„Jarzynobranie” – tak w niektórych kręgach nazywa się czas wakacji, gdy do firm trafiają „jarzynki”, czyli stażyści. Firmy z branży medialnej, PR, agencje reklamowe, banki, wielkie korporacje od jakiegoś czasu mają ustaloną strategię dotyczącą jarzynek” piszą Tomasz Czukiewski i Sylwia Czubkowska w najnowszym numerze tygodnika „Przekrój”.
 
Głównie chodzi o to, aby maksymalnie wykorzystać darmową siłę roboczą jaką stanowią stażyści właśnie. "Student Michał Kubik jest szczęśliwy. Po paru tygodniach żmudnego wysyłania życiorysów i listów motywacyjnych dostał się na bezpłatny staż pomocnika copywritera w agencji reklamowej (…)Prawda jest taka, że Michał nie jest żadnym szczęściarzem, a tylko jednym z wielu studentów zwabionych wizją wielkiej kariery. Prawdopodobnie przez pierwsze dwa tygodnie będzie się zajmował odbieraniem telefonów lub wymienianiem tuszu w drukarce. Po miesiącu zostanie entuzjastycznym współpracownikiem przy jakimś projekcie, za który zapłatę weźmie jego „opiekun i nauczyciel”. Po dwóch miesiącach, gdy z urlopu zaczną wracać pracownicy, kierownik działu rekrutacji powie Michałowi, że w firmie nie ma wolnych etatów, ale jak coś się zwolni, to na pewno do niego zadzwonią”. Jednak Michał uważa, że wygrał los na loterii, a jego rówieśnicy zazdroszczą mu kariery. „Ewenement dzisiejszych czasów polega właśnie na tym, że ludzi wykorzystuje się tak, że jeszcze się z tego cieszą – wyjaśnia doświadczony pracownik firmy PR.” Dlatego pracodawcy mogą w stażystach wybierać jak ulęgałkach. Już nie wystarczy dobre wykształcenie. Musi być interesujące CV, trzeba przejść testy psychologiczne, a wymagane kwalifikacje często przerastają te, które są potrzebne na proponowanym stanowisku. „Jedna dziewczyna napisała swoje CV i list motywacyjny na T-shircie, do agencji reklamowej przyjęli ją od ręki – opowiada Michał”. A wszystko po to aby otrzymać pracę... za darmo. I to często tę najmniej wdzięczną. „Moje praktyki polegały na wykonywaniu najgorszej roboty, nierzadko fizycznej. Oprócz noszenia pudeł często wykonywałem pracę bibliotekarza, bo takiego stanowiska w ogóle nie było – opowiada Łukasz, który odbywał praktyki w Ośrodku Informacji ONZ w Warszawie”. Inny stażysta opowiada jak to w Radiu Tok FM podczas stażu, „zasuwał jak osioł” ponieważ mamiono go obietnicami zatrudnienia na stałe, a z końcem stażu po prostu mu podziękowano i tyle. Takich historii jest w artykule więcej. Chociaż przytaczane są również przykłady tych, którym się powiodło i po stażu dostali wymarzoną pracę. Jednak ogromna większość przeżywa rozczarowanie. Dlatego artykuł jest, jak mówią sami autorzy, „niczym kubeł zimnej wody na rozpalone nadzieją głowy bezpłatnych stażystów”
 
Iza J.                                                                                              30.06.2005 r.
 
Wiecej: www.przekroj.com.pl