Każdy sprzedawca w empik.com jest przedsiębiorcą. Wszystkie obowiązki związane z umową sprzedaży ciążą na sprzedawcy. Za wysłanie produktu odpowiada sprzedawca.
Poznajcie kobiety Stockton z owocowego zakątka Nowego Jorku – Pineapple Street!
Darley Stockton, od dziecka ciesząca się przywilejami najbogatszych, nigdy nie musiała martwić się o pieniądze. Postanowiła jednak podążyć za głosem serca i zrezygnowała z bogactw dla swojej nowej rodziny.
Sasha, żona jedynego syna Stocktonów, nie urodziła się w zamożnej rodzinie, a w domu męża czuje się jak w muzeum. Nikt nie liczy się z jej zdaniem, trudno jej się odnaleźć w towarzystwie, na przyjęciach ktoś zawsze myli ją z kelnerką...
Georgina, najmłodsza z rodziny Stocktonów, wychowana wśród bogactw, marzy o tym, aby pozbyć się ich ciężaru i związanych z nimi oczekiwań.
„Pineapple Street” to iskrząca humorem opowieść o złożonych relacjach rodzinnych i fascynującym życiu wyższych sfer. To historia, która w przewrotny sposób zadaje jedno z najstarszych pytań świata: czy pieniądze naprawdę dają szczęście?
„Mądra, szczera i zabawna”.
Helen Fielding, autorka książki „Dziennik Bridget Jones”
„Od wieków nie czytałem tak mądrej i zabawnej powieści”.
Kevin Kwan, autor książki „Bajecznie bogaci Azjaci”
“Jenny Jackson napisała piękną, wciągającą i wnikliwą powieść o różnicach klasowych, pieniądzach i miłości”.
Nick Hornby, autor zekranizowanej książki „Był sobie chłopiec”
Darley, Sasha i Georgiana Stockton pokazują nam skrawek swojego życia. Łączy je nazwisko i na tym podobieństwo się kończy. Darley i Georgiana są siostrami, a Sasha jest ich szwagierką. Dwie pierwsze opływają w bogactwie, które dziedziczą z dziada pradziada, z kolei Sasha pochodzi z klasy średniej. Darley jest żoną, matką, ale nie do końca kobietą spełnioną. Kocha męża i swoje dzieci, ale brakuje jej spełnienia zawodowego. Sasha w rodzinie Stockton czuje się jak intruz, który mieszka w muzeum bogactwa — chociaż to już jej dom, to nic nie może w nim zmienić. Szwagierki jej nie lubią, a mąż w jednej z rozmów zasugerował, że „on zawsze wybierze rodzinę”. No i jest Georgiana — najmłodsza z rodu, która wzbudziła moją najmniejszą sympatię, by nie powiedzieć, że wręcz antypatię. Rozpieszczona, rozkapryszona dziewczyna, która myśli, że zbawia świat, a tak naprawdę czyjś świat niszczy. „Pineapple Street” to obraz rodziny, z dość złożonymi relacjami. Głowy rodziny, czyli Chip i Tilda nam się pojawiają, ale jest to dość wymowny obraz — usunęli się w cień, bo nowe pokolenie przejmuje stery. Zamiast rozmawiać, córki grają z matką w tenisa, Podobał mi się przekrój społeczeństwa, który zaserwowała nam autorka. Mamy bogaczy i ich drugie połówki, które w luksusie się nie pławią. Gdy zestawiamy ich problemy, widzimy wyraźną różnicę. Książkę czyta się bardzo szybko, dostajemy perspektywę trzech różnych bohaterek, przez co widzimy szerszą perspektywę. Czy zabrzmi to dziwnie, jak powiem, że żadna z nich nie kupiła mnie w 100% ? Nie poczułam z nimi więzi, jednak ich historia mnie wciągnęła. Nie jestem do końca usatysfakcjonowana zakończeniem — rozumiem ideę, jednak cały przebieg książki w moim odczuciu nie doprowadził do cudownej „przemiany” Georgiany. Trochę wyglądało mi to tak, że przez całą historię widzimy wszystkie niesnaski i niedopowiedzenia, mamy kłótnię, a potem wszystko jest niemal sielankowe — no nie, ja tego nie kupuję, bo znając charaktery postaci, widzimy, że to wyszło dość nienaturalnie. Jednak książka mi się podobała, spędziłam z nią miły wieczór i zdecydowanie idealnie nadaje się na urlopowe czytanie.
Karolina
Zweryfikowany zakup
02.06.2025
amatorsko napisana, czasami czułam jakbym czytala opowiadanie na wattpadzie
burgundowezycie
26.07.2024
„Pineapple Street” autorstwa Jenny Jackson to debiutancka powieść pełna humoru i ironii, która wnikliwie opisuje życie amerykańskiej elity w sercu Brooklyn Heights. Autorka wprowadza nas w życie trzech głównych bohaterek, Darley, Sashy i Georginy, z których każda z nich walczy z różnymi aspektami swojego statusu społecznego i rodzinnymi oczekiwaniami. Darley Stockton, wychowana w luksusie i przywilejach, decyduje się na rezygnację z części rodzinnych bogactw, by poświęcić się nowej rodzinie. Mimo to, zdarza jej się żałować swojej decyzji i zmagać się z tęsknotą za dawnym życiem. Sasha, która poślubiła jedynego syna rodziny, Cord’a, lecz sama pochodzi z mniej zamożnego środowiska. Jej adaptacja do życia wśród bogaczy jest dla niej trudna, a w domu teściów często czuje się jak outsiderka, zmagająca się z subtelnymi uprzedzeniami i brakiem akceptacji. Natomiast Georgina, najmłodsza z rodziny Stocktonów, mimo że dorastała w dostatku, pragnie uwolnić się od ciężaru bogactwa i związanych z nim oczekiwań. Akcja książki toczy się w świecie prestiżowej dzielnicy Brooklyn Heights w Nowym Jorku, gdzie pieniądze i status społeczny odgrywają kluczową rolę, a relacje rodzinne są skomplikowane oraz pełne intryg i napięć. Rodzina Stocktonów, mimo swojej pozornie idealnej egzystencji, zmaga się z większymi oraz tymi mniejszymi problemami, które często wywołują więcej śmiechu niż współczucia. Autorka z dużą dawką ironii ukazuje absurdy i infantylność życia w luksusie, jednocześnie pozwalając nam na zrozumienie, że nawet najbogatsi ludzie mają swoje zmartwienia. Jenny Jackson umiejętnie przeplata narrację, pokazując świat Stocktonów z perspektywy zarówno członków rodziny - Darley i Georgina, jak i tych którzy dopiero do niej dołączyli - Sasha. Te trzy różne perspektywy, zarówno tych zrodzonych w bogactwie, jak i tych, którzy muszą się w nim odnaleźć, sprawiają że możemy zobaczyć pełniejszy obraz ich relacji rodzinnych, jak i lepiej zrozumieć ich przemyślenia i zmagania z jakimi się mierzą. To również historia o blaskach i cieniach życia w złotej klatce, która choć z pozoru się błyszczy, skrywa w sobie smutną prawdę, że nawet w świecie blichtru i moralnej dekadencji, prawdziwe szczęście bywa niezwykle ulotne i trudne do odnalezienia. „Pineapple Street” z jednej strony bawi, intryguje i zaskakuje, gdy z drugiej zaprasza do refleksji nad tym, czy pieniądze rzeczywiście mogę dać to prawdziwe szczęście czy tylko te pozorne. To książka, która jest doskonałym wyborem na chwile relaksu, oferując jednocześnie inteligentną rozrywkę i głębsze przemyślenia nad istotą życia w niewyobrażalnym przepychu. To książka, która idealnie odrywa od codziennych trosk zabierają nas w świat, gdzie każdy problem wydaje się być mniejszy, gdy można go rozwiązać za pomocą czeku i znajomości, a dodatku w przyjemnym i luksusowym otoczeniu. Jeśli lubicie czytać książki, które z humorem opowiadają o złożonych relacjach rodzinnych wyższych sfer, koniecznie sięgnijcie po te książkę! Dziękuję za zaufanie i egzemplarz do recenzji od @wydawnictwootwarte (współpraca reklamowa) 🩷.
Nieskończona Opowieść
27.07.2024
"Zadałaś sobie kiedyś pytanie: czy ja właściwie jestem dobrym człowiekiem? Czy idę przez świat i niszczę go, zamiast poprawiać?" Myślę, że to pytanie jest niepokojąco głębokie i stanowi trafne podsumowanie powieści. A idąc krok dalej - czym jest dla was bogactwo i jak według was warto nim zarządzać? Na co przeznaczyć fortunę? Co jest moralne, a co wątpliwe i egoistyczne? Czy bogaci ludzie nic nie muszą, czy jednak mierzą wysoko? Czy ogromne, minimum siedmiocyfrowe kwoty na koncie zmieniają człowieka na gorsze, czy przeciwnie, pomagają mu otworzyć oczy na więcej aspektów? Tak, trochę dużo tych znaków zapytań i całe szczęście! Pobudzają do refleksji, co uważam za duży walor, zważywszy na fakt, że sama historia mnie - nomen omen - nie kupiła. Chociaż owszem, będzie doskonała dla osób delektujących się umiarkowanym, spokojnym rytmem akcji. Będzie odpowiednia, jeśli szukamy wielu szczegółów dnia codziennego, a mnogość nazwisk i różnych nazw nie przeszkadza nam w odbiorze. Wreszcie, może stanowić udaną lekturę, jeśli gustujemy w stonowanych powieściach, nie wymagających naszego nadmiaru emocji i reakcji. No i rzecz jasna, jeśli nie mamy nic przeciwko, aby zanurzyć się w przepychu i blichtrze i jego nieco stereotypowym odcieniu. "Pineapple Street" przepleciona jest głównie historiami trzech odmiennych od siebie kobiet: Darley, Georgiany i Sashy, będących na różnym poziomie finansowym i cechujących się innymi przymiotami, podejściem do życia i swojego statusu majątkowego. I przyznam, że to było interesujące wysnuwać te kontrasty, szukać odrębności. Czekałam jednak na więcej. Myślę, że wątek Georgiany wzmógł moją uwagę, ale poza tym czułam, jakbym błądziła tylko po powierzchni, albo była obserwatorem za dużym drzewem, który przysłania to, co w środku. Zabrakło mi angażującego stylu powieści, choć śmiem sądzić, że mógł to być specjalny zabieg. Być może to bardziej do nas należało wysunięcie wniosków i ocena tego, co jest dobre, a co złe. Teraz pozostawiam to wam do werdyktu i własnych rozważań zainspirowanych powieścią. PS. Ale okładka jest mega! Jak sądzicie, bogactwo może mieć więcej jasnych czy ciemnych stron?
telrhosien
06.08.2024
Żeby odpowiednio ocenić tę książkę, trzeba zdać sobie sprawę z jednego - to nie jest książkowy odpowiednik Sukcesji, a fani serialu, którzy oczekiwać będą podobnego poziomu dramaturgii, poczują się zawiedzeni. Nie dlatego bynajmniej, że książka jest zła czy nudna. Ale to z pewnością nie dramat, a bardziej lekko cukierkowa baśń o bogaczach, którzy nie są do cna zepsuci lub próbują się zrehabilitować. Fabuła powieści skupia się na trzech kobietach z rodziny Stocktonów, bardzo zamożnych nowojorczyków z długą tradycją dziedziczonego i pomnażanego majątku, ale nie krezusów pokroju Billa Gatesa. To wciąż wyższe sfery, w których tragedią dnia może okazać się nieudana dekoracja stołu podczas tematycznego przyjęcia, ale nie nazwisko, które otwiera drzwi na całym świecie. Z trzech kobiet, wokół których rozgrywają się powieściowe wątki, dwie urodziły się w bogactwie i pewne rzeczy zawsze uważały za pewnik. Na ich przykładzie autorka ciekawie pokazuje, jak bardzo uprzywilejowana pozycja wynikająca z zasobów rodzinnych wpływa na ich postrzeganie świata i innych ludzi, ale też wzajemne rodzinne relacje. Darley i Georgiana swój poziom życia traktują jako pewnik. Zwłaszcza najmłodsza Georgiana, która nie zastanawia się nawet nad tym, czy jej zarobki pozwoliłyby na choćby w części tak spokojne życie. W kontrze do nich pojawia się postać Sashy, żony ich brata, dla której to życie jest obcym terytorium, w którym nie umie do końca się odnaleźć. Najciekawszym aspektem tej historii było to, jak bardzo doświadczenia życiowe Sashy różnią się od doświadczeń Stocktonów, mimo iż dziewczyna nie pochodzi całkiem z nizin społecznych. Wychowywała się przecież w domu pełnym miłości, w którym zawsze starczało na podstawowe potrzeby, a jednak jej styl życia, doświadczenia związane ze sposobem spędzania wakacji, pracą w weekendy itp. są dla jej nowej rodziny całkiem egzotyczne. Ciekawie portretuje też autorka rodzinne relacje w gronie Stocktonów i sposób, w jaki nieświadomie zwierają szyki wobec wszystkiego, co uważają za zagrożenie zewnętrze dla siebie i majątku. Uświadomienie sobie tego, jak niesprawiedliwie traktują Sashę, to prawdziwy proces i wypada całkiem ciekawie. Natomiast niezupełnie udało się autorce porównanie między zachowaniem Georgiany i Stocktonów wobec Sashy a Sashy i jej rodziny wobec jej byłego chłopaka. Akcja powieści płynie niespiesznie, a autorka - skupiając się na trzech bohaterkach, bardzo słabo charakterologicznie rozwija pozostałych bohaterów. Zwłaszcza mężczyźni są w tej opowieści ledwie statystami, potrzebnymi jedynie do odegrania bardzo konkretnych ról w historii. Dowiadujemy się o nich tyle, ile jest potrzebne do pchnięcia kobiecej części historii, ale nie przechodzą oni w czasie fabuły żadnej istotniejszej przemiany. Dramaturgia oscyluje emocjonalnie na poziomie bajki o dobrych bogaczach, którzy popełniają błędy, ale są na tyle otwarci, że w końcu dostrzegają swoje błędy i od ręki obierają kurs na właściwe tory. Jeśli więc szukacie emocjonalnego kotła i fabularnych fajerwerków, to nie tędy droga. Powieść jest raczej niewymagającą lekturą, po którą z przyjemnością możecie sięgnąć w leniwe popołudnie. Na tyle ciekawa, by utrzymać uwagę - i złaknionym lekkiej lektury zapewnić przyjemność - ale odrobinę przewidywalna i niewymagająca mocnego zaangażowania. Coś jak przyjemna, typowa komedia romantyczna. Nie znajdziecie tu wnikliwej diagnozy społecznej ani błyskotliwych zwrotów akcji. Jest za to spokojna opowieść o rodzinnych relacjach w warstwie społecznej, na którą zwykli ludzie spoglądają często z zazdrością. To kameralna, spokojna historia, która z dość banalnych refleksji uczyniła swój atut. To rzeczywiście typowa lektura na wakacje. Lekka, przyjemna w odbiorze, z ciekawą, choć nieprzesadnie zawiłą fabułą. Jednak pozostaje bajką, romantyczną nieco wizją świata bogaczy, którzy prowadzą swoje zwykłe życie, tylko na nieco innym niż my poziomie, i próbują odnaleźć się w relacjach rodzinnych i partnerskich. Bardziej przypomina zbiór opowieści, wycinków z biografii bohaterek, które pojawiają się jak odcinki serialu, bez skonsolidowanej, zmierzającej w konkretnym kierunku osi fabularnej. Takie rodzajowe scenki mogą mieć swoich miłośników, tym bardziej że książkę dość przyjemnie się czyta. Jednak dla mnie to odrobinę za mało, a powieść nieco rozminęła się z moimi oczekiwaniami.
Czytelniczka Gosia
28.07.2024
Stocktonowie zamieszkiwali owocowy zakątek Nowego Jorku tworzony przez „Pineapple, Orange i Cranberry Street, czyli trzech równoległych pasach brooklyńskiego cypla.” Ród Stocktonów specjalizował się w nieruchomościach, a może odpowiedniejsze byłoby powiedzenie, że męska część rodu specjalizowała się w nieruchomościach, czyli senior Charles Edward Colt Stockton wraz z synem Cordem, natomiast damska część rodu, czyli Tilda, seniorka i dwie córki Darley i Georgiana zajmują się rodzinami, choć gwoli uczciwości Georgiana zajmuje się działalnością filantropijną. Poprzez „wżenienie się” do rodu należą również mąż Darley Malcom i żona Corda Sasha. Bycie członkiem elity Nowego Jorku nakłada na każdego członka rodu pewne obowiązki oraz oczekiwania, zwłaszcza jeśli nie jest się jednym z nich. Kobiety rodu Stocktonów będą musiały zdecydować, co jest ważniejsze: pieniądze czy rodzina, a może spełnianie swoich marzeń? “Pineapple Street” Jenny Jackson to opowieść o kobietach, których znaczna część urodziła się ze srebrną łyżeczką w ręce. Wydawać by się mogło, że ich życie jest lekkie, skoncentrowane na zakupach i przyjemnościach. Opowieść skupia się na trzech młodych kobietach: Georgianie, najmłodszej córce Stocktonów, której rodzice mogli poświęcić najwięcej czasu, która marzy o szczęśliwej miłości i większym zaangażowaniu się w działalność filantropijną, Darley starszej siostrze Georgiany, która musiała wybrać pomiędzy miłością a pieniędzmi, po urodzeniu dwójki dzieci, zrezygnowała z pracy, poświęcając się rodzinie i karierze męża oraz Sashy, żonie Corda, pochodzącej z dużo mniej zamożniejszej rodziny, która odmówiła podpisania intercyzy i która mimo starań wciąż nie potrafi się wpasować do rodziny. Tilda, seniorka rodu jest postacią poboczną, która ma ona duży wpływ na rodzinę, a jej głównym „zmartwieniem” są tematyczne przyjęcia. Kobiety spotykamy w momencie, gdy znajdują się na życiowym zakręcie i każda z nich na własny sposób próbuje wyjść z niego obronną ręką i najlepiej bez mówienie o tym rodzinie. Bo przecież nic nie jest ważniejsze niż pozory, prawda? A w pozorach i konwenansach nowojorskie elity nie mają sobie równych. Jackson pokazuje nam życie jednej rodziny, jej skomplikowane relacje, trudności komunikacyjne związane z oczekiwaniami rodziny. W tle cały czas przewija się motyw niemałych pieniędzy, których zabezpieczanie dla kolejnych pokoleń wydaje się najważniejszą sprawą. Oprócz rodzinnych dramatów, autorka postanowiła pokazać czytelnikom niezwykłe życie „po godzinach” nowojorskich bogaczy, skupiając się wspomnianych wcześniej tematycznych imprezach, bankietach, zbiórkach charytatywnych. Na życiu, o którym zwyczajny nowojorczyk może tylko przeczytać na łamach kolumn towarzyskich. Choć powieść klasyfikowana jest jako literatura piękna, to ilość wątków obyczajowych mogłaby moim zdaniem zaklasyfikować tę powieść jako obyczajową. Znajdziemy tu sporo gorzkich przemyśleń głównych bohaterek, skłaniającą do refleksji, jak bardzo pieniądze wpływają na życie tych, którzy teoretycznie o pieniądze nie muszą się martwić i których życie często jest obiektem zazdrości. Jak wspomniałam historia koncentruje się na kobietach rodu Stocktonów i przez znaczną część książki podzielonej na rozdziały skupiające się na poszczególnych bohaterkach, nie ma większych połączeń między nimi, dopiero końcowe rozdziały łączą je ze sobą. Warto wspomnieć, iż w powieści znajdziemy sporo opisów, które pozwalają na lepsze wyobrażenie sobie scenerii czy postaci. Dla mnie osobiście takie opisy są na plus, jednak wiem, że nie wszyscy to lubią. Warto również wspomnieć o narracji, która czasami ma gorzkie zabarwienie, czasami sarkastyczne, czasami romantyczne, a czasami pensjonarskie (rumienienie się Georgiany przywodzi na myśl urocze pensjonarki z XIX-wiecznej literatury). Choć jest to jednotomówka, zakończenie pozwala sądzić, że możliwa jest kontynuacja. Zdaje sobie sprawę, że powieść nie wszystkim przypadnie do gustu, jednak ja spędziłam z nią przyjemny czas, przenosząc się do Nowego Jorku, innego niż dotychczas przedstawianego w literaturze. Polecam samemu wyrobić sobie zdanie o tej powieści.
Żaneta
02.08.2024
Bogactwo. Z czym Wam się kojarzy? Hmmm… trudne pytanie dla mnie samej. Marzymy o dużych pieniądzach, ale czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałoby Wasze życie, gdybyście na koncie albo w funduszu powierniczym mieli 37 milionów dolarów? (A tyle pieniędzy ma Georgiana, główna bohaterka „Pineapple street”!) Dla mnie bogactwo jest bezcenne, a jego składnikami są: zdrowie, szczęście, miłość, spokój i poczucie bezpieczeństwa moje i moich bliskich. Tylko tyle i AŻ tyle. Zapraszam Was na moją recenzję, tym razem lecimy do Nowego Yorku! Nowy York, wielkie Jabłko, miasto wielu możliwości: artystycznych, biznesowych, kulturalnych. Autorka Jenny Jackson zabiera nas w podróż po Brooklyn Hights, tuż przy Brooklyn Bridge (fenomenalny, zapierający dech w piersiach most łączący Brooklyn z Manhattanem), a dokładnie na ulicę Pineapple Street. Poznajemy rodzinę Stockton’ów. Tilda i Chip to rodzice trójki dorosłych dzieci: córki Darley, syna Cord’a i najmłodszej Georgian’y. Wydawać by się mogło, że bogactwo finansowe pozbawia ludzi problemów, czy aby jednak na pewno? Będąc bogatym to dopiero jest kłopot. Mówicie nie? A co powiecie na brak możliwości podejmowania samodzielnych decyzji w dorosłym (!) życiu bez ingerencji i zgody rodziców? Teoretycznie jesteście z bogatej rodziny, a co należy do Was, jest Waszą własnością? Okazuje się, że Georgiana nie może żyć życiem jakim by chciała, bo jej fundusz powierniczy nadzoruje jej matka i doradca finansowy wybrany jeszcze przez jej dziadka. Każde wydanie przez nią pieniędzy musi być zaakceptowane… Darley rezygnuje ze swojego funduszu powierniczego w imię miłości i zaufania do swojego męża, zatem nic nie ma… Cord ma ciężki orzech do zgryzienia, bo Sasha jego partnerka pochodząca z klasy średniej nie wszystko rozumie… Jaką decyzję podejmie Sasha i czy ich związek wytrzyma tę próbę? Do jakich wniosków dojdzie Georgiana po wielkiej stracie, której doświadczy? Czy Darley osiągnie zamierzony cel i odnajdzie radość życia? Przekonajcie się sami, serdecznie Was zachęcam. Czytając „Pienapple street” cały czas w głowie dźwięczało mi pytanie: „czy pieniądze dają szczęście”? W tej historii nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony je dają, z jednoczesnym poczuciem bezpieczeństwa o przyszłość nawet w przypadku np. utraty pracy a z drugiej strony… zabierają wolność, zamykają w klanie innych bogatych ludzi… Bardzo podobały mi się prowadzone przez Autorkę Jenny Jackson wątki relacji pomiędzy rodzicami-dziećmi, pomiędzy rodzeństwem oraz pomiędzy partnerami dzieci. Tilda i Chip to przykład kochających rodziców, którzy zdecydowanie troszczyli (i nadal troszczą się) o swoje potomstwo. Darley jako matka i jako kobieta zrobiła na mnie największe wrażenie. Podjęła trud opieki i wychowywania swoich dzieci za cenę swoich ambicji i kariery a dodatkowo bardzo wspierała swojego męża Malcolma. Familia ma jednak i dysonanse, konflikty, których przyczyną są nie tylko pieniądze ale i każdego z osobna próba życia według własnych określonych zasad, co nie zawsze jednak jest możliwe. Altruizm Georgiany wzbudził mój podziw a jej upór i determinacja w osiągnięciu wymarzonego celu (naprawdę szlachetnego) i z biznesowego punktu widzenia godna zachwytu: „- Mamo, według mnie ubóstwo to naprawdę istotny temat na rozmowę przy stole – zaoponowała Georgiana. – Moim zdaniem to błąd, że w naszej rodzinie porusza się tylko bezpieczne tematy. Powinniśmy rozmawiać o tym, jak żyje się reszcie świata”. Jenny Jackson swoim debiutem „Pineapple street” oczarowała mnie szczerością i empatią opowiadania o pieniądzach w rodzinie. Niezwykle refleksyjna powieść o życiu bardzo bogatych ludzi w blasku i cieniu ich własnego blichtru. Za propozycję współpracy przy tym tytule i egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu Otwarte.
anonymous
04.08.2024
Pierwsze zdanie: "Curtis McCoy przyszedł za wcześnie na umówione na dziesiątą spotkanie, usiadł więc z kawą przy oknie, gdzie czuł rozwodnione kwietniowe słońce". To fascynująca i literacka podróż przez życie wyższych sfer, gdzie bogactwo stanowi tło dla ludzkich emocji, konfliktów i pragnień. Narracja prowadzona jest z perspektywy trzech kobiet – Darley, Georgiany i Sashy – takie spojrzenie umożliwia czytelnikom głęboki wgląd w różnorodne aspekty luksusowego życia. Darley, nigdy nie musiała martwić się o dobrobyt. Decyduje się jednak zrezygnować z bogactwa na rzecz rodziny, pokazując, że serce ma większą wartość niż materialne dobra. To historia kobiety, która wybiera miłość i bliskość ponad wygodę. Georgiana, wychowana w przepychu, nieustannie zmaga się z oczekiwaniami innych. Jej postać (najbardziej intrygująca według mnie) walczy z problemami sercowymi i stratą, której nie może załagodzić żadna luksusowa rzecz. Próbuje znaleźć sobie miejsce w tym pozornie pięknym, lecz wewnętrznie skomplikowanym świecie. Sasha, nowicjuszka w rodzinie bogaczy, stara się odnaleźć w nieznanym jej miejscu. Doświadczenia tej kobiety ukazują, jak trudne może być dostosowanie się do rodziny o zupełnie innych wartościach i zwyczajach. Każda z tych kobiet przechodzi znaczącą przemianę, którą możemy śledzić na kartach książki. Różne wydarzenia, z którymi muszą się zmierzyć, przyczyniają się do ich rozwoju i wewnętrznej transformacji. Ich osobiste wyzwania i doświadczenia kształtują je na nowo, pokazując, że prawdziwa siła i wartość człowieka nie zależy od majątku, ale od zdolności do adaptacji i rozwoju. Książka "Pineapple Street" to nie tylko opowieść o bogactwie, ale przede wszystkim o ludzkich emocjach, reakcjach i funkcjonowaniu w społeczeństwie. Autorka z humorem i ironią ukazuje, że bez względu na status majątkowy, każdy z nas boryka się z podobnymi problemami i dylematami. Skłania do refleksji nad istotą pieniądza, przypominając, że nie wszystko można za niego kupić. Ironiczne komentarze dotyczące współczesności dodają lekturze lekkości i inteligentnego humoru, pozostawiając czytelnika z głęboką refleksją nad prawdziwym źródłem szczęścia. W książce znajdziemy różnorodne motywy, takie jak: • Rodzina i relacje międzyludzkie: przedstawione są skomplikowane więzi między członkami rodziny, ich oczekiwania i konflikty. • Miłość i poświęcenie: ukazane są różne aspekty miłości, od romantycznych uniesień po trudne decyzje wymagające poświęceń. • Poszukiwanie tożsamości: bohaterki zmagają się z odkrywaniem własnego ja, próbując zrozumieć swoje miejsce w świecie. • Kultura wyższych sfer: książka krytycznie przygląda się życiu elit, ich przywilejom i pułapkom. • Oczekiwania społeczne: poruszane są tematy związane z presją otoczenia i próbami sprostania cudzym oczekiwaniom. • Strata i żałoba: emocjonalne przeżycia związane ze stratą bliskich i próby radzenia sobie z odejściem kogoś. "Pineapple Street" jest napisana przystępnym językiem, nie można odmówić jej lekkości i tego, że szybko się ją czyta – to idealna pozycja na wakacje i dokładnie taka książka, jakiej potrzebowałam w tym momencie. Mimo wszystko, zostawiła mnie z wieloma pytaniami, zwłaszcza tymi dotyczącymi pieniędzy i relacji międzyludzkich. W tej opowieści odnajdziemy zarówno elementy rodem z "Dynastii", jak i "Plotkary", co czyni ją wyjątkową mieszanką luksusu i głębokich, ludzkich przeżyć. "Pineapple Street" to pozycja, która nie tylko bawi, ale i zmusza do zastanowienia się nad tym, co naprawdę ma znaczenie w życiu. W końcu, prawdziwe bogactwo kryje się w sercach, wewnętrznej sile, wytrzymałości nie na kontach bankowych. Pieniądze pomagają, ale nie kształtują. PS: czekam na film, bo prawa do ekranizacji nabyła już podobno firma Picturesart!
Rude Kadry
07.10.2024
"Pineapple Street" jest dla mnie swoistą satyrą społeczną, połączeniem "Dynastii" i trochę "Diabeł ubiera się u Prady". Tam liczą się pozory, wysokość funduszu powierniczego, metki od znanych projektantów... Czy wspomniałam już o pozorach? Od tej powieści wręcz bije vibe "old money", ale przeplatane jest to mniejszymi, bądź większymi dramatami, które możemy spotkać nie tylko u tych obrzydliwie bogatych. Nowojorska "socjeta" rządzi się swoimi prawami, na ten temat powiedziano już praktycznie wszystko, ale Jenny Jackson wprowadza powiew świeżości do tej dobrze już poznanej, elitarnej społeczności. Moi drodzy, witam Was na Pineapple Street! Główne skrzypce w powieści grają trzy kobiety Darley, Sasha oraz Georgiana. Każda z nich jest na innym etapie życia, każda ciągle szuka swojego "złotego środka", próbuje się odnaleźć. Fabuła kręci się wokół życia pań Stockton, które nie dość, że zmagają się bolączkami współczesnego świata, jednocześnie mierząc z ciężarem oczekiwań, to jeszcze dodatkowo nie potrafią się dogadać. Sasha, nowy nabytek w rodzinie, próbuje wprowadzić powiew świeżości do skostniałej nowojorskiej socjety. Darley stara się pogodzić życie młodej mamy i żony z wyrzutami sumienia, że jej dyplom się kurzy. Georgiana, najmłodsza z nich, wikła się w romans z nieodpowiednim mężczyzną, ale to dopiero początek nieoczekiwanych wypadków w życiu tej biednej bogatej dziewczynki. "Pineapple Street" swoją siłę ma w bohaterkach. Choć bywały momenty, gdy przewracałam oczami z pobłażliwym uśmiechem oceniając zachowanie pań z rodu Stockton, to naprawdę je polubiłam. Momentami bywały wręcz nierealne, lekko przerysowane, ale właśnie w tym tkwi ich urok. Autorka w nieszablonowy sposób przedstawiła życie ludzi niezwykle majętnych, trochę ich obnażyła, zdjęła zasłonę czegoś nieosiągalnego i pokazała ich jako zwykłych przedstawicieli rodzaju ludzkiego. Język autorki jest bardzo przyjemny, przez powieść dosłownie się płynie. Lekkie pióro Jackson doskonale współgrało z ciekawie skonstruowaną fabułą oraz dramatami Stocktonów. Jenny Jackson w perypetie bohaterek wplata też rozważania na temat tego, czy pieniądze faktycznie dają szczęście. A może jednak ograniczają? Są zbrukane machlojkami poprzednich pokoleń? Takie dywagacje sprawiały, że sama starałam się po kolei stawiać się na miejscu Sashy, Darley czy Georgiany i zastanawiać się, co bym zrobiła. To było ciekawe doświadczenie, ale tak samo jak ta powieść, nie dało mi jednoznacznej odpowiedzi. Chyba chodzi o ten mityczny złoty środek. W końcu nie ma znaczenia, czy na koncie ma się miliony czy jednak debet, póki jest się dobrym człowiekiem. Z "Pineapple Street" aż emanują iskry humoru, ale przeplatane są też smutnymi, poważnymi wydarzeniami, rodzinnymi niesnaskami. Jackson szczegółowo analizuje relacje wśród Stocktonów obnażając ich wady i zalety, nikogo nie oczerniając ani nie wybielając. To groteska, satyra, komedia i obyczajówka w jednym - z każdego gatunku ma to, co najlepsze, a taki literacki miszmasz dał mi nie tylko rozrywkę, ale też sporo przemyśleń. Z całego serca zachęcam do przeczytania tej powieści. To relaksująca, a zarazem bardzo życiowa książka, którą warto poznać.
chabrowacczytelniczka
13.08.2024
Wiadomo, bez pieniędzy życie jest niemożliwe, ale im więcej czytam czy słucham podcastów myślę, że szczęścia nikt ani nic nie może nam podarować ani tym bardziej je zabrać. To całkowicie indywidualne odczucie i spojrzenie na świat, które potrafi ucieszyć się z większości wydarzeń, zwłaszcza tych drobnych i codziennych. Czy rodzina z książki Pineapple Street, zamieszkująca rezydencję przy ulicy z tytułu jest tak naprawdę szczęśliwa? Pieniędzy zdecydowanie im nie brakuje. Mówimy o bogactwie tak ogromnym, że rodzina jest w stanie wykupić większość posiadłości przy reprezentacyjnej dzielnicy, nawet te kosztujące, bagatela, kilkadziesiąt lub kilkaset milionów dolarów. Są wysportowani, grywają zwłaszcza w tenisa, zawsze świetnie ubrani. Autorka w odrobinę krzywym zwierciadle pokazuje obrzydliwie ogromne bogactwo i pozwala zastanowić się czy daje ono szczęście. Bohaterki po wyjściu ze strefy komfortu szybko uświadamiają sobie, że coś jest nie tak i bańka, w której tkwiły oszukiwała nawet je same. Każda z trzech kobiet, z których perspektywy przedstawiono wydarzenia jest zupełnie inna. Darley, jedna z sióstr Stockton zrezygnowała z majątku rodzinnego w imię miłości. Tylko w tamtym momencie jej mąż również świetnie zarabiał, więc czy to było wielkie poświęcenie? Georgina, najmłodsza z rodzeństwa od zawsze była otoczona parasolem ochronnym, więc konfrontacja z rzeczywistością jest dla niej wyjątkowo bolesna. Wreszcie Sasha, żona syna Stocktonów, której nikt do końca nie akceptuje, a ona sama zupełnie nie może odnaleźć się w świecie męża. Do jakich wniosków zaprowadzą nas opisywane wydarzenia? Jak to z tym bogactwem jest? Pineapple Street to książka, o której wiele słyszałam jeszcze przed jej polską premierą. Pojawiała się w wielu zestawieniach najlepszych powieści w ubiegłym czasie i choć nie jest to arcydzieło literatury, mogę doskonale zrozumieć skąd te zachwyty. Po pierwsze, pozwala wniknąć w zupełnie nieznany dla nas świat bogatych klubów i uprzywilejowanych Amerykanów, którzy nawet nie zdają sobie sprawy jak wygląda życie większości społeczeństwa. Po drugie, to idealnie komfortowa książka, w którą czytelnik wnika i nie tak szybko udaje mu się z niej uwolnić. Powieść ma iście serialowe opisy, które dość szybko rozwijają się przed oczami jak kadry z serialu Szkoła dla elity czy Dynastia. Umówmy się, tamte seriale oglądamy dla czystej przyjemności i podobnie jest z tą książką, a jeśli przy okazji jest ona satyrycznym spojrzeniem na bogactwo i płynące z nim przywileje to tylko kolejna wartość. Polecam, a jakże. Ja bawiłam się podczas lektury wyśmienicie.
Anonim
27.07.2024
Ta książka ma Cię zdenerwować. Wskazać oślepiającym wskaźnikiem nierówności ekonomiczne, małostkowe problemy najbogatszych ludzi i ich niezwykle małe zainteresowanie światem zewnętrznym. Ta pozycja próbuje przebić bankę nowobogackich rodzin Ameryki, aby wpuścić nas do środka, pozwolić nam poznać ten świat. Starania są duże, ale tak samo wiele warstw ma ta bańka. Jestem bardzo wdzięczna za postacie Sashy i Malcolma. Poznając rodzinę Stocktonów naprawdę można mieć wrażenie, że wśród obrzydliwie bogatych ludzi nie ma żadnej moralności czy empatii (Tilda, słyszysz mnie?), a te dwie postacie, które weszły do tego świata z zewnątrz przywracają wszystkiemu równowagę. Znoszą naprawdę dużo. To książka o szukaniu własnego „ja” w świecie, w którym nasza przyszłość jest zaplanowana przez kogoś innego. To książka o szukaniu siebie w nowym, nieznanym wcześniej i kompletnie nowym środowisku. To książka o tym, jak silne (lub słabe) potrafią być więzi rodzinne. I w końcu książka o próbie pogodzenia dwóch oddzielnych światów. Bo z żadnego z nich nie chce się zrezygnować. Na LubimyCzytać znajdziemy zdanie, że jest to „Powieść dla wszystkich fanów serialu Sukcesja”. Sukcesji nie oglądałam, ale vibe, który czułam podczas czytania był dla mnie naprawdę przyjemną mieszanką „Małych kobietek” i „Seksu w wielkim mieście”. Połączenie na pierwszy rzut oka dziwne, lecz wyszło naprawdę dobrze. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka zwraca uwagę na problemy współczesnego świata. Bo nie robi tego chamsko wytłuszczając najważniejsze zdania nie zostawiając miejsca na refleksje, lecz robi to subtelnie pod osłoną świetnego humoru. Liczba zaznaczonych cytatów w moim egzemplarzu mówi sama za siebie. Wielkie brawa należą się także osobie tłumaczącej tę powieść, Dorocie Malinie, ponieważ sprostała zadaniu w najlepszy możliwy sposób. A trudne, nieużywane na codzień słówka pojawiające się od czasu do czasu idealnie oddają klimat, jaki panuje w rodzinie Stocktonów. Jedynym minusem jest długość książki. Z wielką przyjemnością przeczytałabym ją, nawet gdyby miała 700 czy 800 stron. Losy tej rodziny (oraz rodzin innych bohaterów) są niezwykle ciekawe i coś czuję, że mają o wiele więcej do powiedzenia. Trzymam kciuki za kontynuację, ponieważ ta książka wydaje się być idealnym początkiem naprawdę ciekawej historii. Czekałam na tę książkę w Polsce i niezwykle się cieszę, że pojawiła się w naszym kraju. Co tu dużo mówić - naprawdę udany debiut. Książka, która przypadnie do gustu wielu osobom czytelniczym. Współpraca reklamowa z wydawnictwem
zakochanawksiazkach1991
18.08.2024
Książka "Pineapple Street" jest debiutancką powieścią autorki, a jak już wiecie bardzo lubię poznawać nowych pisarzy, dlatego też nie mogłam przejść obojętnie obok tego tytułu. Do sięgnięcia po tą historię zachęcił mnie interesujący opis i nietypowa okładka, która bezapelacyjnie przyciąga uwagę. Stylistyka i język jakim posługuje się autorka jest bardzo lekki, prosty i przyjemny w odbiorze co sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko. Mi zapoznanie się z kobietami Stockton zajęło jeden wieczór i przyznaję, że z zainteresowaniem oraz zaangażowaniem śledziłam ich losy. Fabuła została w ciekawy sposób nakreślona, przemyślana i dobrze poprowadzona. Natomiast bohaterowie, zarówno pierwszo jak i drugoplanowi, zostali w autentyczny i różnorodny sposób wykreowani. To postaci, które mają swoje tajemnice, a także wady i zalety, tak jak my popełniają błędy czy postępują pod wpływem emocji, dlatego tak łatwo się z nimi utożsamić w niektórych przypadkach, podzielając podobne troski i dylematy moralne. Na kartach powieści mogłam lepiej poznać trzy kobiety z bardzo bogatej rodziny Stockton - Darley, Sashe oraz Georgine - ich myśli, odczucia, mogłam dowiedzieć się z czym się zmagają każdego dnia, a tym samym mogłam lepiej zrozumieć ich postępowanie oraz decyzję. Muszę przyznać, że każda z kobiet początkowo wywoływała we mnie raczej mieszane, były chwile, że zyskiwały w moich oczach i takie kiedy denerwowały mnie swoim zachowaniem, co w sumie nadawało realności tej historii. Dodatkowo każda miała jakieś doświadczenia życiowe, które je ukształtowały i których nie udało im się uniknąć pomimo statusu materialnego. Autorka w głównej mierze skupia się na przedstawieniu życia wyższych sfer, ukazując jego cienie i blaski. W interesujący sposób ukazuje złożoność relacji rodzinnych, które nie zawsze są takimi jakie widać na pierwszy rzut oka. Czytając tą książkę nasuwa się także pytanie czy pieniądze na prawdę dają szczęście? Zagłębiając się w losy bohaterek uważam, że nie.. Na pewno pomagają w życiu, dzięki nim możemy spełniać swoje zachcianki, marzenia, ale na pewno nie są w stanie zapewnić człowiekowi długiego i szczęśliwego pod wieloma względami życia. "Pineapple Street" to słodko - gorzka opowieść, w której na szczęście nie brakuje dobrego humoru. To historia, która z pewnością nie jednego Czytelnika skłoni do głębszych przemyśleń. Miło spędziłam czas z tą książką i czekam na kolejne powieści spod pióra autorki. Polecam!
literary_queen1
08.10.2024
„Łatwo się mówi, że pieniądze są źródłem wszelkiego zła, choć przecież to, co można za nie kupić, zapewnia godności zdrowie i wiedzę.” Owocowy zakątek Nowego Jorku. Sama śmietanka towarzyska i elita. A wśród nich trzy kobiety. Darley, Sasha i Georgiana. Dla sióstr Stockton, życie zawsze było usłane bogactwami zaś dla kobiety, która wżeniła się w rodzinę już nie. Darley to starsza się siostra Georgiany. Jako jedyna z rodziny poświęciła fundusz powierniczy dla męża, nie chcąc aby ten podpisał intercyzę. Pomimo braku pomocy finansowej ze strony rodziców, bardzo dobrze prosperowali jako zgrane małżeństwo i dobrzy rodzice dla dwójki swoich pociech, a dzięki pracy Malcolma mogli pozwolić sobie na wszystko. Darley pomimo dobrych studiów, głównie poświęcała się opiece nad dziećmi, nie mając czasu na własną karierę. Sasha jako żona Corda weszła do elitarnej nowojorskiej rodziny. Jej własna należała do klasy średniej, ale była zupełnie inna. Przede wszystkim od jej rodziny biło ciepło. Pomimo wielu prób przyjaźni z siostrami swojego męża, wciąż czuła się jak intruz. Wśród żeńskiego rodzeństwa Stockton była nazywana „Pijawką”. I choć mogłoby by się wydawać, że po coś się wżeniła w bogatą rodzinę, to jednak zawód freelancera w branży graficznej pozwolił jej na uzyskiwanie równie dużych dochodów. Georgiana to najmłodsza siostra wśród rodzeństwa Stockton. Nieszczęśliwie zakochana, rozpieszczona księżniczka. Śmierć ukochanego i spotkanie znajomego ze szkoły uświadomiły jej jak zepsuta była. I choć na co dzień pracowała w organizacji non profit, tak po przejrzeniu na oczy postanowiła otworzyć fundację i rozdać swoje miliony tym, którzy bardziej tego potrzebują. Wszystkie trzy są inne, jednak wszystkie trzy oprócz pieniędzy mają też serce. Troszeczkę liczyłam na „coś z niczego” ewentualnie może jakieś hate-love. Jednak mimo wszystko czytało mi się naprawdę szybko i przyjemnie. Zdecydowanie panuje tutaj wszechobecny klimat „Dynastii”. Myślę jednak, że w tym przypadku dostajemy troszeczkę wiedzy o świecie elit od podszewki. Mimo wszystko, jestem zadowolona, że mogłam poznać te trzy historie, gdyby nie one nie przeanalizowałabym swoje życia pod kątem rozrzutności, czy odwiecznego pytania: Czy pieniądze dają szczęście? Według mnie nie, jednak dają wiele możliwości dzięki, którym możemy dążyć do szczęścia. Motywy jakie tu znajdziecie to: trzy perspektywy, nowojorska elita, sekrety, dużo humoru.
Kamila Kwiecińska
13.08.2024
✨ Kochaliście kiedyś plotkarę tak jak większość mojego pokolenia? A może oglądaliście Sukcesję? Jeżeli na chociaż jedno z tych pytań odpowiedzieliście twierdząco i z entuzjazmem oznacza to, że mam dla was genialną książkę do przeczytania. I ręczę za to, że jest to idealna historia na pełen słońca i słodkiego przepychu ostatni miesiąc lata. ✨ Pineapple Street to historia trzech kobiet żyjących w wyższych sferach Nowego Jorku. Każda z nich powinna więc tonąć w przepychu i nie mieć większych zmartwień, ale czy na pewno? Kiedy trochę bliżej i dokładniej przyjrzeć się perspektywie każdej bohaterki tej powieści okazuje się, że nie wszystko złoto co się święci i pieniądze czasami naprawdę szczęścia nie dają. Darley od urodzenia cieszyła się przywilejami najbogatszych. Jednak kiedy ją poznajemy decyduje się na pozornie szalony krok rezygnację ze wszystkiego co posiada w imię nowej rodziny. Czy to będzie tego warte? Kolejna w tej zachwycającej powieści jest Georgiana siostra tej pierwszej. Podobnie więc jak ona nigdy nie musiała się martwić o pieniądze. Na szczęście praca w pewnej organizacji charytatywnej popycha kobietę do przemyśleń i autorefleksji — czy na pewno z pieniędzmi jest prościej? Ostatnia zamykająca tą historię to Shasha. Kobieta, która w przeciwieństwie do swoich dwóch poprzedniczek nie urodziła się otoczona bogactwem a została w nie wżeniona. Pochodząca z niższej sfery bohaterka mimo iż dały swojego męża szczerym uczuciem nie czuje się za dobrze w nowej sytuacji. Bogactwo i przepych wylewający się na Stocktonów z każdej strony zwyczajnie ją przytłacza. Co niestety nie ułatwia jej odnalezienia się w tej nowej sytuacji, którą teraz ma nazywać swoim życiem... ✨ Jak to cudownie że właśnie takie książki jak ta wychodzą latem. Przez tę historię zwyczajnie się płynie. Styl Jenny Jackson jest lekki, a jednocześnie niesamowicie dobitny. W miejscach, w których trzeba wznieść się na powagę autorka robi to z niesamowitym wyczuciem używając słów szalenie prostych a zarazem tak trafnych. Właśnie ta płynność stylistyczna, dopasowanie języka do wydarzeń zastanych w książce jest największym atutem tej powieści. Sprawia to że przez ten tekst z ogromną przyjemnością przejdą zarówno starsze, jak i młodsze pokolenia kobiet. Ahh.. aż mi się tęskno zrobiło za wspomnianą na początku Sukcesją. Może to już czas na re-watch? Czytajcie Pineapple Street kochani. Nie będziecie zawiedzeni.
lady in read
04.08.2024
Co wy na to, by na chwilę wkroczyć do świata luksusu i wielkich pieniędzy? Dzięki książce „Pineapple Street” przenosimy się do luksusowej dzielnicy Nowego Jorku i trafiamy w sam środek zawiłych relacji rodzinnych bogatej rodziny Stock tonów. Książka koncentruje się na trzech głównych bohaterkach, które choć należą do tej samej rodziny, zmagają się z zupełnie innymi problemami. Darley Stock ton, najstarsza córka, od dziecka otoczona przepychem, postanawia porzucić rodzinne bogactwo dla miłości i nowej rodziny. Jej decyzja ukazuje, jak ogromne mogą być różnice między światem materialnym a prawdziwym szczęściem. Sasha, żona jedynego syna Stock tonów, to postać, dzięki której mamy poznania perspektywy osoby pochodzącej „z zewnątrz”, która próbuje odnaleźć się w arystokratycznym świecie. Jej poczucie wyobcowania i trudności w przystosowaniu się do nowego otoczenia są przedstawione w sposób pełen humoru, ale również głębokiej refleksji nad różnicami klasowymi i społecznymi. Georygina, najmłodsza z rodzeństwa i moim zdaniem najbardziej rozpieszczona i zepsuta, marzy o uwolnieniu się od bogactwa i związanych z nim oczekiwań. Jej historia wywołała we mnie skrajne emocje. Momentami rozumiałam jej wybory, ale z większością jej decyzji nie potrafiłam się zgodzić. Jedna rodzina. Trzy kobiety. Trzy różne perspektywy. Autorka bardzo umiejętnie balansuje pomiędzy niebanalnym humorem a poważnymi tematami. Dzięki poruszanym wątkom, słania nas do refleksji nad tym, czy pieniądze naprawdę są źródłem szczęścia. Podobał mi się sposób, w jaki autorka zestawiła ze sobą niektóre tematy. Zgrabnie przedstawiła kwestię, że mimo ogromnych majątków, bohaterki borykają się z uniwersalnymi, przyziemnymi problemami, które mogą spotkać każdego z nas. „Pineapple Street” to opowieść pełna kontrastów i napięć. Mimo że nie porwała mnie od pierwszej strony, to naprawdę miło spędziłam z nią czas. To książka, która skłania do refleksji nad prawdziwymi wartościami w życiu i pokazuje, że za pięknymi strojami, drogimi samochodami i ekskluzywnymi wnętrzami, często kryją się skomplikowane emocje i trudne wybory. Polecam tę książkę wszystkim, którzy pragną zagłębić się w świat luksusu, ale także poszukują historii o zwyczajnych, ludzkich marzeniach, dylematach i pragnieniach.
Paulina Klimek
29.07.2024
„Pineapple street” to zaproszenie w sam środek wyższych sfer, do życia przepełnionego bogactwem, ale jednocześnie też podszytego fałszem i poszukiwaniu prawdziwego szczęścia. To opowieść powolna, która odsłania przed czytelnikiem różne ludzkie słabości. Historię poznajemy z perspektywy trzech kobiet: Darley, wywodzącej się z bogatej rodziny, która zrezygnowała ze swojej fortuny, chcąc poślubić człowieka, niewywodzącego się z wyższych sfer; Sashy, która weszła do rodziny, poślubiając brata Darley, a która musi zmagać się z poczuciem wyobcowania i odstawania od całej rodziny oraz Georginy, najmłodszej z rodziny Stocktonów, której trudno odnaleźć prawdziwe szczęście. „Pineapple street” to powolna opowieść, która przedstawia codzienne życie osób, które obracają się w wyższych sferach. Nie jest to książka z pędzącą akcją, w której na każdej stronie się coś dzieje, a skupia się ona w głównej mierze na przedstawieniu różnorodnych zachowań ludzi, którzy żyją w bogactwie. Dzięki trzem różnym perspektywom jesteśmy w stanie obserwować problemy, które dotykają zarówno tych, którzy do takiej bohater rodziny próbują się dopasować, jak i tych, którzy rezygnują z dostatku w zamian za możliwość bycia odpowiedzialnym samemu za własne życie. Myślę, że nie jest zaskoczeniem, że z pozoru sielskie życie, często okazuje się mniej kolorowe, kiedy przekroczymy próg tych rodzin. Osobiście najbardziej zapalałam sympatią do Sashy, która musi zmagać się z brakiem akceptacji, z pokazywaniem jej na każdym kroku, że nie pasuje do rodziny i ciągłym pomawianiu jej, że wybrała sobie męża ze względu na jego majątek. Niemniej wszystkie kobiety mają coś ciekawego do zaoferowania i dzięki nim możemy skupić się na zupełnie różnym postrzeganiu świata, rodzinny i życia w dostatku. I chociaż lektura tej książki była całkiem przyjemna, to nie będzie to opowieść, która zostanie ze mną na długo. Właściwie trudno doszukiwać się w niej specjalnych zaskoczeń czy chociażby ogromna emocji, które w jakiś sposób by na mnie oddziaływały i sprawiły, że zapamiętam ją na długo. Dlatego ani nie będę jej specjalnie polecać, ani też odradzać – jeśli lubicie powolne opowieści skupione na ludzkich różnorodnych zachowaniach, to pewnie znajdziecie w „Pineapple street” przyjemność z czytania.
uwAga
02.08.2024
Czy Waszym zdaniem o pieniądzach wypada rozmawiać? Temat majętności może wydawać się kontrowersyjny. Zazwyczaj nie lubimy mówić o pieniądzach, o zarobkach, o zgromadzonym majątku. To temat niewygodny, często omijamy szerokim łukiem. Może właśnie dlatego tematyka książki i sposób jej przedstawienia z różnych stron był dla mnie bardzo interesujący. "Łatwo się mówi, że pieniądze są źródłem wszelkiego zła, choć przecież to, co można za nie kupić, zapewnia godność, zdrowie i wiedzę." Jak to jest być bogatym z urodzenia? Co wiąże się z bogaceniem się na bogactwie? Czy bogaci ludzie mogą być krytykowani za sam fakt posiadania nieprzyzwoicie wysokiego stanu konta? Zgodzilibyście się podpisać intercyzę? "Pineapple Street" to opowieść o skomplikowanych relacjach rodzinnych i społecznych ludzi posiadających tak duży majątek, że trudno byłoby go spożytkować w trakcie życia. Majątek, który przechodzi z pokolenia na pokolenie. Jest czymś tak oczywistym jak dostęp do bieżącej wody. Nie trzeba się nad nim zastanawiać. On po prostu jest i zawsze był w ich życiu. Czy jednak pieniądze dają szczęście? Czy z życia w bańce bogactwa można chcieć się wyrwać? "Bogaci trzymają się razem. Nie dlatego, że są z gruntu płytcy, materialistyczni czy snobistyczni, choć oczywiście tak też mogło być, ale dlatego, że we własnym towarzystwie nie muszą myśleć, jak pieniądze zmieniają życie." Autorka obnaża nieładną, niewygodną prawdę na temat uprzywilejowanej pozycji bogaczy, elit tego świata, które żyją w oderwaniu od prawdziwego życia przeciętnych ludzi, świadomie bądź nieświadomie powielając z pokolenia na pokolenie wzorce zachowań, przekonania. Historia opowiadana jest z perspektywy 3 kobiet: dwóch sióstr Stockton i ich szwagierki, która nie pochodzi z zamożnej rodziny. Każda z nich jest inna, każda ma inny punkt widzenia i zderzenie tych różnych perspektyw daje szerokie pole do rozważań dla czytelnika. Ogromnie podobała mi się przemiana, jaka z każdym kolejnym rozdziałem następowała w kobietach. @jennyjacksonpineapple potrafi opowiadać historię w sposób lekki, przystępny i wciągający. Sama fabuła może nie jest szczególnie skomplikowana, ale bardzo lubię książki, które po zakończonej lekturze zostawiają mnie z garścią przemyśleń. Tu tak właśnie było 🙂
wybitna.marzycielka
14.08.2024
„Łatwo wywyższać się nienagannym statusem małżeńskim i promować jego świętość, kiedy ktoś nigdy głęboko i nieszczęśliwie nie zakochał się w nieodpowiednim człowieku.” . „Pineapple street” autorstwa Jenny Jackson to książka opowiadająca o losach ludzi z wyższych sfer - jak to właśnie zostało podkreślone na okładce - „opowieść o świecie, który jest klubem wyłącznie dla zarabiających siedmiocyfrowe sumy”. . Książka porusza kilka kluczowych motywów i tematów, które skupiają się głównie na życiu i dynamice rodzinnej w kontekście wyższych sfer społecznych, jak np. bogactwo i związane z nim przywileje, odpowiedzialność oraz poczucie winy i moralne dylematy związane z posiadaniem dużych zasobów finansowych; motyw rodziny i relacji międzyludzkich - centralnym tematem książki jest rodzina, w tym złożone relacje między rodzeństwem, rodzicami i dziećmi. Książka porusza kwestie lojalności, oczekiwań oraz konflikty, zazdrość, potępienie, odrzucenie, akceptację itp.; motyw poszukiwania sensu i tożsamości przez bohaterów; kultura i status społeczny - książka przedstawia życie wyższej klasy nowojorskiej, ukazując jej specyficzne zwyczaje, wartości i sposoby postrzegania świata; motyw zmiany pokoleniowej wśród rodziny Stocktonów. Literatura obyczajowa nie mogłaby się obyć również bez wątku miłości - tutaj romantycznej jak i rodzinnej, tragicznej i tej jedynej. . Przyznam, że nie czytało się tej książki lekko, bo czasami oczy mi przy niej się przez wzgląd na dużą ilość zbędnych opisów (jednak niektóre z nich zawierały bardzo cenne informacje dotyczące akcji) i trzecioosobową narrację, ukazująca poglądy wielu bohaterów, co przybliża czytelnika do ich poznania, ale na początku nieco szokuje ich ilością i odnalezieniem się w fikcyjnym środowisku. Przyznam, że dużym plusem nieprzewidywalna akcja i różnorodne charakterów wśród bohaterów, przez co niektórym nie kibicowało a innym nie, nie wiadomo w sumie czego można było się po nich spodziewać. Czasem się ich lubiło, a czasem nie, co jest na duży plus. Styl pisania autorki nie przekonał mnie do siebie w 100%, ale gdybym miała możliwość sięgnięcia po kolejną lekturę autorki, to myślę że bym skorzystała. Po lekturze, stwierdziłam, że nie żałuję jej przeczytania. Polecam.
Aleksandra Gratka
27.07.2024
Witajcie w Nowym Jorku, w prestiżowej dzielnicy Brooklyn Heights, w jej owocowym zakątku, gdzie Truman Capote napisał "Śniadanie u Tiffany'ego". Mieszkańcy są biali i bajecznie bogaci, korzystają z rodzinnych fortun, pensje wypłaca im fundusz powierniczy, a słowa "podpisz intercyzę" mówią równie często co "kocham cię", a może i częściej. Tu organizacja przyjęć tematycznych jest sensem życia, tu plamka na dywanie może zepsuć humor na długie godziny. Tu najlepiej funkcjonować we własnym bogatym gronie, trochę jak w stadzie rasowych psów, bo biedniejsi są jak kundle, nawet jeśli urocze i słodkie, kundlami przecież pozostaną... Rodzina Stocktonów, bogata wręcz nieprzyzwoicie, funkcjonuje jak dobrze naoliwiony organizm. Rodzice, Chip i Tilda (oj, ona tu jest głową rodu!), łącząc ogromne majątki, korzystają z luksusów i tego też nauczyli swoje dzieci. A dzieci to Cord, który pracuje w firmie ojca, Darley, która popędziła za głosem serca i zrezygnowała z większości rodzinnych pieniędzy, czego skrycie czasem żałuje, wreszcie Georgiana, najmłodsza i zbuntowana. Dorzućmy do tego Malcolma, męża Darley i Sashę, żonę Corda, których łączy i dodaje otuchy hasło NMR (Nie Moja Rodzina), bo oboje należą do niższych sfer, co jest im czasem między wierszami wypominane. Specyficzna to rodzina, w której szczerą rozmowę zastępuje się grą w tenisa, chorym wysyła kwiaty za miliony monet, a w starej rezydencji każdego przedmiotu broni się jak niepodległości. Bogaci żyją luksusowo i nie przejmują się biednymi, a gdy chcą być uprzejmi i zadają pytania, to robi się jak w "Weselu" Wyspiańskiego, gdy Radczyni z miasta pytała o zasiewy w listopadzie... Jenny Jackson ma lekkie pióro, więc z dużą przyjemnością poznawałam perypetie rodziny Stocktonów, ukazane z trzech perspektyw. Jednych polubiłam (Malcolm i Sasha), inni mnie irytowali (Georgiana!). Powieść jest zabawna i wciągająca, chociaż przyznam, że zakończenie wydało mi się na siłę moralizatorskie. Nie uwierzyłam w przemianę jednej z bohaterek, w jej tyrady o chęci ratowania świata. O wiele prawdziwsza jest tu Tilda, która po prostu wydaje pieniądze, bo je ma, a biedniejsi, cóż, zawsze przecież tacy będą.
Karolina
27.07.2024
"Pineapple Street" to książka idealna dla wszystkich fanów "Dynastii"! W czasie tej literackiej podróży mamy okazję towarzyszyć trzem charyzmatycznym bohaterkom, które wykorzystują każdą chwilę, opiewając w luksusach wśród zgiełku Nowego Jorku. Akcja opisana z perspektywy trzech osób to bardzo udany zabieg, dzięki któremu możemy przeniknąć w ich życie i poznać lepiej pułapki bogatej rzeczywistości, w której funkcjonują. Każda z trzech kobiet mierzy się z problemami różnego pokroju i musi walczyć z nieco innymi przeciwnościami losu, dzięki czemu autorka ma szansę zaprezentować gamę rozmaitych reakcji na sytuacje, z którymi mierzą się ludzie w rozmaitych miejscach na świecie. Historia porusza istotne w dobie XXI wieku tematy, tj. samotność i poczucie wyobcowania. Choć powiedziałabym, że jest to raczej niewymagająca dużego wkładu intelektualnego lektura, znalazło się tu miejsce na ważne kwestie i emocje. Sympatyzowałam z postacią Sashy, która czuła się wykluczona z rodziny, do której dane jej było dołączyć. Autorka przypomina też, że - choć można mieć wiele pieniędzy - nie zastąpią one realnej obecności drugiego człowieka i nie sprawią, że magicznie odnajdziemy w życiu własną drogę. Po przeczytaniu mam taką refleksję, że trzeba wiedzieć, jak wykorzystać dobra materialne, w posiadanie których się wejdzie. Autorka zwraca uwagę na problem wszechobecnego fałszu wśród ludzi, którzy posiedli wiele dóbr i na utarte przeświadczenie, że bogactwo równe jest szczęściu. Jest ono szkodliwe także dla samych bogatych osób, które muszą mierzyć się z krzywymi spojrzeniami i przekonaniem, że u nich wszystko w porządku, choć w danej chwili mogą się rozpadać z powodów, które przez resztę społeczeństwa zostałyby niezrozumiane. To jedna z tych historii, które są w stanie umilić czas i przynieść kilka ciekawych - lecz i ulotnych - refleksji. Raczej nie zostanie ze mną na długo, ale spoglądanie na okładkę na pewno przyniesie na myśl przyjemność, której doznałam w czasie jej poznawania. Książka została napisana przyjemnym językiem, a chłonięcie jej wraz z promieniami letniego słońca uważam za świetny sposób na spędzenie leniwego popołudnia.
Karolina
27.07.2024
"Pineapple Street" to książka idealna dla wszystkich fanów "Dynastii"! W czasie tej literackiej podróży mamy okazję towarzyszyć trzem charyzmatycznym bohaterkom, które wykorzystują każdą chwilę, opiewając w luksusach wśród zgiełku Nowego Jorku. Akcja opisana z perspektywy trzech osób to bardzo udany zabieg, dzięki któremu możemy przeniknąć w ich życie i poznać lepiej pułapki bogatej rzeczywistości, w której funkcjonują. Każda z trzech kobiet mierzy się z problemami różnego pokroju i musi walczyć z nieco innymi przeciwnościami losu, dzięki czemu autorka ma szansę zaprezentować gamę rozmaitych reakcji na sytuacje, z którymi mierzą się ludzie w rozmaitych miejscach na świecie. Historia porusza istotne w dobie XXI wieku tematy, tj. samotność i poczucie wyobcowania. Choć powiedziałabym, że jest to raczej niewymagająca dużego wkładu intelektualnego lektura, znalazło się tu miejsce na ważne kwestie i emocje. Sympatyzowałam z postacią Sashy, która czuła się wykluczona z rodziny, do której dane jej było dołączyć. Autorka przypomina też, że - choć można mieć wiele pieniędzy - nie zastąpią one realnej obecności drugiego człowieka i nie sprawią, że magicznie odnajdziemy w życiu własną drogę. Po przeczytaniu mam taką refleksję, że trzeba wiedzieć, jak wykorzystać dobra materialne, w posiadanie których się wejdzie. Autorka zwraca uwagę na problem wszechobecnego fałszu wśród ludzi, którzy posiedli wiele dóbr i na utarte przeświadczenie, że bogactwo równe jest szczęściu. Jest ono szkodliwe także dla samych bogatych osób, które muszą mierzyć się z krzywymi spojrzeniami i przekonaniem, że u nich wszystko w porządku, choć w danej chwili mogą się rozpadać z powodów, które przez resztę społeczeństwa zostałyby niezrozumiane. To jedna z tych historii, które są w stanie umilić czas i przynieść kilka ciekawych - lecz i ulotnych - refleksji. Raczej nie zostanie ze mną na długo, ale spoglądanie na okładkę na pewno przyniesie na myśl przyjemność, której doznałam w czasie jej poznawania. Książka została napisana przyjemnym językiem, a chłonięcie jej wraz z promieniami letniego słońca uważam za świetny sposób na spędzenie leniwego popołudnia.
Karolina
27.07.2024
"Pineapple Street" to książka idealna dla wszystkich fanów "Dynastii"! W czasie tej literackiej podróży mamy okazję towarzyszyć trzem charyzmatycznym bohaterkom, które wykorzystują każdą chwilę, opiewając w luksusach wśród zgiełku Nowego Jorku. Akcja opisana z perspektywy trzech osób to bardzo udany zabieg, dzięki któremu możemy przeniknąć w ich życie i poznać lepiej pułapki bogatej rzeczywistości, w której funkcjonują. Każda z trzech kobiet mierzy się z problemami różnego pokroju i musi walczyć z nieco innymi przeciwnościami losu, dzięki czemu autorka ma szansę zaprezentować gamę rozmaitych reakcji na sytuacje, z którymi mierzą się ludzie w rozmaitych miejscach na świecie. Historia porusza istotne w dobie XXI wieku tematy, tj. samotność i poczucie wyobcowania. Choć powiedziałabym, że jest to raczej niewymagająca dużego wkładu intelektualnego lektura, znalazło się tu miejsce na ważne kwestie i emocje. Sympatyzowałam z postacią Sashy, która czuła się wykluczona z rodziny, do której dane jej było dołączyć. Autorka przypomina też, że - choć można mieć wiele pieniędzy - nie zastąpią one realnej obecności drugiego człowieka i nie sprawią, że magicznie odnajdziemy w życiu własną drogę. Po przeczytaniu mam taką refleksję, że trzeba wiedzieć, jak wykorzystać dobra materialne, w posiadanie których się wejdzie. Autorka zwraca uwagę na problem wszechobecnego fałszu wśród ludzi, którzy posiedli wiele dóbr i na utarte przeświadczenie, że bogactwo równe jest szczęściu. Jest ono szkodliwe także dla samych bogatych osób, które muszą mierzyć się z krzywymi spojrzeniami i przekonaniem, że u nich wszystko w porządku, choć w danej chwili mogą się rozpadać z powodów, które przez resztę społeczeństwa zostałyby niezrozumiane. To jedna z tych historii, które są w stanie umilić czas i przynieść kilka ciekawych - lecz i ulotnych - refleksji. Raczej nie zostanie ze mną na długo, ale spoglądanie na okładkę na pewno przyniesie na myśl przyjemność, której doznałam w czasie jej poznawania. Książka została napisana przyjemnym językiem, a chłonięcie jej wraz z promieniami letniego słońca uważam za świetny sposób na spędzenie leniwego popołudnia.
prawodoksiazki
04.08.2024
Jeśli podobała Wam się „Sukcesja” i „Dynastia”, ale wolicie postaci, które mają serce, to ta pozycja będzie dla Was idealna! Rodzina Stockton wywodzi się z tak zwanego „old money” — fundusze powiernicze założone przez przodków nadal zapewniają milionowe wypłaty dla przyszłych pokoleń. Poznajemy perypetie trzech członkiń rodziny - sióstr Darley i Georgiany oraz ich szwagierki Sashy. Każda z ich jest na nieco innym etapie życia (matka dwójki dzieci, dwudziestokilkuletnia dziedziczka fortuny i świeżo upieczona żona) co sprawia, że każda mierzy się ze swoimi, specyficznymi dla danego etapu życia problemami. Zmiana punktu widzenia co rozdział nadawała powieści tempa. Wydarzenia przeplatały się pomiędzy sobą, a wszystko otaczało bogactwo, przepych i rodzinne przyzwyczajenia. Pierwszy raz miałam sytuację, gdzie inspiracja autorki aż tak mnie zainteresowała. Nie będę zdradzać o co chodzi, ale historia jest głębszym komentarzem dla świata bogatych, pomnażania majątku i tego, co to tak właściwie znaczy. Choć spodziewałam się głupotek otoczonych dolarami, dostałam pełnoprawną powieść z wartym rozwagi przesłaniem. Poruszono także istotne kwestie, takie jak śmierć bliskiej osoby (bardzo mocny wątek), utrata pracy, rasizm. Bohaterowie nie są pozbawieni ludzkich odruchów i uczuć (jak czasem bywało w „Dynastii”). Nie zapominają, że przede wszystkim są rodziną i jako rodzina powinni się wpierać i akceptować siebie nawzajem. Pomimo tego, że powieść to debiut, nie odczułam tego w żadnym stopniu. W moim odczuciu widać wieloletnie doświadczenie autorki w pracy przy tekstach literackich, bo książka napisana jest tak, że się przez nią płynie. Gdybym miała się do czegoś przyczepić, bardzo zastanawiało mnie tłumaczenie niektórych fragmentów. Złapałam się na tym, że kilka razy nie znałam danego słówka (oczywiście mogą to być moje braki). Z jakiegoś powodu kobiety ciężarne były opisywane jako „ciężarówki”, co poza wypowiedziami bohaterów dawało dość negatywny wydźwięk. Pomimo tego, zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję i wejść do świata, o jakim większość z nas może tylko pomarzyć!
w_ksiazkowym_zaciszu
08.08.2024
Czy pieniądze dają szczęście? Przed takim pytaniem stanęły bohaterki powieści "Pineapple street" - wszystkie związane z rodziną Stocktonów. Kogo ty poznamy? Darley - otoczona pieniędzmi od narodzin, mogła cieszyć się przywilejami najbogatszych przez długi czas. Jednak na rzecz swojej nowej rodziny zrezygnowała z tego wszystkiego - pieniędzy i kariery - czy słusznie? Georgiana - najmlodsza z rodziny, podobnie jak Darley nigdy nie brakowało jej pieniędzy. Praca w organizacji charytatywnej przewartościowuje jej życie i przynosi refleksje o tym, że z chęcią pozbyłaby się tego balastu bogactwa... Sasha - "wżeniona" w rodzinę męża, a pochodząca z niższych sfer kobieta, nie czuje się zbyt komfortowo, otoczona bogactwem Stocktonów. Ciężko jej się odnaleźć w tej rzeczywistości, a ignorowanie jej nie sprzyja zaaklimatyzowaniu w nowych warunkach. Pomimo, że historia nam tu opowiedziana poruszą zgoła ważny temat, to nie zabraknie tu humoru i pewnej lekkości w narracji. Życie bogaczy na pewno jest fascynujące i pełne wrażeń, jednak należy tu postawić pytania - czy te luksusy naprawdę dają im szczęście? Na przykładzie naszych bohaterek możemy dowiedzieć się,że jednak nie. Ale myślę, że ten problem nie jest jednowymiarowy - może mieć wiele perspektyw. Nasze bohaterki doświadczyły wiele - zarówno dobrego, jak i złego, a każda z nich na swój sposób doświadcza smutku, czy nieszczęścia, przed którym nie mogły się schować ani uniknąć. I tak jak w prawdziwym życiu - bogatych nie omijają różne intrygi, tajemnice, problemy i nie mogą kupić sobie rozwiązania na nie. Autorka wychodzi naprzeciw tym wszystkim teoriom, dotyczącym bajecznego życia wyższych sfer i zwraca naszą uwagę na to, że stan konta nie świadczy o dobrym, długim i szczęśliwym życiu. Dosyć lekka lektura z gatunku pięknej, przenosi czytelnika do owocowego zakątka Nowego Jorku i skłania go do pewnej refleksji. Na uwagę zasługuje humor, dzięki któremu ta słodko - gorzka historia traktowana jest z lekkim dystansem. Ten autorski debiut serwuje nam ciekawą historię, humor , niebanalnych bohaterów i pewną refleksje.
papierowamagnoolia
04.08.2024
"Kiedy Darley przeczytała, że Bill Gates przekazał dzieciom mniej niż jeden procent majątku, czyli ledwie dziesięć milionów na głowę, w pierwszym odruchu pomyślała: 'To i tak za dużo'. Odziedziczone pieniądze często psują ludzi." Lubicie historie dotyczące ludzi z wyższych sfer? Od pewnego czasu można zauważyć, że zdobyły one popularność za sprawą takich seriali jak "Sukcesja" czy "Plotkara", a kobiety (w tym ja) są zafascynowane stylem "old money". Dlatego z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po książkę, która rozgrywa się właśnie w takim klimacie. "Pineapple Street" Jenny Jackson to błyskotliwy debiut wiceprezeski i redaktorki w wydawnictwie Alfred A. Knopf. Autorka pisała tę książkę mieszkając na tytułowej Pineapple Street w Nowym Jorku. Jej powieść opisuje życie bogatych kobiet, które mają swoje problemy, dramaty rodzinne czy niepowodzenia. Darley pochodzi z bardzo zamożnej rodziny Stocktonów. Od dziecka ciesząca się przywilejami najbogatszych, nigdy nie musiała martwić się o pieniądze. Postanowiła jednak podążyć za głosem serca i zrezygnowała z bogactw dla swojej nowej rodziny. Sasha, dziewczyna z klasy średniej, wżeniła się w rodzinę Stocktonów ale trudno jej się odnaleźć w nowym otoczeniu. Georgiana, najmłodsza w rodzinie Stocktonów zakochała się w kimś, kogo nie może mieć, przeżyła tragedię i teraz szuka swojego miejsca w świecie. Bohaterki tej książki są bogate lecz to bogactwo nie sprawia, że ich życie jest w pełni szczęśliwe. Za pieniądze nie kupi się zdrowia, prawdziwej miłości czy rodziny. Ich perypetie śledzi się z uśmiechem na twarzy choć nie brakuje tam smutniejszych tematów. Można powiedzieć, że każda z nich znalazła się w takim momencie życia, że musiała docenić inne wartości. Każda z nich odbiera cenną lekcję, a my - czytelnicy możemy wyczytać to między wierszami. "Pineapple Street" to książka, którą można przeczytać w kilka godzin. Jest lekka, zabawna, ironiczna, ale momentami bywa też poważnie. Ogólnie jest to ciekawy obraz pewnej części nowojorskiego społeczeństwa opływającej w luksusach. Mi się podobała i polecam ❤️.
mloda_mama_czyta
12.08.2024
Autorka Jenny Jackson, zabrała nas do świata bogactwa, przepychu i elit. Dzięki tej historii poznajemy trzy kobiety, trzy zupełnie różne kobiety, na innych etapach życiowych, ale łączy ich to, że należą do jednej rodziny do rodziny Stockton. Darley, to jedna z córek od małego przyzwyczajona do życia na najwyższym poziomie, nigdy się nie martwiła o pieniądze, pozycję. Jednak gdy znalazła miłość życia, zrezygnowała ze swojego dziedzictwa, bogactwa na rzecz swojej nowej rodziny. Podjęła swój wybór, czy słusznie? Czy miłość była tego warta? Czy to prawdziwa miłość? Podziwiam ją, za jej zapał i odważną decyzję. Georgina to młodsza siostra Darley, tak samo jest przyzwyczajona do bogactwa, ale marzy jej się pozbycie tego całego ciężaru związanego z tym, że pochodzi z tak doskonałej i znanej rodziny .. I muszę przyznać, że polubiłam ją niestety najmniej z tej grupy, irytowała mnie czasami swoimi zachowaniami Jest jeszcze Sasha, kobieta która weszła do rodziny, bo wyszła za mąż za brata powyższych kobiet. I to właśnie tą bohaterkę polubiłam najbardziej 🥰. Nie pochodzi ona z wyższych sfer, czuje się zagubiona, a we własnym domu jak w prawdziwym muzeum, bo teściowa zabrania cokolwiek zmienić w wystroju! Czy taki związek ma szansę przetrwać? Ci tak naprawdę jest ważne? Niezwykłe spojrzenie na świat poprzez oczy tych którzy mają "wszystko". Bardzo mi się podobało, pokazanie różnych perspektyw, każda z bohaterek miała inne problemy i tak naprawdę inaczej postrzegała bogactwo. Mamy tutaj odpowiednią dawkę humoru, ale też ciężkich tematów, dowiadujemy się że nie wszystko złoto co się świeci, a gdy znajdziemy najprawdziwszą miłość to warto dla niej zrobić wiele! W książce są długie opisy, każda z bohaterek opisuje wydarzenia, lub swoje życie swoimi oczami, więc jeśli ktoś z Was nie lubi długich opisów to może być to dla Was minus. Autorka ma jednak lekki styl, czyta się szybko. Podobało mi się to, że relacje rodzinne mamy tutaj rozłożone na czynniki pierwsze, co było świetnym doświadczeniem. 💚
Cynamonowa
26.07.2024
Perspektywa trzech kobiet- dwóch sióstr z finansowych elit i ich szwagierki. Ważnym elementem tej historii są pieniądze. O nich się nie mówi. Je się ma. Darley wyszła za kogoś spoza sfery (brzmi jak z "Lalki" i wygląda, że Warszawa z XIX w. i współczesny NYC mają coś wspólnego) i zrezygnowała z rodzinnej fortuny. I w pewnym momencie staje się to problemem. Choć nie takim, by o tym porozmawiać z rodziną. Sasha wżeniła się w rodzinę Stocktonów i choć sama zarabia, i nie chce zamknąć się w złotej klatce albo rodzinnym mauzoleum, nie jest traktowana jak równa stanem ("Lalka" jak nic!). Obstawiam, że będzie jej kibicować większość czytelników, bo jest "normalsem" w świecie, w którym najważniejsze są girlandy pasujące do obrusów na przyjęciach. Georgiana, młodsza siostra, czuje brzemię fortuny i nawet chce się jej zrzec, ale ostatecznie nie wymknie się zasadom. Nie przekonał mnie jej bunt, będący raczej fochem wobec znanego jej świata niż chęcią naprawy rzeczywistości (której do końca nie zna). Do tego, choć ma 26 lat, wszyscy traktują ją jak nastolatkę, a ona się tak zachowuje. Będąc w połowie książki powiedziała sobie: znam bohaterki, kiedy zacznie się coś dziać? Nie zaczęło. Losy kobiet splatają się, ale nie są to sploty zaskakujące, pozwalające na zmianę perspektywy. Nie dowiedziałam się więcej o życiu finansowej elity Ameryki (nie ma też recepty na osiągnięcie sukcesu, bo tu pieniądze pomnażają pokolenia),nie poznałam sekretów domów z jedwabną tapetą. Teoretycznie powieść kończy się finałem w hollywoodzkim stylu, ale nie wybrzmiewa on wystarczająco mocno. I w gruncie rzeczy niewiele zmienia. A może to jest sens tej powieści? Że w pewnych sferach nic się się zmienia. I dlatego elity trwają. Książka napisana jest sprawnie, ale nie zauważyła tego błysku humoru i ironii. Nie jest to satyra, ani krytyczne spojrzenie na świat bogaczy. To jest obyczajówka, a chciałabym wiedzieć więcej i spojrzeć gołębiej w owocowe zakamarki miasta. Bo tam mogą kryć się wielkie amerykańskie opowieści.
molly.ksiazkowa
30.07.2024
✒️"To pieniądze ją zepsuły. To przez nie była rozpuszczona, rozpieszczona i do niczego. I nie miała pojęcia, co z tym zrobić." „Owocową” dzielnicę Nowego Jorku zamieszkuje rodzina Stocktonów. To familia bogata i poważana, zajmująca się handlem nieruchomościami. Dzierżąca ogromy majątek, przekazywany z pokolenia na polokenie. Podczas lektury "Pineapple Street" poznajemy losy trzech kobiet związanych z rodem Stocktonów. Darley, która rezygnuje z fortuny oraz kariery zawodowej na rzecz swojej rodziny. Gregoriany, najmłodszej kobiety z rodu. Dziewczyna poświęca się pracy w organizacji charytatywnej, co skłania ją do przemyśleń na temat wartości pieniądza. Sashy, żony Corda Stocktona, która z z racji swojego niższego statusu społecznego, źle czuje się w rodzinnym domu męża, wśród jego krewnych. Czy pieniądze dają szczęście? To bardzo trudne pytanie, które stawiają sobie bohaterki powieści „Pineapple street”. Każdej z nich ogromne sumy pieniędzy namieszały w życiu. Każda z nich odczuwa smutek, przeżywa kryzys, tragedię, nieszczęście. W końcu każda z nich dochodzi do jednego wniosku. Pieniądze ich od tego nie uchroniły. Książka poddaje też refleksji problem stygmatyzowania bogatych. Ludzie z tzw. wyższych sfer, często zupełnie niesprawiedliwie, postrzegani są jako zmanierowani nieparający się pracą snobi, a ich jedynym osiągnięciem jest posiadanie dobrze sytuowanych przodków. Język i styl powieści jest dość specyficzny. Autorka balansuje między lekką, niezobowiązującą narracją, poprzez kąśliwe poczucie humoru, na melodramatycznych, współczujących nutach skończywszy. Czasami ta właśnie różnorodność dawała odczucie braku spójności w fabule. Mimo, że całokształt powieści, to totalnie nie mój vibe, cieszę się, że miałam możliwość zapoznania się z debiutem Jenny Jackson. Mnogość gatunków czy autorów daje, nam wiele możliwości do eksperymentów literackich. Ten z „Pineapple Street” (mimo kilku zastrzeżeń) uważam za całkiem udany. /IG: @molly.ksiazkowa/
Urszula
22.10.2024
„Pineapple Street” Jonny Jackson. Stocktonowie. Rodzina jakich wiele. Mama i tata oraz troje dzieci. Żyją w dobrobycie i korzystają z atrakcji tego świata. Starsze pokolenie wcale nie ma zamiaru wycofywać się z towarzyskiej śmietanki tym samym kreuje codzienność dorosłych już potomków. Darley zrezygnowała z dostępu do funduszu rodzinnego nie naciskając na męża aby podpisał intercyzę. Choć posiada dobre wykształcenie zajmuje się dziećmi a małżonek robi oszałamiającą i dobrze płatną karierę. Georgiana pracuje w organizacji non-profit i podkochuje się w koledze z pokoju obok. Namiętność jaka pomiędzy nimi wybucha wlewa w dziewczynę nadzieję na odnalezienie sensu życia. Sasha to ta, która weszła do rodziny. Jako żona Corda stara się odnaleźć w innych realiach funkcjonowania pozostając tym samym sobą. Czy te trzy kobiety będą umiały znaleźć wspólny język ? Czy rodzinny majątek to zawsze błogosławieństwo i szansa ? Czy mając wszystko można jeszcze czegoś pragnąc ? Wielobarwna opowieść o wielkich pieniądzach i pustych sercach. Kolorowa okładka skrywa w sobie ciekawą historię rodziny i jej relacji. Trudność w komunikacji i zapatrzenie w siebie. Poukładane życie według schematów, oczekiwania i nakazy. Doradztwo i zależność. Ogromny kapitał wymaga ale i zobowiązuje. Kobiety w tej rodzinie choć mają wszystko wciąż nie czują się do końca szczęśliwe. Męska część musi stawiać czoła problemom i być krystalicznym przedstawicielem familii. Zastanawiamy się nad celem życia, spostrzegamy ludzi spragnionych akceptacji i prostego, zwykłego szczęścia. Walka jaką podejmują dodaje siły ale i ukierunkowuje na te obszary jakie okazują się być naprawdę ważne. To nie cukierkowa opowieść choć całość momentami bawi i dostarcza świetnej rozrywki. To obyczajowa historia zawierająca i dramat i romans pokazująca, że bez względu na to ile masz jesteś tylko człowiekiem. Spora dawka psychologicznych rozważań dających do myślenia. Podobało mi się bardzo.
Magdalena Sędziak
28.07.2024
"Pineapple Street" miało ogromny potencjał. Miało, ponieważ uważam go za zmarnowany. Historia opowiadana jest z perspektywy trzech kobiet z bogatej rodziny wokół której się kręcimy - Sashy, Darley i Georgiany. Śledzimy ich losy opływające w luksusy i staramy się razem z nimi odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Staramy się, właśnie. Widziałam opinie, że niektóre myśli naprawdę były cenne i poruszały do refleksji. Ja mam na to zgoła inne spojrzenie - nie znalazłam tu niczego, z czego nie zdawałam sobie sprawy wcześniej. To oczywiście kwestia zainteresowania pewnymi tematami, jednak odnosiłam wrażenie, że autorka zaczerpnęła swoje mądrości z popularnych forów dyskusyjnych. Nic mnie nie zaskoczyło w tej kwestii. Czuć, że to debiut. Jest trochę za wiele opisów garderoby (choć możliwe, że to celowy zabieg - w końcu jest to obyczajówka skupiona na bogatej rodzinie) i regularne powtórzenia imion. Zabrakło także najważniejszego - głównej osi fabularnej. Przez większość książki nie jesteśmy pewne, dokąd to ma zmierzać. Dzieją się określone rzeczy, po nich dzieją się kolejne. Czułam się, jakbym oglądała serial, i w takim też wydaniu uważam, że warto byłoby, aby te historie ujrzały światło dzienne. Aby nie być tak jednostronnie negatywną, chciałabym zauważyć, że jest lektura z potencjałem na dłuższą serię. Autorka może naprawdę jeszcze wiele wykrzesać z tego otoczenia, a "Pineapple Street" jako jednotomówka pozostawia z niedosytem. Uważam też, że zwyczajnie nie byłam określonym targetem tej pozycji. Jestem przekonana, że znajdą się osoby - szczególnie kobiety po wyczerpującej pracy, które będą poszukiwały obyczaju zapewniającego im rozrywkę, wciągnięcie, a nawet i chwilę refleksji. Dla takich grup "Pineapple Street" została stworzona i takim grupom ją polecam. Książkę otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Otwartym.