Każdy sprzedawca w empik.com jest przedsiębiorcą. Wszystkie obowiązki związane z umową sprzedaży ciążą na sprzedawcy. Za wysłanie produktu odpowiada sprzedawca.
jeśli lubisz mocne brzmienie z niecodziennym glosem to płyta tego zespołu jest warta każdych pieniędzy
Natalia
Zweryfikowany zakup
16.07.2021
Super płyta, co prawda wolę Indestructible ale to kwestia gustu naprawdę polecam kupić.
Marcin Wędzonka
Zweryfikowany zakup
14.09.2018
Kawał dobrej muzyki zagranej na najwyższym poziomie polecam !!!! Po prostu klasyka
MARCIN CHMIEL
Zweryfikowany zakup
23.01.2020
WSPANIAŁA PŁYTA!!! POLECAM. KAŻDY FAN MUSI JĄ MIEĆ W SWOJEJ KOLEKCJI
szyman760
Zweryfikowany zakup
08.10.2019
konkretna jazda, dobra muzyka do biegania tempowego
Anonim
Zweryfikowany zakup
23.09.2018
Starsza płyta ale dobra , warto .
Michał
Zweryfikowany zakup
14.09.2023
Mega album polecam 🔥🔥
Michał
Zweryfikowany zakup
12.08.2022
😀😀
Joanna
03.11.2018
„Sickness” to moim skromnym zdaniem jedna z najlepszych metalowych płyt XXI wieku! Jeśli ktoś szuka ciężkich, ciętych z precyzją szwajcarskiego zegarka riffów, soczystej, mocarnej wręcz produkcji oraz kapitalnych, nośnych melodii, wszystko to znajdzie właśnie na tej wzorcowej płytce. W ich twórczości nie uświadczymy na szczęście rzewnych balladek i większych zwolnień. Dla mnie to kawał soczystego, zagranego na światowym poziomie rockowego mięcha z zabójczym, przebojowym potencjałem, dostępnym tylko nielicznym wybrańcom. W ich twórczości znaleźć można też kawałki przesiąknięte psychodelią Tool! Nie jest to średniej jakości kopia genialnych kolegów po fachu, ale ambitna, pełnowartościowa inspiracja. Kwartet z Chicago nagrywa bowiem wyłącznie świetny materiał, brzmiący wspaniale, ciężko i nowocześnie, z doskonałymi refrenami, bardzo nośnymi, którym ducha nadaje wokal Draimana, bodaj największego atutu tego zespołu. Dorzućmy do tego solówki inkorporowane do twórczości z biegiem czasu coraz częściej, a otrzymamy przepis na mocne, współczesne amerykańskie granie. Disturbed trzyma swój własny niepowtarzalny styl, a ja słucham ich muzyki, bo jest potężna i świetnie ładuje moje baterie, powodując niekontrolowany wyrzut adrenaliny do krwi!
Joe Pistone
03.11.2018
Jestem lojalnym fanem najcięższych odmian rocka, wspieram, jak tylko potrafię ulubione zespoły, kupując płyty, koszulki, książki, i uważam, że jest to wspaniała sprawa. Nie inaczej jest w przypadku Disturbed, którzy w USA są uznawani za jeden z największych zespołów metalowych ostatniej dekady. Grupa potrafiła od samego początku kariery utrzymywać równą, wysoką formę. Kiedy muzycy w 2011 roku zapowiedzieli przerwę na bliżej nieokreślony czas, a lider David Draiman niezbyt optymistycznie wypowiadał się o przyszłości zespołu, wkurzyłem się nie na żarty! „Nie, to nie do wiary! Nie to być nie może!” – pomyślałem wówczas… Już pierwsza płyta była na tyle ciekawa, że otworzyła Disturbed drzwi do światowej kariery i sprawiła, że zespół wymieniany jest jako jeden z prekursorów nu-metalu, a mnie ten album pochłonął bez reszty! Znakomite utwory, które były energiczne i melodyjne jednocześnie, ciekawe aranżacje, zróżnicowany i gardłowy, ochrypły, niebywale ostry wokal Davida Draimana ze swoim legendarnym „szczekaniem”, okraszony różnymi innymi zwierzęcymi odgłosami i niezwykle ciekawym frazowaniem – to znak rozpoznawczy twórczości Disturbed. Nie jest to kwadratowe nu-metalowe granie, a dostajemy tutaj naprawdę kawał świetnej metalowej sztuki. Draiman śpiewa pomysłowo, każdemu numerowi dodaje swoistego kolorytu. Nawet kiedy zapędza się w mocno zrytmizowane fragmenty, nie kaleczy muzyki, wręcz przeciwnie, dodaje jej charakteru i wyrazu. Ten facet z dowolnego tekstu zrobi przebój, a to przyznacie, spora sztuka! Dodatkową atrakcją są ich teksty. Opowieści o tym jaki świat jest piękny i kolorowy amerykanie zostawiają innym. Tutaj mamy nieco mroczniejsze tematy, które bez wątpienia dodają tej muzyce pikanterii. Z założenia ich zróżnicowane liryki są odwołaniem do szaleństwa, pobytu w szpitalu psychiatrycznym, zagubienia, bólu istnienia oraz niezwykle traumatycznych przeżyć osobistych, głównie frontmana zespołu. W ich repertuarze znalazł się głośny utwór „3”, nagrany przez zespół jako wyraz ich wsparcia dla trójki, już od niedawna wolnych mężczyzn, którzy odsiedzieli 18 lat w więzieniu za morderstwo, którego - jak się finalnie okazało - nie popełnili. Ochrzczeni przez prasę mianem West Memphis Three, trafili przed ławę sądową z powodu ich miłości do muzyki metalowej.