12.01.2016
Nazwisko Barta stało się głośnie po brawurowym debiucie fabularnym Borysa Lankosza. Mowa o filmie „Rewers”, do którego Bart napisał scenariusz, wskrzeszając przy okazji jedną ze swoich dawnych postaci, która w powieści „Rien ne va plus” popełnia samobójstwo. Dzięki sukcesowi, jaki stał się udziałem wspólnego przedsięwzięcia obu Panów, twórczość tego starszego - Andrzeja, stała się nieco bardziej rozpoznawalna, a bezapelacyjnie na to zasługuje.
„Bezdech” to rzecz osobliwa. Jest z jednej strony próbą zbeletryzowania scenariusza filmowego, który przeleżał swoje w szufladzie (15 lat) i nigdy nie został zrealizowany, z drugiej to rodzaj pamiętnika twórcy, który dzieli się z nami walką o realizację swojego projektu. Projektu, który w końcu znalazł swój sceniczny wyraz w Teatrze Telewizji.
Perypetie głównej postaci, uznanego na świecie reżysera, absolwenta łódzkiej Filmówki, który po latach odwiedza stare kąty, dawnych przyjaciół i znajomych – słowem, konfrontuje się z przeszłością, przeplatają się z przemyśleniami samego Barta o swoim utworze, o bohaterach, o czytanych właśnie lekturach, o ludziach, którzy angażują się w jego przedsięwzięcie i o tych, którzy odcisnęli na nim swoje piętno.
„Razem z najlepszymi polskimi aktorami i wspaniałym operatorem (Witold Adamek) mam nadzieję stworzyć spektakl ważny artystycznie, ale też interesujący dla każdego widza. W tym celu wyposażyłem swojego bohatera w dubeltówkę. Kto wie, może wystrzeli? Jeśli nie, niechże nas przynajmniej postraszy”.
Cóż strasznego może być w sentymentalnej podróży opromienionego sławą w Hollywood reżysera? Może to być tytułowy bezdech, krótki moment zawieszenia między życiem a śmiercią – jak tłumaczy autor, moment, w którym uświadamiamy sobie cały bezmiar zmarnowanych okazji, a ciężar błędów i złych decyzji ściąga naszą duszę z chagallowskich przestworzy do boschowego piekła. Przerażająca jest też cała ta parada zgorzkniałych typów, z którymi spotyka się bohater, galerników wrażliwości, którzy przegrali, ponieważ przypadła im rola tych, którzy czują bardziej i nie mogą inaczej, choć może by chcieli i trochę zazdroszczą tym, którym w ich mniemaniu się udało.
„- Przyszedłeś się pochwalić? Siadaj i opowiadaj. Zawsze lubiłam tego słuchać.
- Mam mało czasu.
- Tak? To nie siadaj.
- Przepraszam, że to tak zabrzmiało, ale nie chodzi o czas dla ciebie.
- Nie? To siadaj.”
Faktycznie bohater nie ma zbyt wiele czasu, właściwie nie ma go wcale. Za chwilę rozstanie się z tym światem i nie jest do końca przekonany, czy ma czuć ulgę, czy żal. Podróż, którą odbędzie na kartach książki, oniryczna, na pograniczu surrealistycznej fantazji i rzeczywistości, przyniesie więcej pytań, niż odpowiedzi. Tego jednak właśnie oczekujemy po utworach wybitnych, prawda? „Bezdech” to utwór bardzo bliski twórczości uwielbianego przez Barta Tadeusza Konwickiego. Nie tylko w wydaniu literackim, ale też filmowym, kłania się nam tu zwłaszcza „Salto”, rzecz chyba najbardziej charakterystyczna dla tego wybitnego twórcy, a Bezdech jakby właśnie z jej ducha był wywiedziony.
02.12.2013
Bezdech Barta mocno mnie zaskoczył - pozytywnie oczywiście. Kiedyś oglądałem spektakl w teatrze telewizji a teraz wróciłem do niego pod postacią książki. Bardzo lubię takie książki, które oddziałują na wyobraźnię, a jednocześnie są bardzo realistyczne. Ta podróż Jerzego, jego rozterki i pytania o sens życia bardzo trafne i zmuszające do refleksji nad własnym życiem.
28.04.2015
Kiedy jest odpowiedni czas na załatwienie spraw, o których myślimy, że zawsze zdążymy? Kiedy należy spotkać się z dawno niewidzianym synem? Kiedy wyrównać rachunki? Bardzo dobra psychologiczna, obyczajowa i bardzo ludzka powieść. Rewelacyjnie się ją czyta a do tego skłania do rozważań. Szczerze polecam.