07.07.2024
Przykazania grzeszników, Ofiara Zawsze lubiłam średniowiecze. Dlaczego? Może przez tęsknotę za prawdziwym rycerzem? ;) Albo z powodu gniewu na facetów w sukienkach, którzy bezkarnie zabijali kobiety mądre, odważne, myślące i czujące niezgodnie z przykazaniami? A może przez tajemniczość, która dość długo przemawiała do mnie, ale zbladła, gdy dotarło do mnie, jak bardzo średniowiecze śmierdziało z brudu :P /wymarzony rycerz pewnie także ;) W każdym razie ze względu na dawne sympatie, nie trzeba mnie było namawiać na przeczytanie książek Adriana Kwiatkowskiego. Akcja rozgrywa się w średniowiecznej Francji, której drogi przemierzali inkwizytorzy w poszukiwaniu tych wszystkich, którzy występowali przez Kościołowi, Bogu, wierze. I nieistotne, czy mieli rację faktycznie, czy mieli ją w głowach tylko dlatego, że byli fanatykami, którzy działali zgodnie rozkazem. Oczywiście sami uważali, że nie muszą przestrzegać wszystkich zakazów i nakazów, które Kościół wymagał od wiernych, więc grzeszyli na różne sposoby, także pychą, uważając się za równych Bogu. Szczególnie grzeszył w ten sposób Jacques Begreon, który uważał, że głos w jego głowie jest głosem Boga i zawsze mówił to, co zakonnik chciał usłyszeć. To go zaprowadziło na drogę śmierci wielu niewinnych osób. Po przeciwnej stronie stał człowiek, który postanowił bronić niewinnie oskarżonych przed patologiczną nienawiścią księży, zakonników, inkwizytorów – w skrócie sługusów Kościoła katolickiego, a także zwykłych ludzi, którym najczęściej przeszkadzała inność. Tym człowiekiem był Damien LeBrun. Główni antagoniści to postacie z krwi i kości. Bardzo ciekawie scharakteryzowani, przy czym jeden z nich mimowolnie wywołuje sympatię, mimo że nie jest człowiekiem idealnym, wręcz przeciwnie, według kanonów społecznych, jest grzesznikiem, który nie żałuje sobie uciech doczesnych, do tego posiada wiele słabych stron i sam nie ma o sobie zbyt wysokiego mniemania. I może dlatego jest nam tak bliski. Bo jego przeciwnik to człowiek, który uważa się za kogoś lepszego od wszystkich, nawet od Boga i jego pycha sprawia, że nie pasuje nam jako człowiek. Nie widać w nim miłości bliźniego, za to jest okrucieństwo i upór w dążeniu do zlikwidowania przeciwników czy osób będących po ich stronie. Nawet niewinnych, nawet małych dzieci. Pierwsza z książek zaczyna się śmiercią jednego z inkwizytorów. Kto zabił i dlaczego? Nie powiem, nie chcę spojlerować, ale ta śmierć sprawi, że rozpocznie się wyścig, w którym stawką stanie się wiele ludzkich istnień. Ale nie tylko o śmierci pisze autor. Jest też wielka miłość, są radosne i szczęśliwe chwile przy boku ukochanej osoby, są sceny pełne humoru, pojedynki, ucieczki, podstępy, czyli wszystkie elementy dobrej opowieści. Jest także wątek kryminalny, a ponieważ autor nieźle sobie z nim radzi, więc myślę, że mógłby pokusić się o napisanie kryminału bardzo retro, bo średniowiecznego. Obie powieści są bardzo obrazowe, więc nawet mniej wprawiony czytelnik jest w stanie znaleźć się w średniowiecznym świecie. Ale żeby nie było zbyt pięknie, powiem o tym, co mi się nie podobało. Chodzi o język. Wszyscy bohaterowie bez względu na przynależność klasową posługują się tym samym poprawnym językiem. Bardzo mi to przeszkadzało, zaburzało wiarygodność powieści, ale, może z drugiej strony, użycie języka stylizowanego na średniowieczny jeszcze bardziej by ją zaburzyło? No cóż, nie wiem, ale obiecałam autorowi, że napiszę szczerze, więc to czynię. No ale także szczerze wyznam, że po przeczytaniu „Ofiary”, która wciągnęła mnie po uszy, moje pierwsze pytanie brzmiało: kiedy będzie część trzecia i dlaczego trzeba czekać tak długo. Polecam! To naprawdę ciekawy świat! Gratuluję autorowi.