Aranżowanie małżeństw przeżywa renesans. „Coraz więcej Amerykanów chce spotkać kogoś, kto tak jak oni chodził do najlepszych szkół, ma podobne ambicje, wyznaje te same wartości, a na jego koncie jest podobna liczba zer. Aranżowane małżeństwa stają się symbolem elity.” Czytamy w najnowszym wydaniu „Ozonu”.
„Ameryka pełna jest dobrze zarabiających i wykształconych mężczyzn i kobiet. Tylko w Nowym Jorku mieszka około 1,3 mln samotnych mężczyzn i 1,8 mln samotnych kobiet. Jak z tej ludzkiej masy wyłowić właściwą osobę? Jedno jest pewne – łatwiej niż przeciętnemu Amerykaninowi jest znaleźć swoją połówkę przedstawicielom zamożnego, wielkomiejskiego establishmentu i tzw. black upper class – środowiska Afroamerykanów, którzy odnieśli sukces w życiu zawodowym. To właśnie wśród tych grup planuje się życie potomków, zanim przyjdą na świat, wybiera najlepsze uniwersytety z myślą o przyszłej karierze, a także kojarzy małżeństwa.
Zamknięte bractwa uniwersyteckie są miejscem, gdzie młodzi zamożni już w czasie studiów mogą poznać drugą połówkę. „Technologia” kojarzenia par pozostaje owiana ścisłą tajemnicą. Wiadomo jedynie, że ważną rolę w ostatecznej decyzji co do wyboru małżonka podejmują rodzice.
Choć bardzo rzadko którakolwiek z amerykańskich par top-class przyznaje się, że jest efektem skojarzenia, to często są one typowymi małżeństwami z rozsądku. Klasycznym przykładem takiego związku są Bill i Hillary Clintonowie (30 lat stażu). Poznali się w czasie studiów prawniczych na prestiżowym uniwersytecie w Yale. Kilka lat temu, w czasie wywiadów promujących jego biografię, były prezydent wyznał, że od wielu lat oboje prowadzą oddzielne życie, czym charakteryzują się właśnie aranżowane związki z rozsądku”.
To by się Gogol ucieszył.
I.J.
Aktualności
Sami swoi
Aranżowanie małżeństw przeżywa renesans. „Coraz więcej Amerykanów chce spotkać kogoś, kto tak jak oni chodził do najlepszych szkół, ma podobne ambicje, wyznaje te same wartości, a na jego koncie jest podobna liczba zer.
Komentarze (0)