20.03.2024
Jako dzieci biegamy po podwórkach, polach, lasach. Wspinamy się na drzewa, każdy moment chcemy spędzić na łonie natury. Dlaczego dorastając zatracamy się w normalności, zapominamy jaką radość dawała nam przyroda i już nie czerpiemy od niej radości i wolności? Czy człowiek 'dorosły', który wspina się na drzewa i fascynujący się naturą jest normalny? Oczywiście, że tak. Jednak najczęściej społeczeństwo w takiej sytuacji określa go mianem dziwaka, co jest bardzo smutne. Ponieważ to on osiągnął swój cel i jest najzwyczajniej w świecie szczęśliwy, kiedy inny potrafią jedynie oceniać.. Dlatego chciałabym Was serdecznie zaprosić do lektury #dzikiemiejsca, w której to autor naturoznawca i brytyjski pisarz postanawia wyruszyć i jednocześnie tworzy mapę dzikich miejsc, gdzie natura jest najważniejsza, a człowiek nie ma w tej części świata nic do powiedzenia i zrobienia. Szalony pomysł okazał się najpiękniejszą wyprawą na jaką się zdobył, a obcowanie wśród przyrody dostarczyło mu ogromu szczęścia. Czytając lekturę można otoczyć się we własnej wyobraźni każdym szmerem, szumem, widokiem jakie przybliża nam autor. Jest to piękna podróż po osobliwych miejscach wielkiej Brytanii i Irlandii, które stały się celem wyprawy. Niezwykle przyjemna lektura do zatracenia, do odpoczynku, do zobaczenia. Może nie na darmo powstało powiedzenie, które idealnie obrazuje tę historię, mianowicie "rzucam wszystko i jadę w Bieszczady" to taki przykład, jak można porzucić dotychczasowe otaczające mury i wybrać się na wyprawę i bliższe poznanie bliższej lub dalszej części naszych miejsc zamieszkania z naturą, która zachwyca, ale niestety powoli zanika w swojej surowości i dzikości na rzecz kolejnych inwestycji i zabudowań..
21.04.2024
Jako marzycielka oraz zakochana w książkach dusza, z wielką przyjemnością czytałam tę książkę. Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Mogłam zobaczyć każdy fragment opisanych przez autora pól, wrzosowisk i innych krajobrazów. Dokładne opisy, które nie są nudne, wzbogacają fabułę oraz sprawiły mi wiele radości. Mogłam zagłębić się w świat pełen piękna natury. Mogłam wraz z autorem, odkrywać piękno wysp Brytyjskich i dowiadywać się nowych ciekawych rzeczy. Sama nie wiem, kiedy przerzucałam kolejne kartki książki. Każdy rozdział czytałam z przyjemnością oraz spokojem w głowie. Ta książka sprawiała, że po trudnym i długim dniu, mogłam się zrelaksować i uspokoić. Każdy opis sprawiał, ze sama czułam jakbym znalazła się na terenie natury. Przy opisach krajobrazów, miałam wrażenie, jakbym czuła powiew wiatru, słyszała szelest liści lub szum morza. Ta książka zdecydowanie jest dla mnie tzw. Comfy book. Mogłam przy niej się zrelaksować i odpocząć od świata rzeczywistego. Mogłam uciec do dzikich miejsc. Autor wspomina także, że natura, jest na wyciagnięcie ręki. Może być to skwer w Twoim miesicie lub las otaczający Twój dom. Może to my nie widzimy piękna przyrody, skoro wystarczy tylko przyjrzeć się i znaleźć dzikie miejsca?
29.07.2024
Leniwa, pełna dygresji, wręcz poetycka. Bardzo szczegółowe opisy przyrody, wyjątkowo obrazowe, dowodzą jak bardzo autor zna i kocha otaczającą go przyrodę. Pragnienie odkrywania nieznanego, zaprowadziło autora w wiele pięknych, dziewiczych miejsc. Aby tam dotrzeć, Macfarlane wędruje, pływa, wspina się, śpi daleko od cywilizacji, a wszystko to opisuje w książce nie tylko przyrodniczej. Przyroda stanowi tu preludium do snucia opowieści o legendach, kulturze, mitologii, literaturze. Również do przytaczania klasycznych angielskich poematów opisujących przyrodę, wspominania podróżników, filozofów, pisarzy. Macfarlane opowiada jak przez tysiące lat kształtował się obraz współczesnej przyrody, książka w naturalny sposób jest wołaniem o pomoc dla naszej Ziemi. Dużo botaniki, geologii, geografii, także historii, bo to bardzo wartościowe pisanie. Wartościowe, choć mam wrażenie, że nie każdemu przypadnie do gustu. Warto wspomnieć, że jest to książka z roku 2007, więc i uniwersalna i stara jednocześnie - przytaczane liczby zapewne zdążyły się zdezaktualizować. Polubią ci, dla których akcja nie jest istotna, a obcowanie z ładnym językiem i naturą, pokochają amatorzy gawędziarstwa. Osobiście nie miałam z niej takiej przyjemności na jaką liczyłam. Mimo, że lubię taką formę narracji, ta działała na mnie usypiająco, a ilość dygresji (wszelakich) konsekwentnie utrudniały nadążanie za myślami. Nie "pykło" mi chyba też ze stylem, językiem choć muszę obiektywnie napisać, że mnóstwo ciekawych rzeczy się dowiedziałem, wiele ciekawych tematów autor podejmuje. Ujęło mnie też wiele opisów, przy których cieszyłam się z tej dokładności pisania np; zjawiska fosforescencji czy pływania w jaskiniach - od koloru, przez roślinność, po światło. Z ciekawostek, nie brakuje polskiego akcentu, jak to bywa najczęściej, dość niesprzyjającego. Otóż Roger, przyjaciel autora, został w polskich lasach postrzelony przez myśliwego, który pomylił go z niedźwiedziem. Cóż, dlaczego nie jesteśmy zaskoczona... Zapewne ważny jest "ten czas" na czytanie, książka jest odpowiednia gdy potrzebujesz wyciszenia, polecenia w głuszy, niemyślenia o niczym innym. Książkę przetłumaczyła Katarzyna Bażyńska-Chojnacka, a przekład ten do prostych nie należał.