Każdy sprzedawca w empik.com jest przedsiębiorcą. Wszystkie obowiązki związane z umową sprzedaży ciążą na sprzedawcy. Za wysłanie produktu odpowiada sprzedawca.
Opis produktu
Założony w 1991 roku zespół z Kalifornii, ma na koncie swoim koncie pasmo sukcesów komercyjnych z przebojami takimi jak „Make Yourself” z 1999 roku, czy późniejsze „Nice To Know You” i „Wish You Were Here”. 6 lat po pojawieniu się studyjnej płyty zatytułowanej „If Not Now, When?”, Incubus wraca z ósmym albumem zatytułowanym "8" i udowadnia, że jest w najlepszej formie od lat!
Za produkcję "8" odpowiedzialny jest Dave Sardy, współtwórca brzmienia klasycznych albumów Oasis, Marilyn Manson czy System Of A Down. Singiel „Nimble Bastard” zwiastuje powrót do ostrzejszego grania, dzięki czemu album z pewnością przypadnie do gustu tym, którzy cenią Incubus za płyty z początkowego okresu zespołu. Jednak zgodnie z zapowiedziami wokalisty Brandona Boyda, nowy album to fuzja różnych, niejednokrotnie zaskakujących gatunków. Wśród gości pojawi się m.in. Skrillex oraz wokalista Deftones, Chino Moreno.
NA DZIEŃ DZISIEJSZY NAJLESZA GRUPA ROKOWA.POTWIERDZ TO OSTATNIA WYDANA PŁYTA
Joe Pistone
03.11.2018
Należę do tej grupy słuchaczy, którym zarówno stare płyty jak i ostatni album "8" z nowym materiałem Amerykanów bardzo przypadł do gustu. Najbardziej podoba mi się kawałek "Familiar Faces", ponieważ właśnie on jest świetnym przykładem idealnego połączenia dawnego stylu Incubus wraz z delikatnie nowym brzmieniem i produkcją. Brandon śpiewa w starym, lekko nawiedzonym stylu, a Mike Eizinger zasuwa lekko funkujący, żwawy riff. Całość zaś dąży do - oczywiście - przebojowego refrenu, który zapada w pamięć już od pierwszego przesłuchania. Kapela, mimo nawiązana do starszych dokonań, brzmi tu jednak dojrzale i głębiej. Spora w tym zasługa partii basu, które serwuje Ben Kenney. Doskonały jest też "Throw Out The Map". Na wielki finał najnowszego albumu Incubus zafundował moim uszom sporą dawkę gitar, rodem ze sceny Seattle lat 90-tych, zwłaszcza opłakiwanego obecnie wielkiego Soundgarden. W moim odczuciu kompozycja sięga do grunge’owych zagrywek gitarowych i jest jednym z najmocniejszych utworów na "8". Refren pozwala zanurzyć się w odjechanych dźwiękach, których w obecnych czasach trzeba szukać jak igły w stogu siana. O ile zwrotki są tutaj względnie spokojne, o tyle riff gitarowy rozpoczynający kompozycję potwierdza tylko fakt, że Incubus pomimo wielu lat na rynku muzycznym, należy do jednych z najbardziej wyróżniających się rockowych zespołów. Ten kawałek to dobry przykład na powrót do solidnej rockowo-funkowo-energetycznej formy, której zresztą ucieleśnieniem jest cały album "8", na który tak długo czekałem! Zdecydowanie dzięki takim kawałkom jak ten Incubus wciąż jest stanie przyciągnąć uwagę wiernych fanów ciekawymi rozwiązaniami, a tym samym starają się zatrzymać w brzmieniu trochę dawnych dźwięków. I za to należy im się ogromny szacunek, bo nie idą na łatwiznę. A przecież z taką pozycją w branży mogliby obrać kurs na łatwą kasę.
Joanna
03.11.2018
Ależ świetny krążek nagrał Incubus! Z płyty "8" najbardziej podoba mi się "Glitterbomb", który chyba najlepiej oddaje charakter całego albumu. Tak jak w przypadku wcześniejszych płyt, ta nowa zupełnie nie przypomina poprzedniczki. To kwintesencja Incubusa, ale podana w zupełnie innej formie niż dotychczasowe nagrania. Incubus udowadnia, że jeśli kocha się muzykę, to można nagrywać solidne i świeżo brzmiące kawałki nawet po ponad 20 latach działalności na rynku. Nowa płytka to faktycznie powrót do formy, kilka fajnych odwołań do przeszłości i szczypta bardzo współczesnych, producenckich czarów właśnie jak w "Glitterbomb", czyli długim, drapieżnym, rockowym numerze ze świetnym breakdownem. Moją uwagę zwrócił fajnie zdarty głos Boyda w kilku momentach. To efekt pracy pana producenta Dave'a Sardy'ego, który podobno zmuszał wokalistę do wielokrotnego śpiewania tych samych partii aż do zdarcia głosu. Super to wyszło! Z kolei taki "Love in a Time of Surveillance" ma bardzo fajny groove i czaruje doskonałą linią basu oraz rockową zadziornością - to najlepszy utwór na płycie! Bardzo mocny numer, zadziorny, ciut hałaśliwy z wyczuwalnym ładunkiem rockowym, wręcz odrobinę stonerowym, przy którym nie da się nudzić! Ściana dźwięku, mroczna, napędzana basem podróż. Czad! Muzycy postawili w nim na brzmienie i harmonie, co jest chyba najwięlszą zasługą gitarzysty Michaela Einzigera. Do tego niesamowity jak zawsze głos Brendana O'Briena, który jak mało kto potrafi nadać tej piosence głębi i organicznego charakteru. To mocny, wściekły, funkowo-metalowy numer, który zapewne sprawdzi się na żywo. Zachwycili mnie tu swoim zadziorem, energią i pozytywnym kopem, który sprzedali słuchaczom jeszcze w paru innych utworach na płycie "8"...
Vretiel
Empik recenzuje
10.04.2018
Biorąc pod uwagę rok 2017 muszę stwierdzić że był to czas powrotu zespołów dawnego amerykańskiego brzmienia wczesnych lat 2000. Wiele premier w roku ubiegłym było zaskoczeniem, jak w przypadku Papa Roach. Dużo zespołów zmieniało swoje brzmienie, ich styl już nie reprezentował dawnego sukcesu. Trudno winić artystę, że jego spojrzenie na świat się zmienia. Jednakże brzmienie Paramore już nigdy nie będzie tym samym. Słuchając płyty pod tytułem 8 nie mam nic do zarzucenia zespołowi. Jest to stare dobre brzmienie gitar, do którego jesteśmy nieprzyzwyczajeni. Nawet głos Brandona jest taki sam jak kiedyś. Słuchanie tych piosenek wybudziło we mnie wiele wspomnień z dawnych lat. Polecam każdemu, nikt nie będzie zawiedziony nową płytą Incubus.
MagdaDebinski
Empik recenzuje
06.08.2018
Super płyta, uwielbiam nieco funkowe brzmienie Incubusa i chętnie zobaczyłabym ich na jakimś koncercie w Polsce. O zespole usłyszałam dzięki znajomym którzy od dawna są jego fanami. Dla mnie Incubus okazał się nową jakością w muzyce, było to coś rześkiego i przyprawiającego o przysłowiowy zawrót głowy. Ostatnio jestem na etapie poznawania poprzednich płyt, są świetne. Wracając zaś do najnowszej ich produkcji, świadczy ona tylko o tym, że zespół cały czas się rozwija i to w dobrym kierunku. Na płycie jest kilka utworów które w ogóle nie chcą wyjść z głowy, State Of The Art cały czas rządzi moim umysłem.