29.12.2024
Tak się złożyło, że ten rok zaczęłam i kończę z klasyką literatury. W styczniu był to „Znachor” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, a na koniec grudnia sięgnęłam po „Pokój z widokiem” Edwarda Morgana Forstera. Nie było to z mojej strony zamierzone, ale wyszło idealnie, bo jak dobrze rozpoczęłam czytelniczo rok 2024, tak samo dobrze go skończyłam. ✨ „Pokój z widokiem” wydany został w 1908 roku i w dość lekki sposób przedstawia nam przywary angielskiej klasy średniej na początku XX wieku. Główną bohaterką jest młoda kobieta Lucy Honeychurch, którą poznajemy podczas jej podróży we Włoszech. Podczas wyjazdu doświadcza rzeczy, które budzą ją do głębszego przeżywania życia, ale pod wpływem konwenansów i wychowania, sama Lucy tłumi swoje pragnienia. Powieść jest bardzo lekka w odbiorze i mimo przeszkód, które nie omijają bohaterów, nie ma w niej dużego dramatyzmu. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest dobrą książką dla czytelników, którzy nie czytają dużo klasyki, bo raz, że wzbudza uśmiech, po drugie jest przystępnie napisana i przetłumaczona (w moim wydaniu z angielskiego przełożyła ją Paulina Maksymowicz), a po trzecie można podejrzeć zachowania, które kierują Lucy ze względu na czasy, w których żyje i ujrzeć, że spora część jej rozterek wcale się nie zmieniła przez kolejne stulecie. Postać Lucy zaskarbiła sobie moje względy, co tyczy się również George'a Emersona i jego ojca. Ten tytuł jest miłą odskocznią od tragizmu, który jest nieodłącznym elementem większości klasycznych powieści romantycznych. „Pokój z widokiem” był pozytywnym akcentem, który umilił mi świąteczny czas i mówi się, że dany tytuł często zyskuje na ocenie, gdy przeczyta się go w odpowiednim czasie i tak tutaj się zdarzyło.