28.06.2026
Biografie miast to trend liczący co najmniej kilka ładnych lat i niezmiennie cieszący się uznaniem Czytelników. W formule raczej eseju, niż typowej pracy historycznej, ukazywały się już między innymi biografie Jerozolimy, Rzymu, Aleksandrii czy Stambułu. Co do zasady, autorzy tego typu publikacji traktują swoich „bohaterów” jak żywe organizmy, podlegające zmianom, odnoszące sukcesy i zmagające się z kryzysami. To rozsądne, a przede wszystkim atrakcyjne rozwiązanie, bo wówczas opowiadana historia nie jest wyłącznie zbiorem suchych dat i wydarzeń. Miasto tworzą bowiem przede wszystkim ludzie – oczywiście głównym motorem rozwoju są decyzje podejmowane przez władców i polityków, ale spojrzenie na dzieje społeczności tylko przez pryzmat ich działalności byłoby mocno niepełne. Kolejne strony w tej historii piszą bowiem także chociażby kupcy, architekci, czy artyści. To ich relacje z miejską przestrzenią są w tego typu publikacjach wyjątkowo istotnym elementem. Jonathan Keates, brytyjski historyk związany między innymi z Królewskim Towarzystwem Literackim, nie wyważa otwartych drzwi, ale bynajmniej nie uwłacza to jego autorskiej biografii Wenecji. Z całą pewnością autor kocha to miasto, uwielbia po nim wędrować, a książkę można potraktować jako zaproszenie do niespiesznego włóczenia się wąskimi uliczkami, od placu do placu, w rytm dzwonów bijących z wież tak licznych świątyń. Keates sam zaznacza, że nie stworzył pracy historycznej, skupiając się na „najważniejszych momentach w rozwoju tego niesamowitego miasta, stworzonego przez wyjątkową społeczność w wyjątkowych warunkach geograficznych, na przestrzeni tysiąca sześciuset lat jego istnienia.” Ta podróż przez wieki jest prawdziwą przyjemnością, gdy obcuje się z wyrafinowaną erudycją autora. Treść skrzy się od ciekawostek, a niektóre fragmenty wręcz kuszą, aby z książką pod ramieniem wybrać się na spacer uliczkami miasta na lagunie. Publikację przygotowało Wydawnictwo Literackie i trzeba przyznać, że wykonana praca zasługuje na wyrazy pochwały. Twarda oprawa, jakościowy papier, a przede wszystkim kilkadziesiąt ilustracji – map, zdjęć, reprodukcji obrazów. Treść podzielona została na 20 ułożonych chronologicznie rozdziałów, z przypisami na końcu książki i bibliografią dla tych, którzy bardziej chcieliby się zagłębić w dzieje Wenecji. Najbardziej fascynującym w dziejach miasta na lagunie jest proces jego wzrostu – od osady z drewnianymi chatkami, zbudowanymi przez zbieraninę uciekinierów szukających bezpieczeństwa i odpoczynku od wojennych zawirowań, które przetaczały się przez Italię na początku V wieku, po morską i handlową potęgę, która przez setki lat była jednym z głównych aktorów stosunków międzynarodowych w basenie Morza Śródziemnego. Symbolem trwałości miasta był kontynuowany przez niemal tysiąc lat system rządów – republikański, ale oczywiście z dużą domieszką kupieckiej oligarchii, na czele którego stał wybierano dożywotnio doża. La Serenissima („Najspokojniejsza”) już około 1100 r. stała się największym włoskim portem, z czasem zbliżając się do definicji mocarstwa regionalnego. Keates pisze wprost o Wenecji jako o imperium, choć bez rozbudowanej ideologii imperialnej, skupiającym się na ochronie najważniejszych lokalizacji, które gwarantowały przepływ towarów od partnerów handlowych, głównie ze wschodniej części basenu Morza Śródziemnego. Stąd też wenecka obecność na obu brzegach Adriatyku, na greckich wyspach z Kretą na czele, nad Morzem Czarnym i w Lewancie. Siła Wenecji opierała się nie tylko na handlowej potędze. Jej soft power to wyjątkowa zdolność wchłaniania wpływów z zewnątrz. To, co przybywa z daleka – idee, ludzie, zwyczaje czy estetyki – z czasem przestaje być obce. Zostaje włączone do miejscowej tkanki i staje się częścią opowieści, którą mieszkańcy snują o sobie samych. Właśnie w tej umiejętności przekształcania różnorodności w spójną całość kryje się jeden z najważniejszych elementów weneckiej sprawczości. Innym, nie mniej ważnym, są wysokie kompetencje dyplomatyczne. W tej dziedzinie ambasadorzy Republiki osiągnęli mistrzostwo, co oczywiście wynikało wprost z umiejętności typowych dla kupców – sztuki negocjacji, wymiany i ustępstw, targowania się, składania ofert. Na kartach książki nie mogło zabraknąć postaci, z którymi Wenecja kojarzy się najbardziej. Od słynnego podróżnika Marco Polo po dożę Enrico Dandolo, odpowiedzialnego za katastrofalne złupienie Konstantynopola w 1204 r. Liderów miasta z charakterystycznymi, rogatym nakryciem głowy zwanym corno dogale, poznajemy oczywiście więcej. Ich poczet kończy się na 1797 roku, kiedy w Wenecji pojawia się korsykański bóg wojny i nigdy już życie miasta nie było takie, jak wcześniej… Z resztą, pragnienie rzucenia Republiki na kolana kiełkowało w pozostałych włoskich miastach już od początku XIV wieku. Znaczenie polityczne Wenecji zaczęło spadać wraz z powstaniem nowożytnych mocarstw – Francji, Hiszpanii, Rosji, Austrii, Prus i Wielkiej Brytanii. Próbująca zachować neutralność mogła tylko prz
29.06.2026
Ależ to jest fascynująca lektura! Dawno nie wykorzystałam tylu znaczników podczas czytania! Coś wspaniałego. Jonathan Keates oferuje podróż przez 1600 lat La Serenissimy. Odkrywa fundamenty powstania Wenecji ( ciut podmokłe, ale wciąż dają radę). Próbuje ująć czym jest weneckość i skąd bierze się żądza przetrwania miasta na milionach pali. Przyznam, że dla mnie najciekawszym aspektem było właśnie odkrywanie ducha Wenecji, tożsamości jej mieszkańców, odkrywania stylu życia, który narodził się na lagunie i był tak bardzo odrębny. Skąd to głębokie poczucie autonomii i niezależności... Bo Wenecjanie czują się Włochami tylko wtedy kiedy im to pasuje, kiedy tego potrzebują. A z drugiej strony chłoną wszystko co obce i przekształcają na swoją modłę. Nie byłoby to możliwe gdyby nie mentalność kupiecka, która wszędzie widzi dobry interes - nawet podczas wypraw krzyżowych. I poczucie wspólnoty, gdzie dobro kolektywne jest ważniejsze od ambicji jednostki. Wenecjanie lubują się w mitach, tworzą własne o weneckiej wielkości. Nawet datę założenie miasta określili co do godziny - 421 rok, 25 marca, południe ( jakby ktos pytał). Poza tym publikacja Keatesa to kopalnia anegdot. Z dziedziny literatury i sztuki. Gratka dla pasjonatów, którzy lubią poszukiwać śladów swoich ulubionych artystów w konkretnych miejscach. Mann, Szekspir, Hemingway to tylko niektóre z nazwisk pojawiających się na kartach weneckiej historii. To jest jedna z tych książek, po lekturze której można sypać anegdotami jak z rękawa. Moja rodzina może potwierdzić. Tak tylko mówię, jakby było to dla kogoś ważne. To też świetny pomysł na prezent, bo wydanie zwala z nóg. Jest obłędne, bogate w dzieła sztuki i zdjęcia jak Wenecja w swoich najlepszych kupieckich czasach. Cała oprawa graficzna robi ogromne wrażenie. Wydawnicza perełka, do której będzie się wracało!