01.07.2017
Jeśli ktoś lubi muzykę rozrywkową, ale czuje, że musi się rozwijać, że nie zaspokajają go proste piosenki, że muzyka jest terenem tajemniczym, wzywającym do penetracji - ta płyta jest jakby samochodem ofiarowanym do tejże eksploracji świata muzyki. Na tyle jest łatwa, że wciąż będzie się chciało ją odtwarzać, raz za razem, ale też ma na tyle strukturę wyrafinowaną, że poczujemy, iż nie może funkcjonować jako tylko tło do codziennych zajęć. I tym się różni od smooth jazzu - wzywa do skupienia się na "czytaniu" muzyki. Nie ma tu wokalistów, ale melodii jest bardzo dużo, a śpiewają skrzypce, saksofon, klawisze. Nadaje się do samochodu, przynajmniej większość utworów, bo lider zespołu, tak jak największy nasz jazzman, Z.Namysłowski, posiadł rzadko spotykaną umiejętność uczynienia rozrywkowym tego, co najbardziej wyrafinowane. A kto pierwszy to odkrył? Mozart. I trzeba pamiętać, że ani ci jazzmani, ani ów geniusz nigdy nie pozostawiali ludzi bez sowitej nagrody, choć przywabiali cukrem lekkości formy - String Connection obdarza nas liniami gitary basowej, rytmami, które w nas śpiewać i pulsować będą przez cały dzień, podobnie i skrzypce, które zanucimy w dziwnych miejscach i porach. --Słucham tej płyty od 30 lat. Nigdy mi się nie znudziła. Kiedyś była jak szkoła, która umożliwiła mi dalsze kształcenie, bo gdyby nie Dębski, Soyka, Namysłowski, nikt by mi w tej realnej szkole (podstawówce do klas 8) nie powiedział, że zasługuję na muzykę tak zwaną niesłusznie "trudną", a przekładając na polski - najlepszą. Wcześniej żywiono mnie kroplówką muzyki łatwo sprzeda...jnej.