04.12.2017
„Miłość nie powinna się wdzięczyć”, mówi sam autor przedstawiając nam okładkę. I „Miłość” zaiste się nie wdzięczy. Karpowicz stawia ten odważny krok w swojej pisarskiej karierze i odrywa się od swojej słynnej ironii, kąśliwości, pozostawia jedynie niepohamowaną wyobraźnię i umiejętność tworzenia alternatywnych światów dla przekazania swojej głównej myśli. Decydując się na szczerość, autor ryzykuje bycie osądzonym o gorzkie żale czy ekshibicjonizm. Jakimi sposobami próbuje tego uniknąć? Czym właściwie jest „Miłość” i co próbuje przekazać czytelnikowi? „Miłość” to przede wszystkim przykład powieści szkatułkowej. Karpowicz, by opowiedzieć o miłości stosuje tym razem zabawę różnymi konwencjami gatunkowymi w jednym dziele. Tak, jest to opowieść o dwóch gejach. Właściwie o wszystkich homoseksualistach tego świata. Ale nie powieść gejowska, wymyka się wszelkiej kategoryzacji, jest raczej coming-outowa. Czy w takiej powieści jest miejsce na kobiety? Tak, pojawiają się, mają bardzo istotne znaczenia, ale nie jest też im łatwo na kartach tej powieści, sportretowane są jednak empatycznie i wnikliwie. Karpowicz pisze o Miłości przez wielkie M. Bohaterzy muszą przejść jej różne stopnie, od wyparcia zaprzeczenia, destrukcji wstydu, wyszarpnięcia z sideł kłamstw. Przyznam, że bałam się ckliwości, zahaczeń o banał, potknięć w przekazie. Sam autor przyznaje, że zawsze najtrudniej utrafić mu w ton opowieści. Tę spisywał pięć lat i niezliczoną ilość razy modyfikował. Jak wybrnął z banału? W powieści nachodzą na siebie różne płaszczyzny namiętności, uderzają w siebie jak płyty tektoniczne i wstrząsają siłą przekazu. Walczą ze sobą powinności i sztywne ramy ustalonych zachowań, w których wnętrzu i poza nimi, nikt nie chce być samotny, ale każdego czeka jakaś forma bólu. Na „miłość” składają się cztery nowele, które przenika pewna wrośnięta natura kłamstwa. Kłamstwa jako brudu, który zmienia kolory i kształty. „Kłamstwo główne zniekształcające siebie” to oczywiście ukryta orientacja. To kłamstwo wrasta w nas razem z fabułą, ciśnie, upycha do szafy i nie pozwala z niej do końca wyjść. Przez wszystkie opowieści przewija się jakaś silna metafora „niewyjścia” z szafy. Przykrycie namiętności milczeniem, lokowaniem bohaterów w krainie snu, balansowanie między sną a jawą. Ostatecznie każdy tkwi w „świątyni kości” własnych serc. Piękno, Prawda i Dobro. Składniki miłości, tytuły nowel. Każda w innej formie i celowo odmiennej narracji. Pojawia się tu mrożąca wizja Polski wywróconej na drugą stronę nietolerancji. Dystopia, futurystyczna opowieść o kraju, w którym homoseksualizm usuwa się farmakologicznie. Zaczyna się od dworskiej opowieści o skrytych namiętnościach w tonie Iwaszkiewicza i po części do jego biografii się odwołuje. Sam Karpowicz dziękuję Iwaszkiewiczowi na końcu książki i przyznaje, że lektura jego listów do swojego kochanka miała na niego znaczny wpływ. Pojawi się też forma podobna do dziennika. Każda z nich ma własny język. W każdej miłość jest ością tnącą istnienia na kawałki trudne do poskładania. Możliwie, że każdy czytelnik przywiąże się tylko do jednej z tych opowieści. Jedna wybije się nad drugą, albo wszystkie będą gładko rezonować i odbijać się od siebie, bez wyraźnych granic i przypodobań. Jasnym jest jednak, że jedna z części pisana jest w narracji pierwszoosobowej, a pozostałe oddają głos bohaterom w określonym celu. Część w narracji pierwszoosobowej daje najsilniejszy i najbardziej intymny kontekst dla całej reszty, czyni te dzikie wizje uniwersalnymi, daje im kontekst wiecznej aktualności. Ta zmiana narracji jest tu świadomie najważniejszym zabiegiem. To reflektor oświetlający drogę do innych nowel, oślepiający homofobię. „Jutro nie będziemy tacy jak dziś” – to zdanie „pozytywka”, które nakręca powieść i pojawia się w niej więcej niż raz, w różnych formach i miejscach. Osadza się jednak w uniwersalnym kontekście. Karpowicz napisał książkę z nadzieją, że może uczyni świat odrobinę lepszym, zmieni coś, otworzy kogoś, przymknie usta homofobii. Żeby może „jutro ktoś nie był taki jak dziś”. Mam szczerą nadzieję, że to życzenie pana Karpowicza się spełni. Nie wiem czy to jest jedna z książek roku. Nie ma się co burzyć czy tak czy nie, ponieważ każdy ranking jest subiektywny i zawsze potyka się o gust czytelniczy oceniającego. Tak, piszę jako miłośniczka prozy Karpowicza, ale nie bez głębokiej refleksji i ostrej interpretacji. Rozumiem, dlaczego pan Karpowicz tę książkę wręcz musiał napisać. Może nie napisałby żadnej innej, póki nie powstawałaby TA. Ta, która przez samego twórcę jest określana mianem najważniejszej w dorobku i choćby dlatego każdy miłośnik i ciekawy odkrywca prozy polskiej może śmiało po nią sięgać, bo polski rynek wydawniczy, jak i sama Polska, takich książek potrzebuje. Im więcej mija czasu od lektury, tym mniej widzę w niej ckliwości i ekshibicjonistycznej spowiedzi, ale godnego uwagi traktatu o skutkach życia w zaprzeczeniu i brudnych kłamstwach.
06.09.2018
Nie rozumiem negatywnych recenzji tej ksiażki. Według mnie składa sie ona z sześciu bardzo interesujacych opowiadań na temat różnych rodzajów miłości i rozgrywajacych sie w różnych przestrzeniach czasowych: przeszłości, terazniejszości oraz bliskiej przyszłości. Bardzo podoba mi sie przewijajacy watek jednej sceny, która zdaje się pokonywać barierie czasu oraz nowatorski jezyk w opowiadania osadzonego w bliskiej przyszłości. Autor w bardzo interesujacy sposob przedstawia wizję panstwa autokratycznego, odzierajacego swych obywateli z każdej intymnej sfery ich życia. Uniwersalność przekazu podkreślaja też tytuły opowiadań: Prawda, Dobro, Piękno. Polecam!
14.01.2018
Pełna recenzja: http://przymuzyceoksiazkach.pl/2018/01/ignacy-karpowicz-milosc-recenzja/ “Miłość” to książka po prostu niedobra, mająca “momenty” i kilka ciekawych miejsc, ale jak na autora pokroju Karpowicza to zdecydowanie za mało. Po jego dwóch ostatnich książkach mieliśmy prawo oczekiwać czegoś naprawdę mocnego, tymczasem pod przykrywką nowej powieści dostaliśmy cztery niedopracowane niby-opowiadania, udające jakąś całość. Mam nadzieję, że to tylko wypadek przy pracy i niedługo znów będę mógł pisać o Karpowiczu “jeden z moich ulubionych pisarzy”. “Miłością” chwilo póki co się z tego grona wykluczył.