01.02.2022
klasyka, tradycja, co ważne płyta po masteringu, ale nie ma tej paskudnej kompresji jak chociażby w przypadku płyt Bathory, gdzie kompresja zniszczyła całą magię , nadal czuć odpowiednią dozę brudu, choć ten album najlepiej słuchać z winylu, fajna cd do samochodu. Ocena muzyki poza skalą bo to w końcu pionierstwo
24.09.2014
Któryż prawdziwy maniak metalu nie zetknąłby się z tą żyjącą od ponad trzech dekad legendą, skrywającą się pod niewinną postacią płyty? Już sama okładka jest wystarczająco wymowna, a prowokujące spojrzenie kozła z obrazka skutecznie zachęca do przestąpienia muzycznych progów bram Piekła… Debiutanckie wydawnictwo spod szyldu legendarnego zespołu Venom już we wczesnych latach osiemdziesiątych nie bez kozery budziło skrajne emocje - szok, strach i podziw na przemian – oraz totalnie zatrzęsło muzycznym rynkiem, nie tylko w ich rodzimej Anglii, ale i na całym świecie. Słuchacze jeszcze nigdy nie mieli do czynienia z tak unikalnym, niedającym się podrobić brzmieniem, które obecnie stanowi kwintesencję pierwszego metalu ekstremalnego.
Utwór otwierający album, „Sons Of Satan” to kilka minut totalnej, chaotycznej rozwałki, która jest jedynie wstępem utwierdzającym nas w przekonaniu czym Venom jest. Tytułowe „Welcome To Hell” jest niczym piekielny pociąg, który z każdą sekundą rozpędza się coraz bardziej i bardziej, by w końcu z impetem rozbić się o bramy Hadesu! Tajemnicze i porywające zarazem „Schizo” jest przestrogą, by nigdy nie ufać nieznajomym. „Mayhem With Mercy”, wbrew efektownemu tytułowi, jest chwilą akustycznego wytchnienia od jadowitej masakry, by zaraz po tym przygotować nas na usłyszenie „Poison” z chwytliwym refrenem, zawierającego typowy dla zespołu czarny humor. „Live Like An Angel (Die Like A Devil)” to oldschoolowa manifestacja magii Venom łącząca najlepsze cechy zespołu: grzmiący bas i gardłowy wokal Cronosa, świetny riff Mantasa oraz szybką, rytmiczną grę perkusisty Abaddona. Wsłuchując się w mroczne intro niezwykle klimatycznego i wściekłego „Witching Hour” możemy przenieść się wprost na sabat czarownic! Natomiast „One Thousand Days In Sodom” funduje nam nie całkiem darmową, ponieważ za cenę naszej duszy, wycieczkę na ziemie za murami Miasta Grzechu… Kawałek ten zawiera ponadto basowe solo Cronosa, które jeszcze dodaje mu smaczku! Następne jest pędzące „Angel Dust”, opowiadające o niewesołych konsekwencjach zażywania pewnego narkotyku. „In League With Satan” to iście nieśmiertelny, prawdziwy hymn czarnego metalu, porywający do walenia pięściami o ziemię i nienawistnego wtórowania gardłowemu warczeniu Cronosa. Album zamyka niesamowity, jadowity i jakże romantyczny (he he…), pełen klimatu utwór zatytułowany „Red Light Fever”. Rzężący riff i długa, piskliwa solówka, hipnotyzująca perkusja, wyjący bas oraz chrypliwy, drwiący śpiew tworzą mieszankę wybuchową, która coraz to bardziej się gotuje i osiąga swoje apogeum na końcu.
Niegdyś Venom czarował dźwiękiem winylu. Teraz mamy też możliwość posłuchania pierwotnego Armagedonu zamkniętego na płycie CD. Wydanie oficjalnie zremasterowane pod czujnym okiem wieloletniego frontmana grupy, Cronosa, zawiera także bonusy oraz studyjne odrzuty będące śmietanką dla każdego fana zespołu. Są to: surowa wersja „Angel Dust”, winylowy miks “In League With Satan” oraz “Live Like An Angel (Die Like A Devil)”, kultowe single “Bloodlust” I “In Nomine Satanas”, trzy kawałki demo z wczesnych dni zespołu, „Welcome To Hell” zawierające dodatkowe intro, niepoważne „Bitch Witch” oraz przezabawne wygłupy w studio uwiecznione na „Snots Shit”.
Venom osiągnął tytuł legendy zupełnie nieprzypadkowo i w pełni zasłużenie. Brudne, surowe, a zarazem porywające brzmienie na zawsze wyznaczyło kanony gatunku, gdyż okazało się kompletnym przełomem. Pomimo młodego wieku, ojcowie black metalu (a także jedni z prekursorów metalu ekstremalnego w ogóle) byli kamieniem milowym oraz inspiracją wielu późniejszych kapel uważanych obecnie za kultowe. Po sukcesie odniesionym przez angielski Jad sporo grup heavymetalowych zaczęto postrzegać jako grzeczne… Nad tą płytą nie ma się co rozwodzić, gdyż na zawsze bezapelacyjnie zmieniła oblicze muzyki. Nieodwołalny nakaz posiadania w kolekcji prawdziwego fana metalu. I wystarczy jej tylko posłuchać, by dowiedzieć się, w jaki sposób Diabeł powita nas kiedyś w swoim ognistym przybytku…