- To był rozbłysk geniuszu, który szybko zgasł. Wyspiański umarł bardzo młodo, mając 38 lat, ale kiedy przegląda się dokumenty, listy, a szczególnie jego raptularze, można zdać sobie sprawę z ogromu twórczych możliwości tego artysty - mówi o artyście Elżbieta Charazińska - komisarz wystawy poświęconej Stanistałowi Wyspianskiemu w warszawskim Muzeum Narodowym.


- Dzieła Wyspiańskiego są prezentowane w stałej ekspozycji Muzeum Narodowego w Warszawie na co dzień. Dlaczego zatem wystawa Jak meteor... zorganizowana z okazji Roku Wyspiańskiego jest wydarzeniem niezwykłym?

- Utarło się, że Wyspiański jest tak bardzo krakowskim artystą, że teoretycznie tylko tam jest do oglądania. Wszyscy zapominają chodząc po Galerii Malarstwa Polskiego naszego Muzeum, że z boku znajduje się niewielki gabinet ze stałą ekspozycją dzieł tego artysty. Postanowiliśmy więc pokazać, że Muzeum Narodowe w miarę swoich możliwości też zbierało prace Wyspiańskiego i zgromadziło ich niemało, wiele eksponatów uchowało się mimo strat wojennych i warto się tym pochwalić. Ponieważ jednak jest to wszystko dość kruche, bo wykonane na papierze, a papier ma to do siebie, że kruszeje z wiekiem, zaś kredka pastelowa nie znosi przemieszczania, wszystko jest pieczołowicie chronione i niepokazywane na co dzień. Zresztą żadne muzeum na świecie nie prezentuje bez przerwy wszystkich zbiorów, na przykład listy i inne dokumenty wystawia się tylko okazjonalnie.
Niewątpliwie ważną okazją jest stulecie śmierci Stanisława Wyspiańskiego. Postanowiliśmy włączyć się w obchody, które z dość dużą pompą organizuje Kraków, gdzie zresztą od kwietnia prezentowany jest zielnik Wyspiańskiego z naszych zbiorów. Robimy duży pokaz sztuki troszkę innej, bo nie tej wielkiej i monumentalnej. Nasze zbiory pozwalają jednak poznać bliżej Wyspiańskiego jako artystę.

- Czy to znaczy, że na wystawie można zobaczyć eksponaty rzadko, a nawet nigdy wcześniej nie prezentowane?

- Tak. Zacznę od rzadko pokazywanych. To wspaniałe rysunki, które Wyspiański zrobił do pierwszej księgi Iliady, wspomniany już zielnik, a także portrety własne, przyjaciół i rodziny Wyspiańskiego. Nie wszystkie można było zobaczyć w stałej ekspozycji. Pokazujemy oczywiście wszystkie pejzaże z serii Widok z okna pracowni artysty na Kopiec Kościuszki, z których jesteśmy bardzo dumni. Są maleńkie główki dziecięce, które tak lubi publiczność, ale na wystawie można ich zobaczyć więcej niż zwykle. Są dwa nigdy niepokazywane szkice do polichromii i witraży. Jeden z nich - studium do świętego Franciszka - został poważnie uszkodzony jeszcze w czasie wojny i zazwyczaj przechowywany jest pieczołowicie w magazynie. Drugi to szkic do polichromii kościoła w Bieczu, której Wyspiański nigdy nie wykonał, ponieważ większość jego projektów kończyla się na szalonych pomysłach, które nie wszyscy chcieli dopuścić do realizacji. Nowe formy zawsze budzą sprzeciw.

- Czyli wystawa będzie dobitnie obrazowała hasło zawarte w jej tytule: Jak meteor...?

- To życie było bardzo krótkie, ale tak szalenie intensywne, że wybraliśmy tytuł wystawy jak najbardziej świadomie. To był rozbłysk geniuszu, który szybko zgasł. Wyspiański umarł bardzo młodo, mając 38 lat, ale kiedy przegląda się dokumenty, listy, a szczególnie jego raptularze, można zdać sobie sprawę z ogromu twórczych możliwości tego artysty. Słynna jest anegdota, że kiedy pojechał w Tatry, chciał przestawiać góry. Miał zmysł doskonałej formy i zawsze dążył do jej realizacji.
Tytuł ekspozycji pochodzi z wiersza Wyspiańskiego, który jest fragmentem planowanego przez artystę dramatu o Koperniku. Pozostały jedynie dwie zwrotki rozpoczynające się wersem Bądź jak meteor, jak błyskańce.
Na wystawie znalazło się również trochę listów, różne dokumenty, świadectwa...

- Także szkolne?

- Tak, jest także takie świadectwo. Są drobne fiszki, biblioteczne rewersy, czyli dokumentacja codziennego życia twórcy. Mamy w tym zbiorze także rzecz bardzo cenną - rękopis ostatniego dramatu, który Wyspiański pisał tuż przed śmiercią w 1907 roku. To fragment Zygmunta Augusta. Sporo jest dokumentacji fotograficznej związanej z samym Wyspiańskim i miejscami, które znał na pamięć. To, co zdążył zrealizować, znajduje się w większości w Krakowie, natomiast wiele pomysłów pozostało w projektach. Dopełnieniem ekspozycji będzie obszerny katalog całego zbioru, wszystkich prezentowanych w muzeum pozycji.

- A skąd Wajda na warszawskiej wystawie?

- Trochę z przyjaźni do Muzeum, ponieważ pan Andrzej zawsze chętnie nas wspomagał w różnych okolicznościach. Flirt Wajdy z Wyspiańskim trwa już bardzo długo, na Wesele patrzymy praktycznie jego oczami. Postanowiliśmy więc pokazać także kuchnię teatralno-filmową i kostiumy. Eksponaty pożyczyliśmy z muzeum Teatru Starego w Krakowie, z archiwum Andrzeja Wajdy z Mangghi, troszkę wspomogli nas państwo Wajdowie drobiazgami z domowych zbiorów. Prezentujemy plakaty spektakli wystawianych za granicą, rysunki Topolskiego, zdjęcia ze spektakli, a w tle tej części wystawy odbywają się projekcje Wesela i Nocy listopadowej.

- Po obejrzeniu wystawy można zaopatrzyć się w „wyspiańskie” pamiątki, na przykład apaszki z Milanówka z roślinnymi motywami wzorowanymi na rysunkach Wyspiańskiego.

- Panie z Milanówka bardzo pięknie rozmalowały na apaszkach wzory na podstawie fragmentów obrazów Wyspiańskiego. Jest to szalenie efektowne i wreszcie mamy coś, co można znaleźć w butikach muzealnych całym świecie. Są też torby z płótna z motywami z zielnika zrobione w Żyrardowie, ołówki, notesiki, teczki papierowe, plakaty, zakładki i różne drobiazgi. Ciekawostką jest książka-kalendarz z reprodukcjami z zielnika Wyspiańskiego. To „wieczny” kalendarz, w którym można wpisywać daty urodzin, imienin...

- Czyli kalendarz bez dni tygodnia i lat?

- Tak, stwierdziliśmy, że kalendarz na jeden rok nie bardzo się opłaca, ciekawsze będzie specjalne wydawnictwo pamiątkowe. Do tej pory tego typu pamiątki były dostępne przy okazji wystaw, że tak powiem, z eksportu, na przykład Alfonsa Muchy czy Warhola. Przygotowaniem takiego zaplecza zajmują się zwykle wielkie korporacje, które utrzymują się z tego typu działalności. W polskiej rzeczywistości nie jest to takie proste, ponieważ pewnych problemów nie można przeskoczyć mimo chęci, trzeba rozpisywać przetargi nawet na dość drobne rzeczy. Dla nas to trochę bicie głową o mur. Na szczęście udało się przebić przez niektóre biurokratyczne rafy, a zwiedzający będą mogli po obejrzeniu wystawy zaopatrzyć się w ciekawe pamiątki.

Rozmawiała Magdalena Walusiak

Jak meteor...
Stanisław Wyspiański 1869-1907. Artyście w setną rocznicę śmierci

Muzeum Narodowe w Warszawie
10 sierpnia - 30 września 2007