„Dzieciaki świata” i „Zwierzaki świata” to nowa seria książek dla najmłodszych, z których część dochodów ze sprzedaży zostanie przekazana na budowę Przylądka Nadziei we Wrocławiu – nowoczesnej kliniki dla dzieci chorych na raka.
Były kobiety na krańcu świata, teraz przyszła pora na dzieciaki i zwierzaki. Czy to są dzieci i pupile Twoich bohaterek, które już znamy?
Jeżeli gigantycznego hipopotama można nazwać „pupilem”, to po części tak (śmiech). Zarówno „Dzieciaki świata”, jak i „Zwierzaki świata” to historie prawdziwych bohaterów, których poznałam przez ponad 10 lat moich podróży, w tym także w trakcie realizacji odcinków programu „Kobieta na krańcu świata” dla TVN. No cóż, trochę się tych opowieści zebrało… Ale wciąż myślałam o tym, że forma, którą przyjęłam w realizacji filmów dokumentalnych i w moich dotychczasowych książkach była nie do przyswojenia dla młodego odbiorcy, a przecież to właśnie dzieci trzeba uwrażliwiać na problemy świata! Przecież każdy z rodziców czasem mówi dziecku coś w stylu: ”Są dzieci w Afryce, które głodują, a ty marudzisz przy jedzeniu!”. Ale co to znaczy dla pięcio czy dziesięciolatka? Uznałam więc, że muszę w końcu napisać coś dla najmłodszych. Był też taki jeden, przełomowy moment - pewnego wieczoru po raz setny czytałam mojej córce bajkę o księżniczce, która spotyka księcia na białym koniu „a potem żyli długo i szczęśliwie”… I pomyślałam, że dłużej tego nie zniosę i, że może dobrze byłoby zaproponować dzieciom zupełnie inną lekturę. Taką, której jeszcze nie czytałam, a bardzo bym chciała… Coś, co pokaże jak wygląda ten prawdziwy świat, jak żyją ich rówieśnicy, nauczy czegoś o zwierzętach, wytłumaczy dlaczego musimy dbać o naszą planetę. Napisałam więc jedno opowiadanie i przeczytałam je Marysi. O dziwo, chociaż księżniczek w tej historii nie było, bardzo przejęła się losem małego orangutana o imieniu Happy. Od tamtej pory zaczęłyśmy pracować nad projektem wspólnie. I Marysia została oficjalną konsultantką. Czytałam jej każdy rozdział i czekałam, jak zareaguje. Jakie pytania zada, jakie będzie miała przemyślenia. Przecież 5-letnie dziecko naprawdę wie, co mówi i co je interesuje! Jednak poza doradzaniem, Marysia wykonała też kilka rysunków bohaterów, które znalazły się w książkach. Moim ulubionym jest mrówkojad w jej wykonaniu. Ma duży talent do rysowania i właściwie rysuje bez przerwy. A tak w ogóle to nie wiem jak ty, ale ja chciałabym w wieku 5 lat mieć publikację w NationalGeographic! (śmiech)
Problemy dzieci w Twoich opowieściach są uniwersalne?
Każde dziecko, bez względu na to, kim jest i gdzie mieszka, potrzebuje przede wszystkim miłości i bezpieczeństwa. Dzieci w Afryce, w Azji czy w Europie tak samo się śmieją i płaczą, mają tylko inne marzenia - w zależności od realiów, w których przyszło im żyć. U nas małe dziecko, które korzysta z iPada na nikim nie robi już wrażenia. Maluch z Etiopii bawi się tym, co znalazł na ulicy na przykład sznurkiem i zardzewiałą puszką. Rozbieżności są ogromne, dlatego tak bardzo zależało mi na tym, żeby pokazać naszym dzieciom, jak wygląda świat i jak jest nam dobrze tu, gdzie jesteśmy. Ale na pewno nie są to historie smutne, a raczej pouczające i zmuszające do myślenia zarówno nasze dzieci jak i nas samych.
Masz swojego ulubionego bohatera?
Ze „Zwierzaków świata” największy sentyment mam do orangutana o imieniu Happy, który jest rówieśnikiem mojej córki. Adoptowałam go kilka lat temu na Borneo i na bieżąco wiem, co się u niego dzieje, jak się rozwija i czuje. Wizyta w ośrodku dla osieroconych maluchów, zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, tym bardziej, że większość ich matek została zabita przez nas, ludzi i to jest coś, z czym nie potrafię się pogodzić. Happy jest ze mną nawet na okładce książki „Zwierzaki”, trzymam go na rękach. Wtedy chodził jeszcze w pampersie, a dziś jest w szkole dla orangutanów i za kilka lat ma szansę wrócić na wolność. Często wspominam też mrówkojada Carlito, słoniczkę Fusi… Lubię wszystkie zwierzaki! (śmiech)
A w drugiej książce, w „Dzieciakach świata”?
Duże wrażenie zrobiła na mnie mała Kumariw z Nepalu. Pewnie dlatego, że nie wyobrażam sobie oddać swojej córki obcym ludziom i przez kilka lat nie mieć z nią normalnego kontaktu… Taka pięcioletnia dziewczynka staje się bowiem żywą boginią i aż do czasu kiedy zostanie kobietą siedzi zamknięta w pałacu i nie może się nawet śmiać czy płakać. Okazuje się, że wiele tych opowieści, choć są z życia wzięte, to zaskoczenie także dla niektórych dorosłych. Dlatego myślę, że to nie są jedynie książki dla dzieci, ale też dla rodziców. Poza samymi historiami moich bohaterów jest też wiele zdjęć, ciekawostek, zagadek, a każdy rozdział jest opatrzony dodatkowym komentarzem psychologa dziecięcego pani Dominiki Słomińskiej.
Myślisz, że łatwiej być rodzicem w Polsce czy gdzieś na dalekim krańcu świata?
Z wielu bardzo ważnych, podstawowych powodów łatwiej jest tutaj. Choćby przez wzgląd na dostęp do opieki zdrowotnej, edukacji czy zapewnienia godziwych warunków życia naszym dzieciom. Z drugiej strony nasz świat jest bardzo konsumpcyjny i trudno jest wychować dziecko w odizolowaniu od tych pseudowartości. Porównywanie i rywalizowanie zaczyna się przecież już w przedszkolu – kto ma ładniejszą zabawkę czy ubranie. Sama mam czasem problem jak przekonać moją Marysię, że tak naprawdę potrzebujemy do życia mniej, niż mamy. A w Afryce? Wszystkie dzieci w wiosce żyją tak samo, mają liczne obowiązki. U nas rozchodzi się głównie o przywileje, niestety.
Zabierzesz kiedyś Marysię do któregoś z bohaterów?
Jasne! Bardzo chciałabym zabrać ją do Afryki, czekam tylko aż trochę podrośnie i będzie w stanie więcej zapamiętać. Pojedziemy na pewno odwiedzić Happy’iego na Borneo, albo na migrację zwierząt do Afryki, żeby mogła na żywo zobaczyć swoich ulubionych bohaterów z „Madagaskaru”. Mam nadzieję, że spędzimy trochę czasu w wiosce Himba, żeby mogła zaprzyjaźnić się z dziećmi i zobaczyć, jak ludzie, o których do tej pory oglądała tylko na zdjęciach. Marysia jest na przykład zafascynowana faktem, że Himba budują domy z krowiej kupki i koniecznie chce sprawdzić czy to nie jest tylko żart. Nie jest! (śmiech) Na szczęście jest bardzo ciekawa świata i, jak sama twierdzi, zostanie „pisarką lub fotografką”. Ciekawe dlaczego? (śmiech)
Z taką mamą nie może być inaczej.
Faktycznie od samego początku bardzo przykładałam się do tego, żeby przekazywać jej jak najwięcej wiedzy o otaczającym nas świecie, więc ma może trochę inny zasób wiedzy niż rówieśnicy. Ale nie sądziłam, że pewnego dnia zostanie konsultantką moich książek i będę się Jej radziła (śmiech). Jednak moim marzeniem byłoby żeby także inne dzieci mogły dowiedzieć się więcej i dlatego w tych książkach znalazło się dużo ciekawostek o miejscach, w których żyją bohaterowie, o jedzeniu, zwierzętach, roślinach, po prostu dużo przydatnej wiedzy dla rodziców i dzieci. Uprzedzam jednak, że obie te książki zmuszają do myślenia! Ale wierzę, że czas spędzony na czytaniu „Dzieciaków świata” i „Zwierzaków świata” będzie bardzo wartościowy.
Źródło: G+J Książki.
Komentarze (0)