z początku sielankowa przygoda są zdecydowanie zaczerpnięte z kultury Slashera. Oto bowiem obserwujemy grupę młodych osób, które wyruszają na wakacje do słonecznego Meksyku. Codziennie się bawią, upijają do nieprzytomności, pogłębiają swoje romantyczne relacje i korzystają z uroków młodości. Aż do czasu kiedy jeden z nich tajemniczo znika. Zostawia po sobie jedynie notkę, że wyruszył do okolicznych ruin by tam wziąć udział w archeologicznych badaniach. Grupa bohaterów rusza w ślad za nim myśląc, że oto czeka ich największa przygoda ich życia. Pozostańmy chwilę przy bohaterach. Tutaj również mamy postaci rodem ze Slashera. Mamy tu bowiem typową dla tego gatunku "lalunię", napakowanego mięśniaka, który niewiele myśli i ciągle panikuje, herszta bandy, który wszystko za wszystkich musi robić, dziewczynę trzymającą się w cieniu i czekającą na rozwój wypadków itp. Smith sięgając po tego typu standardy nie ograniczyć się jednak do powtarzania schematów. Wziął to co od lat pociąga i fascynuje fanów grozy i przekuł to w coś zupełnie nowego i jeszcze bardziej przerażającego! Tutaj śmierć bowiem nie przychodzi nagle i nie jest obleczona w straszną maskę mordercy. Wręcz przeciwnie, śmierć przychodzi powoli, bawi się z naszymi bohaterami, powodując u nich ciągły stres i obawę przed nieznanym. Zwraca ich przeciwko sobie i sprawia, że powoli tracą zmysły. A przecież nikt by się tego nie spodziewał po miejscu, w którym się znaleźli... "Ruiny" Scotta Smitha to przede wszystkim przykład na to jak dużo można zdziałać bawiąc się klimatem i atmosferą. Podczas lektury książki można wręcz poczuć gorąco i parność Meksyku, można poczuć zagrożenie w jakim się znaleźli bohaterowie, a także ich konsternacje kiedy tak naprawdę przez większość czasu nie wiadomo co nowego przeciwnik wymyśli. Czytelnik wraz z bohaterami cały czas jest skupiony i siedzi jak na szpilach, oczekując niebezpieczeństwa, które może nadejść zewsząd. I tak przez prawie 400 stron. Wiadomo, fabularnie nie ma tu zbytnich fajerwerków. Z resztą oglądając czy czytając tego typu grozę nie ma co liczyć na to, że fabuła będzie jakaś arcyoryginalna. Człowiek jednak liczy na nowe i świeże koncepty, jeszcze niewidziane sposoby na śmierć bohaterów, a przede wszystkim na zupełnie inny od wcześniej przeczytanych sposób na przedstawienie historii za pomocą klimatu i scenerii. A myślę, że pod tym względem Scott Smith spisał się na medal. Jeśli macie ochotę sięgnąć po coś oryginalnego, świeżego i wyróżniającego się na tle innych to myślę, że "Ruiny" to właśnie coś dla Was :) Jeśli spodobało Ci się co tu napisałem to zapraszam na mojego Instagrama po więcej recenzji I ciekawostek ze świata kultury, będę niezwykle wdzięczny za każdy rodzaj wsparcia :) https://www.instagram.com/kulturiada/
    achrzanek
    29.08.2022
    Wydawnictwo Vesper na zakończenie wakacji przygotowało dla swoich czytelników dwie gorące premiery. Pierwszą z nich jest (w moim odczuciu) genialny i mocno angażujący „Pan Ciemności”, drugą są „Ruiny” o których dzisiaj Wam trochę opowiem. Motywem wspólnym obu powieści jest okrucieństwo, a dokładniej miejsce akcji czyli dżungla – dzika i niebezpieczna. Pierwsze rozdziały książki Scott’a Smith’a nie zachwycają. Ciekawie zaczyna robić się w momencie, kiedy bohaterowie docierają do tytułowych ruin i odkrywają przykry fakt, że znaleźli się w pułapce. Od tej chwili rozpoczyna się gra o przetrwanie. Czy wszyscy wyjdą z niej bez szwanku? Tajemnica meksykańskiej dżungli jest przerażająca i całej szóstce przychodzi zmierzyć się z czymś, co nie do końca wydaje się racjonalne. Pomysł na potworne rośliny jest przecież lekko absurdalny, ale kto zna chociażby film „Krwiożercza roślina” ten wie, że może być naprawdę udany i trzymający w napięciu. Koncepcja wyjściowa tej powieści sprawia wrażenie banalnej i mało ciekawej. Nie pierwszy raz przecież w literaturze czy filmie pojawia się motyw grupy młodych, naiwnych ludzi wyruszających w wyprawę życia, podczas której czeka na nich cała masa niebezpieczeństw i przygód mrożących krew w żyłach. „Ruiny” zostały napisane prostym językiem i choć akcja dość wolno idzie do przodu, to klimat jaki niosą ze sobą milczący Majowie, okoliczności przyrody, tajemnicze rośliny i odgłosy wydaje się bardzo ciekawy i niepokojący. Niestety efekt WOW psują dość słabo zarysowane sylwetki bohaterów na których czytelnik skupia się najmocniej. Pomimo tego, że autor świetnie ukazał bezradność ludzką wobec inteligentnego i zaplanowanego działania przyrody wobec nieproszonych gości oraz opisał ludzkie zachowania w obliczu zagrożenia, to jednak do bólu przewidywalne zachowania całej szóstki i podejmowane przez nich niezrozumiałe (wręcz głupie) decyzje, negatywnie wpływają na odbiór całości. Książkę tę traktuję jako powieść przygodową bo w moim odczuciu do horroru jej zbyt daleko. Pomijając kilka rozczarowań, czytało mi się ją naprawdę dobrze i jestem usatysfakcjonowany tym, że nie było w niej happy endu. Pomimo tego, że zabrakło mi także wyjaśnienia kwestii dotyczącej samego miejsca akcji…ruin, o których w książce autor mało co wspomina, to cieszę się że tajemnica powstania winorośli nie została ujawniona. Teraz pozostaje mi zasiąść wygodnie w fotelu i obejrzeć film Cartera Smith’a o tym samym tytule. Biorąc pod uwagę fakt, że sam autor napisał do niego scenariusz jestem przekonany, że będzie doskonałym uzupełnieniem książki.

    Masz ten produkt? Pomóż innym w decyzji o zakupie