Jeśli po zakupie tego produktu, znajdziesz go taniej w wybranych sklepach internetowych, zwrócimy Ci różnicę w formie eKarty Empik. Obowiązują ograniczenia. Zobacz warunki akcji
Każdy sprzedawca w empik.com jest przedsiębiorcą. Wszystkie obowiązki związane z umową sprzedaży ciążą na sprzedawcy. Za wysłanie produktu odpowiada sprzedawca.
Opis produktu
Billowi Masenowi wydaje się, że ma pecha. Cały świat zachwyca się spektakularnym deszczem meteorów, a on leży w londyńskim szpitalu z porażonym wzrokiem. Gdy jednak zaniepokojony zniknięciem personelu zdejmuje bandaże, okazuje się, że może się uważać za szczęśliwca – tylko on i garstka innych osób wciąż widzą.
Ślepcy skaczą z okien, zapijają się na śmierć. Ci, którzy nie popadli w czarną rozpacz, wyłapują widzących. Szerzy się zaraza. Masen ucieka na wieś, tam jednak na ludzi polują nowi drapieżcy…
Użytkownicy twierdzą, że 'Dzień Tryfidów' to niezwykle wciągająca i klimatyczna powieść postapokaliptyczna, która mimo upływu lat wciąż budzi emocje i zachwyca kreatywną fabułą. Recenzenci chwalą interesującą wizję świata, silny motyw utraty wzroku przez większość ludzkości oraz obecność groźnych, inteligentnych roślin. Pojawiają się liczne pochwały dla atmosfery, oryginalności i warstwy psychologicznej, przy minimalnej ilości ocen negatywnych. Ogólnie książka zdobywa bardzo pozytywne recenzje za swoją głębię, napięcie i ponadczasową tematykę.
Najczęściej wspominane:
wciągająca fabuła
postapokaliptyczny klimat
oryginalna wizja świata
inteligentne rośliny-tryfidy
intrygujący motyw ślepoty
Podsumowanie zostało wygenerowane przez sztuczną inteligencję na podstawie recenzji klientów, wg stanu na dzień 24.05.2026 od dnia 01.01.2023
Sortuj
Laura
Zweryfikowany zakup
11.03.2026
Bardzo wciągająca książka
Maria
Zweryfikowany zakup
10.08.2026
Jest to moja ulubiona książka z gatunku. Przystępny język i łatwość opisywania świata pozwala autorowi sprawnie wprowadzić nas w rzeczywistość bohaterów. Pomimo spokojnego tempa i rzeczowego opisu jesteśmy wprowadzeni w świat żywego horroru. Pobudzona wyobraźnia sprawia, że włos się jeży. Ale najlepsze z tego wszystkiego jest to, że mamy tutaj piękną lekcję życia! Osobiście książka pozwoliła mi na autorefleksję: co ja zrobiłabym w przestawionych okolicznościach? Sytuacja w książce jest o tyle świeża, że żadne zasady jeszcze nie są usankcjonowane jako "nowe" i "obowiązujące", więc ludzkość po prostu szuka odpowiedzi na pytanie - co teraz? I dzięki świetnemu warsztatowi Wyndhama my, czytelnicy, robimy to również.
Aleksandra Stasieńko
02.09.2024
"Dzień Tryfidów" to powieść, która mimo tego, że ma już swoje lata, zestarzała się naprawdę dobrze. Autor bardzo umiejętnie operuje słowem, tworząc niesamowity klimat już od pierwszych stron. Choć niejednokrotnie budził we mnie grozę, to też przyciągał po więcej. Przedstawiono tu intrygującą wizję - niemal cała ludzkość utraciła wzrok, tylko nieliczni go zachowali (w tym nasz główny bohater), a społeczeństwo (tutaj w wielkiej Brytanii) musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jak można się spodziewać - nie wszystkim się to udaje. Są tacy, którzy nie mogą pogodzić się z nowymi warunkami, są tacy, którzy padają ofiarą innych, a czasem obłędu. Na dodatek, jakby tego było mało, tajemnicze i inteligentne rośliny wyczuwają, że osłabiona ludzkość nie jest w stanie ich kontrolować tak jak dawniej, więc wyruszają na żer... Gdyż wcale nie są to milutkie roślinki. Tryfidy posiadają silną truciznę, którą kierują w stron twarzy człowieka, by jak najszybciej go obezwładnić. No i właśnie to tytułowe tryfidy były elementem, od którego najczęściej powiewało mi grozą 😅 Bardzo podobało mi się to jak autor przedstawił nam swoją historię. Z jednej strony jest to indywidualna wędrówka głównego bohatera po nowej rzeczywistości, ale z drugiej przedstawiony został też ogólny obraz nowo powstałych społeczności i ich sposobów na radzenie sobie z katastrofą. Jedyne co mi przeszkadzało to wymienione na początku przyczyny tejże katastrofy, wydawały mi się strasznie niewiarygodne i słabo uzasadnione. Pod koniec trochę się wyjaśnia, ale dla mnie nie w pełni i niestety nie wymazało też wcześniejszego poiryrowania. Czy mimo wszystko polecam tę historię? Jak najbardziej! Oczywiście, że tak, bo jej plusy zdecydowanie przeważają nad minusami. Przynajmniej moim zdaniem. Na długo zostanie mi ta książka w pamięci i chyba nawet trafiła do grona moich ulubieńców sci-fi!❤️
Bookendorfina Izabela Pycio
14.07.2024
„To przeciwko naturze, żeby jeden gatunek miał dominować bez końca.” Znakomicie napisana powieść, jedna z tych, do których można wracać po latach i dostrzec fabułę, ale z innego ujęcia. Kiedy po raz pierwszy ją czytałam, jako młoda osoba zwróciłam uwagę przede wszystkim na aspekt postapokaliptycznej przygody. Zastanawiałam się, jak utrata wzroku przez niemal całą ludzką populację, oficjalnie spowodowana przejściem Ziemi przez chmurę szczątków komety, wpłynie na życie głównego bohatera, który za sprawą szczęśliwego zbiegu okoliczności uniknął utraty jakże ważnego zmysłu dla człowieka. Wczytując się w nią obecnie doceniłam rewelacyjne poprowadzenie wątku moralnych dylematów w walce o przetrwanie. Trzydziestolatek William Masen zmuszony był dokonywać trudnych wyborów, stawać przed patowymi sytuacjami, decydować o losie innych. Jako biolog zajmujący się tryfidami, szalenie osobliwymi, owianymi ścisłą tajemnicą, pożytecznymi dla przemysłu olejowego roślinami, wiedział o nich więcej niż przeciętny człowiek, ale nawet naukowa wiedza nie przygotowała go do tego, co tak naprawdę tryfidy sobą reprezentowały, że miały kojarzyć się z chciwością, bólem, strachem i udręką. Chętnie wchodziłam w rozważania, jak sama bym na miejscu Billa postąpiła, czy wzięłabym odpowiedzialność za innych, jak poradziłabym sobie z irracjonalnym poczuciem winy, czy zdecydowałabym się na wejście w nowe reguły społeczne. John Wyndham umiejętnie wplatał w myśli i dialogi zdezorientowanych, zagubionych i czujących się obco postaci stopniową, bardziej lub mniej uświadomioną, przemianę resztek cywilizacji na skutek ogólnoświatowych incydentów. Różne scenariusze życia jednostek, niejako przykłady tego, co mogłoby kształtować losy, nadawały historii emocjonalny wymiar. A narracja w stylu pamiętnikarskim podkreślała walor przeżywania, lepiej odbierany niż zwykłej narracji. Powieść dawała pole manewru do pracy wyobraźni i materiał do refleksji. Pisana w czasach, kiedy widmo wojny nuklearnej zaglądało ludziom w oczy, zaś strach przed unicestwieniem gatunku ludzkiego zdawał się wszechobecny, zatem i ten wątek wyraźnie wybrzmiewał w tle. Wyndham postawił na proste, ale sugestywne opisy, nie wchodził w zbędne szczegóły, za to rozwijał kontekst i klimat globalnej katastrofy. Siedemdziesiąt trzy lata temu tytuł cechowała nowatorskość, stał się źródłem inspiracji dla innych pisarzy, wiele z jego elementów rozpowszechniło się w popkulturze, przez co współcześnie stracił nieco na intensywności roztaczanego blasku, jednakże uwzględniając datę pierwszego wydania, mimo wszystko wspaniale się go odbiera i obecnie. Przekonująca rozrywka w rytmie klasycznej fantastyki, po którą warto sięgnąć.
Mechaniczna Kulturacja
16.07.2024
Dom Wydawniczy Rebis już dawno przyzwyczaił swoich czytelników, że regularnie wydaje kolejne odsłowny cyklu Wehikuł Czasu. Tym razem jest to niesamowita powieść, o której w Polsce mało kto słyszał. Mowa o książce Johna Wyndhama Dzień Tryfidów. Trudno jednym zdaniem streścić jej fabułę, ale naprawdę jest ona wyjątkowa. Na świecie stała się ikoną gatunku, a jej poszczególne elementy zainspirowały kolejne pokolenia twórców szeroko pojętej popkultury. Bohaterem opowieści jest Bill Masen, który w wyniku wypadku leży oślepiony w szpitalu. Wokół wszyscy zachwycają się nadchodzącym deszczem meteorytów. Okazuje się, że to niesamowite zjawisko spowodowało ślepotę u wszystkich, którzy je oglądali. Masen jest jedną z niewielu osób, która miała szczęście uniknąć katastrofy. Niestety szczęście to okazuje się złudne. Bohater wpada z deszczu pod rynnę. Trafia do miejscowości, którą opanowały tryfidy. Tryfidy, początkowo udomowione dla cennego oleju rośliny, stają się koszmarem. Te dwumetrowe bestie, niczym groteskowe potwory, zrywają się z łańcuchów niewoli, gdy świat pogrąża się w chaosie. Wykorzystując ludzką słabość, sieją spustoszenie i przerażenie, stając się śmiertelnym zagrożeniem w walce o przetrwanie. Zamiast służyć ludziom, tryfidy stają się ich panami, siejąc terror w zrujnowanym świecie. Wyndham buduje napięcie od pierwszych stron, stopniowo odkrywając przed czytelnikiem mroczny świat opanowany przez tryfidy. Opowieść pełna jest akcji i zaskakujących zwrotów, trzymając w napięciu do samego końca. Bohaterowie nie są jednowymiarowymi schematami, ale ludźmi z wadami i zaletami, zmuszonymi do walki o przetrwanie w ekstremalnych warunkach. Ich determinacja, odwaga i spryt budzą podziw i sprawiają, że czytelnik kibicuje im z całego serca. Wyndham mistrzowsko buduje napięcie i tworzy niezapomniany klimat grozy. Atmosfera beznadziei narasta z każdą stroną, potęgowana przez opisy ataków tryfidów i zniszczenia, jakie sieją. Powieść porusza ponadczasowe problemy, takie jak walka o przetrwanie, moralność w obliczu ekstremalnych sytuacji i rola jednostki w społeczeństwie. Dzień Tryfidów stawia pytania o naturę dobra i zła, granice człowieczeństwa i siłę ludzkiego ducha. Powieść Wyndhama to bez wątpienia klasyka literatury science fiction, która zachwyca i przeraża do dziś. Książka oferuje porywającą fabułę, mroczny klimat, uniwersalne przesłanie i dobrze skonstruowane postacie. Chociaż język może wydawać się nieco archaiczny, a wizja przyszłości jest pesymistyczna, Dzień Tryfidów to lektura obowiązkowa dla wszystkich fanów gatunku i miłośników mrocznych historii.
Bogumiła
05.07.2024
Główny bohater, Bill Masen, jest biologiem pracującym w szkółce zmodyfikowanych roślin, z których pozyskuje się bardzo wydajny olej. Rośliny te jednak nie tylko potrafią się poruszać, ale też są agresywne, jadowite i żywią się mięsem, ich hodowla odbywa się więc w ściśle określonych warunkach. Wszystko wydaje się opanowane, aż do pewnego momentu, gdy na całym świecie dochodzi do spektakularnego widowiska, jakim są jaskrawe rozbłyski na niebie. Główny bohater niestety nie mógł się im przyglądać, gdyż przebywał w szpitalu. Następnego dnia okazuje się, że prawie cała ludzkość straciła wzrok... Powieść świetnie pokazuje różne zachowania ludzkie w czasie zagrożenia. Część ociemniałych załamuje się, część próbuje jakoś działać, niekiedy przymuszając widzących do pomocy. Niedobitki osób, które widzą starają się przetrwać, budując nowe społeczeństwa, lub właśnie wracając do bardziej konserwatywnych reguł. Powrót do jakichkolwiek okruchów normalności utrudnia nie tylko zaraza, ale też tytułowe tryfidy, które wyrwały się na wolność ze swych farm. Agresywnych roślin wciąż przybywa, a ociemniali ludzie nie mają jak się przed nimi bronić. Czy ludzkość przetrwa? 🤔 Czy Bill odnajdzie swoje miejsce na tej nowej, postapokaliptycznej ziemi? "Dzień Tryfidów" to powieść, która została wydana w 1951 roku, w czasach zimnej wojny i choć napisał ją Anglik, to jednak można wyczytać, że również na Wyspach strach przed sztucznymi satelitami zrobił swoje 😏 Również pewne normy społeczne, zwłaszcza dotyczące podziału ról mężczyzn i kobiet, są tu dosyć hmmm... tradycyjne. Widać to zwłaszcza w wypowiedzi pewnej pisarki, która stwierdza, że każda kobieta chce zostać matką, choć to pewnie jej własne zdanie 😏 W usta innego drugoplanowego bohatera autor wkłada stwierdzenie, że kobiety, które zajmują się tylko domem i dziećmi są pasożytami... Ale spokojnie - słowa te kierowane były do osoby tak przywiązanej do swej "kobiecej roli", iż nie chciała zająć się sprawami, które mogły uratować życie jej i rzeszy innych osób, tylko dlatego, że to "męskie zadanie". Dla mnie więc, choć w ostrych i nie do końca sprawiedliwych słowach, była to forma motywacji do działania 😏 Powieść bardzo dobrze się czytało, wciągnęła mnie od samego początku. Podczas lektury można było odczuć ciągłe zagrożenie, nie tylko że strony innych ludzi, ale także ze strony czyhających wszędzie tryfidów. Jeśli jeszcze nie czytaliście tej klasyki sci-fi, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Polecam gorąco!!
Łukasz Marciniak
10.06.2024
Dzień Tryfidów, obok wydanego ostatnio Rękopisu Hopkinsa, to kolejna książka postapokaliptyczna, która ukazała się w ramach serii Wehikuł czasu. Mamy tutaj wiele klasycznych motywów dla tego typu literatury - koniec świata, z którego obronną ręką wychodzi zaledwie znikoma część ludzkości, wszechobecny chaos i bezprawie w pierwszych dniach, czy próba stworzenia własnej bezpiecznej przystani, która będzie samowystarczalna. Tym, co jednak wyróżnia Dzień Tryfidów jest fakt, że większość ludzi traci wzrok w czasie oglądania komety oraz tytułowi Tryfidzi. Są to rośliny, które z początku wydają się być zupełnie nieszkodliwe, a przy tym mające dużo cennych właściwości z rolniczego punktu widzenia. Z czasem okazuje się, że stają się niebezpieczne, atakują ludzi i o zgrozo, mogą się przemieszczać. Jak wyglądają mniej więcej oddaje to ilustracja okładki, a motyw roślin zjadających ludzi nie jest obcy we współczesnej literaturze i można je spotkać w wielu grach komputerowych czy filmach. Dlatego cieszę się, że mogłem poznać tę historię. Książka Wyndhama powstała ponad 70 lat temu, więc opis tego, co dzieje się następnego dnia po tym, jak wszyscy ludzie oglądający kometę tracą wzrok, współcześnie nie różni się od wielu innych książek postapokaliptycznych. Podobnie jak i dalsze wydarzenia - plądrowanie sklepów, żeby zdobyć jedzenie, próba jakiejś organizacji, czy stworzenia własnej enklawy, która byłaby samowystarczalna. Interesującym czynnikiem są tutaj Tryfidzi, ponieważ bardzo uprzykrzają życie bohaterom, przez co codziennie obowiązki nie są wcale takie łatwe, a zginąć przez nie można bardzo łatwo. Oczywiście po tylu latach wiele z przedstawionych tutaj wydarzeń może lekko trącić myszką, niekiedy nie wszystkie decyzje bohaterów są logiczne i zrozumiałe. Pomimo pewnych wad to nie ukrywam, że książkę czytało mi się bardzo dobrze. Dużą w tym rolę odgrywa Bill Masen, który znów niczym się nie wyróżnia, nie jest jakimś bohaterem, a jednak z przyjemnością śledziłem jego losy oraz ludzi, którzy się do niego przyłączyli. W Dniu Tryfidów Wyndham stworzył prostą, ale dobrze napisaną historię, z motywem roślin zjadających ludzi, osadzoną w postapokaliptycznym świecie. Pomimo upływu lat opowieść wciąż potrafi zainteresować.
LenaB
12.06.2024
Świat znienacka pogrąża się w apokalipsie. Dziwne, zielone, spadające gwiazdy oślepiają każdego kto je widział, ślepcy zrozpaczeni swym losem skaczą z okien, a Ziemię przemierzają mordercze, inteligentne rośliny – tryfidy. A przecież jeszcze we wtorek wszystko było dobrze, świat toczył się swoim utartym nurtem i nic nie wskazywało na to, by miał wypaść z toru! William Masen budzi się w środę w opustoszałym szpitalu, po operacji wzroku jego oczy pokryte są grubą warstwą bandaża, nic więc dziwnego, że początkowo wszystko wydaje mu się w porządku…. Jest tylko jakby ciszej… Dzień tryfidów choć po raz pierwszy wydany w 1950 roku wciąż rozpala wyobraźnię. Opowieść o apokaliptycznej katastrofie, która zmusza pozostałe przy życiu jednostki do przewartościowania swojego systemu moralnego i etycznego mogłaby równie dobrze rozgrywać się w scenerii XXI wieku. Dziś, lepiej niż kiedykolwiek wiemy, jak łatwo zaburzyć porządek, wystarczy jeden nietoperz i znany nam świat zostanie sparaliżowany na lata. Największym plusem tej książki, jest jej przemyślana akcja i rozwijający się bohaterowie. Autor zadbał, by zderzenie z nowym porządkiem rzeczy odcisnęło na nich swoje piętno i wymusiło zmiany moralne i życiowe. Bardzo podobało mi się, że cała akcja „odnajdywania się w świecie po” była logicznie rozpisana i zaplanowana, a postacie miały realne problemy. Minusem dla mnie był sposób narracji. Od czasu pierwszego wydania Dnia tryfidów minęło ponad pół wieku a w literaturze zmieniło się wiele. Jedną z takich rzeczy jest zdecydowanie tempo akcji i sposób jej prowadzenia. W powieści Johna Wyndhama mamy do czynienia z wspomnieniami głównego bohatera, niemal z jego pamiętnikami - co w dużej mierze wpływa na akcję. Niestety mnie ta ślimaczące się wydarzenia przeszkadzały, bo zanim wgryzłam się w kolejny wątek byłam już zmęczona przeciąganiem poprzedniego. Finalnie oceniam książkę 7/10 bardzo ciekawie było zerknąć wstecz i zobaczyć jakie książki rozpalały wyobraźnie czytelników w 1950 i zrozumieć, że wcale nie różniły się aż tak bardzo, od tego co pociąga nas teraz. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis #współpracarecenznecka #współpracabarterowa #współpracareklamowa
Paulciaaa92
05.06.2024
John Wydham tworzył w latach, kiedy mnie jeszcze na świecie nie było i tak naprawdę, gdyby nie Rebis, to pewnie nadal bym o nim nie usłyszała, a tak mogłam poznać twórczość, swoją drogą także zekranizowaną. Widziałam też, że w planie są kolejne dwie książki, które dołączą do Wehikułu Czasu pod koniec roku. I jak wiadomo, lubię pozachwycać się okładkami, zwłaszcza z tak genialnymi grafikami sugerującymi o razu, co możemy napotkać w treści. A propos treści właśnie, to jest to wizja świata, w którym ludzie ślepną. Tylko nieliczni mają to szczęście w nieszczęściu, że wzroku nie tracą. Ta swego rodzaju epidemia doprowadza wiele osób na skraj i popełniają samobójstwa. Natomiast główny bohater leży w szpitalu z zabandażowanymi oczami i dopiero gdy personel się ulatnia postanawia sprawdzić o co chodzi. Jest on jedną z nielicznych osób, które nie straciły wzroku... Bill, główny bohater, musi zmierzyć się z prześladowaniem, a wręcz polowaniem na osoby, które widzą. I oczywiście, okładka ma wiele wspólnego z treścią, nie jest tylko grafiką, a wizją tego, co właśnie wokół ludzi w tym okrutnym świecie się czai. Mięsożerne rośliny, potwory, które zjadają co popadnie i jak popadnie. Czy to koniec świata? Jest to świetne sci-fi, od którego nie mogłam się oderwać, aczkolwiek za krótkie. Jak mnie bolą te opowieści w cyklu Wehikuł Czasu właśnie ze względu na objętość! Z jednej strony to zaleta, bo pozostawione jest dla wyobraźni pole do popisu, ale z drugiej, to mogłoby być konkretne tomiszcze, stworzony świat, może nawet kilka tomów. Ogromna szkoda. Ale pomijając właśnie pokazywanie nam wręcz zagłady ludzkości, to jednak można między wierszami wyczytać przesłanie, ważne stwierdzenia i tematy. Prześladowanie innych? A jakże i to dlaczego? Bo wydają się bardziej uprzywilejowani, inni, więc dlaczego mają mieć w życiu łatwiej? Liczyłam na potwory, na lejącą się krew i brutalność i mimo, że nie do końca otrzymałam właśnie to, to jednak czytało mi się bardzo dobrze i bardzo szybko. Ciekawe, czy gdyby autor żył nadal, to czy coś by zmienił w tej opowieści, czy by ją bardziej rozwinął? Recenzja powstała we współpracy z Domem Wydawniczym Rebis.
aaniaa1912
19.08.2024
Zastanawialiście się kiedyś jak to by było gdybyście mieli stracić jakiś zmysł? Ja się kilka razy zastanawiałam. Zawsze wydawało mi się, że jakoś bym dała radę przeżyć bez słuchu albo mowy. Uważam, że najgorzej byłoby stracić wzrok. Najtrudniej byłoby mi się dostosować do nowego życia. A co by się stało, gdyby większość ludzi straciłaby wzrok? Właśnie taka perspektywa została pokazana w książce „Dzień tryfidów”. Odkąd tylko pojawiła się pierwsza książka w ramach serii „Wehikuł czasu”, to wiem po jakie książki science-fiction sięgać. Książka „Dzień tryfidów” Johna Wyndhama została napisana w latach pięćdziesiątych, więc nie jest najmłodsza, lecz ja wcześniej o niej nie słyszałam. Kiedy zobaczyłam zapowiedź tej książki to od razu zdecydowałam się ją przeczytać i teraz w ogóle tego nie żałuję. Jestem bardzo zadowolona z lektury. Lubię poznawać różne postapokaliptyczne historie. Tym razem większość ludności straciła wzrok. Tylko garstce udało się go zachować. Między innymi Billowi, który nie mógł obejrzeć spektakularnego deszczu meteorytów, gdyż przebywał w szpitalu. Gdy budzi się w dniu, w którym mają ściągnąć mu bandaże z oczu, to odkrywa chaos. Chaos, który ogrania całe miasto. Ludzie bez wzroku przestają przestrzegać jakichkolwiek zasad, wiele z nich popada w rozpacz. Wizja świata przedstawiona w książce „Dzień tryfidów” jest przerażająca. Zaskakujące było to, co ludzie potrafią zrobić, kiedy myślą, że ich koniec jest bliski i chcą przetrwać. W tym wszystkim jednak można się doszukać odrobiny normalności. Mimo wielu zagrożeń, które powstały w nowej rzeczywistości, pozostali ludzie którzy potrafią się dostosować do niej bez krzywdzenia innych. „Dzień tryfidów” zaskakuje przedstawionym światem, ale także sprawia, że chce się o nim czytać jak najwięcej. Interesujące jest jak zachowują się ludzie zaraz po katastrofie, a jak po pewnym czasie, kilku lat po niej. Moim zdaniem całą powieść została dobrze przemyślana i napisana. Ma się wrażenie, że dokładnie tak ludzkość zachowałaby się, gdyby musiała żyć w takim świecie. Jest to zarówno przerażające jak i fascynujące.
Magdalena Senderowicz
17.07.2024
Lubicie klimaty postapo w książkach? Ja totalnie uwielbiam! To zdecydowanie ten podgatunek fantastsyki, który nigdy mi się nie znudzi! Dlatego też z ogromną przyjemnością sięgnęłam po „Dzień tryfidów” autorstwa Johna Wyndhama. To niesamowicie interesująca historia o potencjalnej zagładzie świata, na którą składają się dwie rzeczy. Pierwsza z nich to deszcz meteorytów – ludzie z ogromną przyjemnością chcą się przyglądać temu pięknemu zjawisku, ale powoduje ono ślepotę u większości z nich. Główny bohater, Bill Masen, ma szczęście i unika pozbawienia wzroku, ale nie oznacza to, że nie przyjdzie mu się mierzyć z inną stroną zagłady – z tryfidami. Dziwacznymi roślinami, które rozprzestrzeniają się na Ziemi w zastraszającym tempie. Już sam fakt tego, że przeważająca większość społeczeństwa traci jeden z najważniejszych zmysłów, doprowadza do rzekomego końca świata. Szaleństwo, przepychanki, chęć przetrwania w nowych warunkach… Można to uznać za swego rodzaju pandemię, która być może nie jest typową pandemią epidemiologiczną, ale jednak jej skutki są niesamowicie podobne. Druga kwestia to tryfidy – rozrastając się do ponad dwóch metrów i przemieszczając się gdziekolwiek im się spodoba (to ci dopiero zmutowane rośliny), stają się ogromnym, śmiertelnym zagrożeniem dla wszystkich. A chyba każdy wie, że chwasty nie tak łatwo wyplenić… zwłaszcza dwumetrowe! Choć jest to typowa opowieść o przetrwaniu, to uważam, że sam zamysł na fabułę jest dosyć oryginalny. Nie brakuje tutaj akcji, autor potrafi trzymać czytelnika w napięciu, nie sposób nudzić się w trakcie lektury. Bohaterowie są zwyczajnymi ludźmi, niepozbawionymi wad, ale doskonale widać to, jak uruchamia się w nich wola życia i chęć przetrwania. Dzięki sprytowi, odwadze i nutce determinacji podejmują walkę i ciężko im w tej walce nie kibicować. Świetna wizja zagłady, lekka nutka grozy, uniwersalne i ponadczasowe przesłanie podjętej tematyki – to naprawdę doskonale ze sobą współgra i jest świetnym wyborem dla fanów tego gatunku.
Aneta Puchniarz
21.09.2024
Żyjemy w bardzo niespokojnych czasach. Myślicie czasami o końcu świata? O apokalipsie, która uśmierci niemal całą ludzkość? Chcielibyście być wśród ocaleńcow, nawet gdyby wszyscy Wasi najbliżsi odeszli? Gdyby zginęli wszyscy, których znacie? Mnie osobiście bardzo ten temat emocjonuje i ciekawi. Ci,którzy trochę mnie znają wiedzą,że bardzo lubię literaturę postapokaliptyczną. I do tego właśnie gatunku należy DZIEŃ TRYFIDÓW, do którego zachęcił mnie Paweł @pasjonat_literek Apokalipsa w książce J. Wyndham'a nadchodzi w ciągu jednej nocy. Dzień wcześniej był niezwykły, bo niebo rozświetlajały miliony fragmentów meteorytu, komety, które ludzie mogli ogladać na całym świecie. Coś jak noc perseidów, ale cały dzień i milion razy bardziej. Billy Masen nie oglądał tego oszałamiającego spektaklu. Biedny Billy, leżał w szpitalu z zabandażowanymi oczami. Nie widział ani jednej iskierki, słyszał tylko zachwyty innych pacjentów szpitala i personelu. On to ma pecha! Gdy Billy budzi się rano, świat jaki znał nie istnieje i nigdy nie wróci. Rzeczywistość jest gorsza niż mógłby to sobie wyobrazić.... W tej powieści apokalipsa nie jest tak prosta i oczywista jak się wydaje. Okazuje się,że najgorszy wróg człowieka czai się wszędzie... Bardzo podobała mi się ta książka!!! Oryginalny pomysł na apokalipsę. Autor oprócz walki o byt, prezentuje czytelnikom burzę emocji, która targa ocaleńcami, ich rozterki moralne, trudne decyzje. Jest tu też trochę podsumowania świata, który znał autor. On już w 1951 roku widział,że rządzący tym światem, sprowadzają go na manowce, że to jest równia pochyła. Od razu człowiek się zastanawia - to co my mamy powiedzieć o wspołczesnym świecie? Mam wrażenie,że dziś jesteśmy o krok od katastrofy. Czy Billy poradzi sobie w tej nowej rzeczywistości? Czytajcie!!! @atena1wspak @dom_wydawniczy_rebis
Daria
12.06.2024
"Dzień Tryfidów" to niesamowita książka. Jestem zachwycona kreatywnością autora, która pozwoliła mu stworzyć taką historię. Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia budzicie się i okazuje się, że wszyscy oślepli. Tylko nieliczni nadal widzą, a wśród nich i wy. Niewidomi zaczynają polować na widzących, chcą ich więzić aby pokazywali im gdzie jest jedzenie, gdzie mogą spać. Sami nie umieją funkcjonować. Do tego dochodzi problem Tryfidów - mięsożernych rozumnych roślin, które potrafią chodzić i mają jad, potrafiący zabić człowieka. To świetne sci-fi. Mimo, że książka została napisana ponad 70 lat temu, czyta się ją doskonale. Ta historia wciąga. Chociaż na pewno nie jest to lekki tytuł. Autor skłania nas do refleksji nad moralnością. Trzeba stworzyć nowe zasady, kradzież jest na porządku dziennym w końcu jakoś trzeba pozyskać jedzenie. Tworzy się nowe społeczeństwo, przystosowane do nowego stanu rzeczy. Wspomniałam o moralności. Większość ludzi oślepła. Czy zadbalibyście o nich? Wzięlibyście na siebie odpowiedzialność na dziesiątki albo i setki? Jak zapewnić im jedzenie? W końcu się skończą zapasy ze sklepów. Czy może pragnęlibyście zadbać o siebie? Wszystkich nie da się uratować, ale siebie samego jak najbardziej. To książka, którą po prostu trzeba przeczytać. Zapewnia świetną rozrywkę, daje do myślenia i po prostu jest bardzo dobra. Polecam!
scarlettrose
23.04.2025
Książka miejscami jest mocna, choć nie została pozbawiona człowieczeństwa. Autor wyraża nadzieję, że pomimo wszystko znajdą się ludzie, którzy znajdą miłość, będą troszczyć się o drugiego, pomogą sobie w ciężkich chwilach. Nie staną się egoistyczną jednostką, nie tak do końca. Historia mi się spodobała, cieszę się, że na nią trafiłam. Mam jeszcze jedną książkę w planach tego autora, ciekawie jak mi się ona spodoba. A jeszcze tylko dodam, że ta książka została napisana w latach 50. Czytając, też to trzeba brać pod uwagę.