03.09.2018
Hellish Crossfire to doświadczona ekipa z Norymbergii - kwartet zaiwaniający oldskulowy, agresywny, brudny teutoński thrash. Mają na koncie dwa pełne albumy - "Slaves of Burning Pentagram" (2006) oraz właśnie "Bloodrust Scythe" (2010). W marcu dzięki High Roller Records ukazała się reedycja drugiego, doskonałego albumu Bawarczyków. Ależ piękną robotę robi ostatnio z tymi wznowieniami HRR! "Bloodrust Scythe" spokojnie mogłoby się ukazać w 1985 roku, bo ani krzty nie różni się od wydawanych wówczas longplay'ów. To coś, co wyrywa z kapci bez zbędnej gry wstępnej i nie oferuje wizji pełnej miraży na okładce czy inteligentnie kreowanego marketingu, tudzież niebanalnej historii o złym dyktatorze uciskającym bogu ducha winny lud. Kwartet robi nam szybkie (bardzo szybkie, biorąc pod uwagę prędkość, z jaką wycinają poszczególne numery), przypomnienie, jak wyglądała scena metalowa w połowie lat osiemdziesiątych. W pas kłaniają się takie kapele jak Sodom, Destruction, Minotaur, Kreator, Deathrow, Iron Angel czy nawet nasz Kat z okresu pierwszego albumu. Czyli mamy surowe wymiatanie zadziornych riffów, chwytliwe kompozycje, staromodne, ale potężne brzmienie. Ale przede wszystkim mamy tu szczerość i radość z grania tej muzyki. Mamy agresję i wyczucie, kiedy należy przyspieszyć, kiedy zwolnić, kiedy wstawić solówkę, a kiedy strzelić diabełkiem. Drugi krążek Niemców z Hellish Crossfire wchodzi na najwyższe obroty już w po kilkunastu taktach intra do "Night of the Possessed" i nie zwalnia przez kolejnych kilkanaście minut, rozrywając wszelkie truchła kanonadą podwójnej stopy i speed/thrashowych riffów goniących raz Sodom, a raz młodzieńczą inkarnację samego Slayer. Niemcom zdarzy się oczywiście zboczyć z raz obranego kursu, jak chociażby w walcującym na początku "Into the Old and Evil", który przepoczwarza się w dość melodyjny numer o heavy/thrashowych proweniencjach. THRASH 'TILL DEATH!!!