Płyta "Wait For Me” jest produkcją całkowicie samodzielną: Moby nagrał ją w domowym studio, ("chociaż ‘studio’ to zbyt górnolotne słowo na trochę sprzętu rozstawionego w sypialni"), oprawę graficzną narysował markerem na zwykłym papierze, do nagrania partii wokalnych zaprosił znajomych ("praca z przyjaciółmi niemal zawsze jest fajniejsza od pracy z gwiazdami"), a inna przyjaciółka artysty - fotografka Jessica Dimmock - jest autorką zdjęć prasowych.
Ponadto znajomy Moby’ego Ken Thomas (Sigur Ros, Throbbing Gristle, M83) pomógł artyście zmiksować nagranie. ("współpraca przebiegała w bardzo miłej atmosferze, bo ken jest twórczym człowiekiem otwartym na wszelkie pomysły - na przykład nagrywanie starego, zepsutego bakelitowego radia przepuszczonego przez stare popsute efekty, żeby zobaczyć, co z tego wyniknie. rezultat pojawił się na płycie w postaci 45-sekundowego utworu 'stock radio'"). Moby i Thomas zmiksowali materiał wykorzystując wyłącznie analogowy sprzęt w prawdziwym stereo. Podobnie miksowano nagrania w późnych latach 60. Dzięki temu, piosenki fantastycznie brzmią w słuchawkach.
Album robi największe wrażenie jako spójna całość. Choć każdy utwór broni się pojedynczo, płyta ‘Wait For Me’ została nagrana i zaaranżowana z myślą o słuchaniu jej od początku do końca. We współczesnej branży muzycznej, gdzie single stanowią potęgę, płyta stworzona jako kompletny byt jest rzadkością. A płyta mierząca ponad standardy wyznaczane przez komercyjne wyznaczniki sukcesu - to już biały kruk.
Album promuje singiel "Pale Horses” i teledysk o tym samym tytule.