Każdy sprzedawca w empik.com jest przedsiębiorcą. Wszystkie obowiązki związane z umową sprzedaży ciążą na sprzedawcy. Za wysłanie produktu odpowiada sprzedawca.
Metafizyczna, bluźniercza powieść o tragedii wojny, która nie kończy się wraz z podpisaniem traktatów pokojowych, ale zostaje w jej ofiarach i przenosi się na kolejne pokolenia.
Malwina, dziewczynka obdarzona niezwykłą wrażliwością, śni sny-wspomnienia wojenne swojej babki, co sprawia, że równolegle funkcjonuje w dwóch rzeczywistościach – wojennej (przede wszystkim tej z Kresów i Syberii) i Polski lat 90. Rzeczywistości wzajemnie się przenikają, nakładają się na siebie. Malwina, łapaczka snów swojej ocalałej z wojennej zawieruchy babki, staje się swoistym dybukiem oddającym głos umarłym; dla niej wojna nadal trwa zarówno na froncie nocnym, jak i dziennym. Mocna, poruszająca, świetnie skonstruowana proza.
Nagrody Odkrycia Empiku wręczymy już po raz szósty! Szalenie podoba nam się ta tradycja, a wam? Czym Odkrycia różnią się od tradycyjnych Bestów? Bestsellery Empiku to laury przyznawane za najlepszą sprzedaż w minionym roku. Te drugie wybierane są przez jury składające się z arty...
Jak zawsze jest to bardziej wybór interesujących książek niż ścisła lista najlepszych tytułów. Nawet czytając zawodowo, nie zdołałam zapoznać się ze wszystkimi pozycjami, które wpadły mi w oko. Na stosie leży nadal masa powieści, między innymi „Szwajcara” Jen Bregin,...
Mega przygnębiająca, ale bardzo ciekawa książka. Nadaje się na sztukę teatralną. Polecam dla osób odpornych psychicznie.
MKO
Zweryfikowany zakup
03.07.2026
bardzo trafne spostrzeżenia
Aleksandra Gratka
18.03.2024
"Wszystko przez babcię" - jak mantrę powtarza Malwina. Przez babcię deszcz w pierwszy dzień szkoły, przeprowadzka, sny o wojnie. Sny, które powinna śnić babcia, ale ona ucieka w bezsenność, więc bezpańskie sny przytrafiają się wnuczce. W nich prowadzi równoległe życie babci, a życie babci to Syberia, głód, strach, utrata. Życie wnuczki - niemal to samo. Bo ona to "niewypał z czasów wojny, dziecko relikt przeszłości, stara maleńka, dzidzia piernik". Odstaje w szkole, nie pasuje w domu. Odmieniec wszędzie. Wyjście z domu to walka o życie, a może o śmierć, bo przecież cały czas ją ściga - modląc się o uderzenie autem w drzewo czy łykając garść tabletek. "Nie wiem, ilu pasażerów na gapę mnie zasiedlało", mówi wnuczka, bo kolekcjonuje zmarłych - tych w głowie i tych wyciętych ze zdjęć, skrupulatnie zbieranych i ukrywanych. Szaleństwo? Tak. Wcale nie. Wszystko przez babcię? Wszystko przez Boga. W powieści jak refren wraca piosenka "Ostatnia niedziela", "Znachor" w tv i "Pożegnanie jesieni" Witkacego. Wszystko zmierza do nieuchronnego końca czy zapętla się w nieskończoność? Marta Hermanowicz przejmująco pisze o dziedziczeniu traum, o strachu, który przechodzi z pokolenia na pokolenie, o zmarłych, do których dołączają kolejni i zasiedlają domy i myśli. Dawno nie czytałam czegoś tak niezwykłego, oplatającego maestrią zdań, które żonglują metaforami i grą słów. Wędrujemy przez lata i wydarzenia, przez dni i godziny, które niby niepowtarzalne, a przecież urastające do rangi mitu. Podczas lektury towarzyszyło mi wiele uczuć, ale dwa dojmujące: zachwyt i zazdrość, że ja nigdy nie będę umiała tak pisać. Wspaniała powieść.
Elwira Przyjemska
23.03.2024
„Też mam swoje liczby. Jestem podzielona. Składam się z pięćdziesięciu dwóch zakątków, jeden ciemniejszy od drugiego. Nie wiem, czy jestem żywa, czy umarła, przykryjcie mnie ziemią. Miotam się między wtedy i teraz, stara dusza, niewypał z czasów wojny, dziecko relikt przeszłości. Próbuję złożyć się w całość. Bóg mnie rzucił, nie trafił do celu. Hermanowicz zamieszcza tutaj wszystko i jakimś cudem unosi ciężar historii swojej rodziny. Zesłanie, poniemiecki powrót do pustki, dziedziczenie traum, wyrwa w młodszym pokoleniu nie do zasypania, znamię bycia dzieckiem ocalałych. Wszystko tu jest poniemieckie, poradzieckie, sypie się na ulicy Koniec dziesięć, skrzypi, rdzewieje, nie daje się naprawić. Autorka wybiera nietuzinkowy sposób podzielenia się losami swoich przodków. Na główną bohaterkę wybiera Malwinkę, dziewczynkę podziurawioną przeszłością, która nie czuje się ani żywa ani martwa. Śni nieswoje sny, te przejęła jej babka. To dzięki temu mechanizmowi możemy śledzić fabułę rozpościerającą się pomiędzy wojenną tragedię zsyłki na Syberię i Polskę lat 90-tych XX wieku. To, jak Hermanowicz jak pisze, do jakich salt językowych ma talent, jak zachwyca, nie opuści nigdy czytelniczej pamięci. Niesamowitym jest fakt, że niełatwo było jej znaleźć wydawcę. Każde zdanie jest tak dopracowane, że nie sposób nie docenić morderczej pracy, jaką wykonała autorka, by nie tylko opowiedzieć tę historię, ale zrobić to w sposób równy arcydziełu. „Bloki miały barwę ludzkiego mięsa, barwę człowieka świeżo obdartego ze skóry” - pisze w pewnym momencie i takie dla mnie jest jej pisanie - rozbebeszone, obdarte ze skóry, czuć je surowym mięsem i nieokiełznaniem. Bez wahania nazywam Martę Hermanowicz najważniejszym nowym głosem na scenie polskiej prozy. Chcę więcej. Moje słowa kuleją wobec talentu literackiego autorki, ale uwierzcie, że jest on niezaprzeczalny i epicki. To jedna z tych książek, po których ciężko sięgnąć po następną książkę, bo wiesz, że długo nie przeczytasz nic lepszego. Koniecznie umieśćcie ją w swoich planach czytelniczych.
Julita Łątka
25.11.2025
Czy można przekazywać w genach pokoleniowe traumy? Czy kres wojny, dramatycznych doświadczeń, cierpienia niesie faktycznie KONIEC? Trudno przejść bez emocji przez lekturę debiutanckiej powieści Marty Hermanowicz „Koniec”. Autorka niczym mityczna Pandora otwiera puszkę z której wysypują się nieszczęścia, dopadające ludzkość na wiele pokoleń. Przeżycia babki Lotki nie kończą się wraz z wojną. Tkwią w niej nadal, przekazywane, przez dziedzictwo krwi, córce, wnuczce i kto wie jak daleko sięgną następnych pokoleń. Malwina, dziewczynka dorastająca w latach 90- tych, dzieli z babką nie tylko pokój, ale i sny, wspomnienia, dawne doświadczenia. Kładą się cieniem na jej dziecięcej egzystencji, uwrażliwiają na doświadczenia śmierci, przemijania, niestałości. Dziecko w latach 90 – tych jest jak mebel: Idź do kąta. Przejdź tutaj. Usiądź tam. Nikt nie wnika w jego kondycję psychiczną, czy samopoczucie. A Malwina już nie wie sama, czy jest jeszcze sobą i w jakim czasie żyje. Czy przeprowadzka z domu na Końcu do Osiedla Przyszłości jest w stanie otworzyć dziewczynkę na to co będzie i zamknąć rozdział przeszłości? To nie jest lekka lektura. Sam bagaż emocji przytłacza czytelnika. Trauma, wojna, przesiedlenie, śmierć… to nielekkie sprawy, zwłaszcza gdy opowiada nam o nich Malwina. Dwa światy: teraz i wtedy, wzajemnie się przenikają, jakby ktoś nałożył na siebie dwa czarno – białe filmy. Język tej powieści również zdaje się być pourywany, posklejany na nowo w całość, pełen przeskoków w różne światy, wspomnienia, rzeczywistości. Czyni to książkę Marty Hermanowicz wyjątkową, niosącą niepokój, nie dającą zapomnienia, jakby i nas zarażała doświadczeniami babki Lotki. W „Posłowiu” autorka zdradza, że „Koniec” czerpie z prawdziwych historii jej rodziny. I pewnie każdy z nas, kiedyś bywał lub nadal bywa takimi rodzinnymi opowieściami obarczony.
książkarz
10.04.2024
jedna z najlepszych polskich powieści, jakie czytałem w ostatnich trzech latach. poruszająca, mocna, świetnie napisana.
Tjodalv
10.04.2024
To faktycznie jest najlepsza polska powieść od lat.