28.01.2019
To jest String Connection w zmienionym składzie (oprócz lidera Dębskiego i perkusisty dwaj muzycy są "nowi"), ale ma się wrażenie niekiedy, że lepszy, bo to, jak gra na gitarze basowej Z. Wrombel, zachwyca i samo wchodzi do podręczników nauki gry na tym instrumencie, a nawet Przybyłowicz, perkusista z kanonicznego składu grupy, brzmi wyjątkowo, dobrze nagrano jego instrument. Na waltorni i pianinie udziela się mistrz, wtedy jeszcze chyba nie w pełni rozpoznany jako ten z samego topu pianistów, Jagodziński. Zwraca uwagę niemal nieobecność skrzypiec, instrumentu lidera, ale w sensie muzycznym, ogólnym, nie umniejsza to wartości płyty. Ma ona wielką ekspresję dzięki dobremu nagraniu na żywo, a moim zdaniem słychać, jak zespół nabierał animuszu im dalej w las, bo pierwsze dwa utwory sa dość statyczne, ale potem... pojawia się jakośc nie zawsze obecna na płytach zespołu - czynnik live zadziałał, a swoje dodał po prostu wysoki poziom techniczny nagrania. Nieznającym grupy trzeba wyjaśnić: S. Connection to w zakresie kompozycji, stylu, w 90% lider Krzesimir Dębski, ale nie zaistniałby bez tak świetnych instrumentalistów, takich, którzy na pniu by byli "kupowani" na salonach jazzowych ojczyzny jazzu, USA. Najwyższy poziom wykonawczy w Europie, no i fenomen kompozytorski oraz zjawisko osobne - K. Dębski. I dla zachęty: to jazz bardzo przystępny nawet dla zazwyczaj niesłuchających go, ale na szczęście nie... smooth jazz, czyli nie "wyrób jazzopodobny", zbyt łatwy jak na oczekiwania ambitnych słuchaczy.
14.04.2024
Poprawię moją poniższą recenzję, wtedy podpisaną tylko pseudonimem. Nie wiem, dlaczego wtedy napisałem, że zwraca uwagę nieobecność skrzypiec, powinienem był napisać, że zwraca uwagę brak... klawiszy pod ręką lidera, bo skrzypce tam SĄ - klawisze zaś przejął wirtuoz fortepianu jazzowego A. Jagodziński. Może wtedy, gdy pisałem recenzję podświadomie jeszcze przeżywałem daremność poszukiwań wersji CD innego ich albumu pt."String Connection" (świetnego, nagranego, jeśli dobrze pamiętam w zagranicznym studiu lub tam poprawianego, o rewelacyjnym brzmieniu), bo TAM brakowało skrzypiec, a lider grał nawet na saksofonie - i na klawiszach, a brakowalo, jak i w omawianej tu płycie "live" saksofonisty Olejniczaka. ● Wszystko inne w recenzji z 28 stycznia 2019 potwierdzam, regularnie wracam do tego albumu, oczywiście kupionego w Empiku. W powietrzu anioły zaczynają przelatywać na nim po 2. utworze, gdybym miał robic playlistę na bezludną wyspę, to wybrałbym z tego krążka te utwory, nr 3-6. I podkreślę: wybornie nagrano sekcję rytmiczną, bezprogową gitarę basową Wrombla i perkusję Przybyłowicza, a w latach 80. jakos z basów na różnych polskich płytach, ale bywało, że i zagranicznych ulatywał gaz niskiego, soczystego tonu... a tu brzmienie jest doskonałe, od trzeciego utworu mam wrażenie, że czas przestał istniec, a ta muzyka weszła w jakąś niebiańską orbitę uniwersalnosci i nowoczesnosci. - Muzycy rockowi, choćbyscie mieli do konca zycia grac grunge czy heavy metal, posluchajcie jak ci faceci z sekcji rytmicznej wymiatają, zwłaszcza w utworze ostatnim, "Genealogy", wciskającym w fotel. [o dziwo na okładce brak tytułów utworów, są one na samej płycie]