Drugi album Juli „180O” trafił do sklepów na początku lata i wiadomo, że płyta spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. Single świetnie sobie radzą w radiach, fani zachwyceni, Jula szczęśliwa. Historia jej kariery, to doskonały przykład, że wcale nie wytwórnie muzyczne, ani też nie fachowcy od marketingu dają gwarancję komercyjnego sukcesu. Jula osiągnęła niemal wszystko sama i dziś nie musi nikomu dziękować za pozycję, którą udało się wypracować.
Mówi się o Tobie, że przygodę z muzyką zaczęłaś mając osiem lat. Wtedy chyba jeszcze nie myślałaś, żeby serio zostać wokalistką?
Pewnie, że nie! (śmiech), na tym etapie to była zabawa, chociaż już przeczuwałam co będę lubić. Tak serio, to kiedy byłam nastolatką poszłam no koncert kolegów z hiphopowego, podziemnego składu i wtedy uświadomiłam sobie jak to musi być dobrze robić muzykę, mieć swój projekt, grać dla ludzi. Jakiś czas nagrywałam z chłopakami, ale potem zaczęłam robić swoje rzeczy, wrzucać je na Youtube i tak się wszystko rozkręciło.
Ktoś konkretny Cię wtedy inspirował?
Taką postacią, którą zawsze podziwiałam i de facto nadal podziwiam jest Edyta Górniak. Ale bezpośredniego wpływu na mnie i moje piosenki, raczej nie miał nikt konkretny, ani muzyk, ani wybrany styl. Muzyka jako zjawisko mnie inspirowała, w całości. Słuchałam wielu różnych rzeczy, na płytach, w Internecie i wyobrażałam sobie swoje. Potem wszystko nagrywałam, korzystając początkowo z gotowych podkładów dostępnych w sieci. Wszystko powstawało w moim pokoju, z mikrofonem podpiętym do komputera.
Dziś jesteś w zupełnie innym miejscu kariery. Udało Ci się zachować tę niezależność, którą miałaś w tamtym czasie?
Tak! I bardzo się z tego cieszę, bo z jednej strony udało mi się osiągnąć taki status, że nikt nie mówi mi co mam robić, z drugiej wiem, że jestem za wszystko sama odpowiedzialna. Nie muszę się obawiać, że jacyś ludzie będą za mnie decydować i w razie porażki będę mieć do nich pretensję. Biorę wszystko na siebie i sama jestem odpowiedzialna tak za porażki, jaki i za sukcesy.
Ale dziś już nie pracujesz sama?
Nie, działamy razem z Adim i akurat jego zdanie ma duże znaczenie dla mnie. Zdarza się, że się rozmijamy w swoich poglądach, ale zawsze udaje się spotkać w takim punkcie, gdzie nasze wizje się pokrywają i dochodzimy do kompromisu. Współpraca z nim i z wytwórnią dają mi spory komfort, jednak wciąż pozostaję sobą i wiem, że gdyby ich nie było to i tak dalej robiłabym sama piosenki i wrzucała do sieci.
Trudno się dziwić, skoro to co wrzucałaś miało odzew idący w dziesiątki milionów. Jak na to patrzysz? Dziwi Cię to, czy już się przyzwyczaiłaś?
Chyba nie umiem się do tego przyzwyczaić. Oczywiście bardzo się cieszę, ale takich sytuacji nie da się przecież przewidzieć. Nie wyobrażam sobie, że ktoś może takie rzeczy wiedzieć z góry. Dla mnie to jest bardzo ważne, bo wiem, że ludzie chcą słuchać moich piosenek, że podoba im się to co robię. To do czego się przyzwyczaiłam to fakt, że nie jestem już osobą anonimową, że ludzie mnie rozpoznają i przed tym nie ma ucieczki.
To bywa męczące czasami?
Na ogół nie, ale wtedy kiedy ktoś wnika, czy próbuje wnikać w moją prywatność to już jest gorzej. Jak nie uda się niczego dowiedzieć, a ode mnie z pewnością się nie uda, to pojawiają się informacje zmyślone, jak chociażby ta o mojej rzekomej ciąży. Potem muszę prostować, tłumaczyć. To jest trochę męczące i niepotrzebne.
Social media to dziś potężne narzędzie w rękach każdego artysty. Ty radzisz sobie z tym sama, czy ktoś pomaga?
Skupiam się głównie na facebooku i robię wszystko sama. Nie zatrudniam żadnego administratora. Czytam, sprawdzam, odpowiadam na pytania, dodaje nowe posty i zdjęcia. Tylko czasami jak nie mam warunków technicznych to proszę kogoś o pomoc.
Ostatnia płyta nosi tytuł „180O”. To hasło ma jakieś konkretne znaczenie?
To przede wszystkim najlepsza metafora tego co wydarzyło się w moim życiu. Wszystkiego czego aktualnie doświadczam. Jestem dziś zupełnie innym człowiekiem niż kilka lat temu, czuję i myślę inaczej i to właśnie ten zwrot. Dodatkowe znaczenie wynika z potrzeby określenia jednym zwrotem różnorodności tego albumu. Są tu i piosenki nagrane z raperami, i numer rockowy z gitarami, i piosenki pop i ballady. Taką różnorodność trudno oddać w jednym krótkim haśle, a „180O” pasuje idealnie. Teraz kiedy wszystko jest już nagrane, wiem chyba w którą stronę chcę pójść na kolejnych płytach…
Poczekaj. Już myślisz o kolejnej płycie? Każdy muzyk tak ma?
Myślę o muzyce (śmiech). Muzyka to nie jest dziesięć, czy trzynaście piosenek potrzebnych na płytę. Cały czas coś piszę, czegoś szukam, coś wymyślam. Ten proces trwa nieustannie. Wiem, że chciałabym zrobić coś mocniejszego, z większą ilością gitar. I może tak się stanie, kto wie? (śmiech).
Dużo grasz koncertów?
Nie wiem czy dużo, ale dla mnie to jest dokładnie tyle ile powinno być, bo z jednej strony jestem wciąż w trasie a z drugiej mam też trochę czasu dla siebie. Gram cały czas z tym samym składem co też daje mi pewien komfort. Moi chłopcy wnoszą nową jakość do kompozycji, kiedy trzeba je zaaranżować na potrzeby wykonań koncertowych. Na koncertach spotykam też moich fanów, wśród których są też tacy, którzy jeżdżą za mną wszędzie i są bardzo aktywni. Czasem muszę ich wręcz uspokajać (śmiech).
„180O” w sklepach już od czerwca, jakie dalsze plany?
Dwa single już trafiły do radia, pewnie za jakiś czas trafi trzeci. Bardzo mnie cieszy, że dobrze sobie radzą, bo sama je wybierałam.
Jesteś zadowolona?
Tak. Robię to co lubię z fajnymi ludźmi, mam wydawcę który nie ingeruje w moją twórczość, mam świetnych fanów. Nie wiem jak długo to potrwa, ale dziś jestem szczęśliwa.
Rozmawiał
Piotr Miecznikowski
Komentarze (0)