06.07.2026
„Indigo Ridge” to pierwsza odsłona serii „Grzechy Edenów” autorstwa Devney Perry. Jest to moje trzecie spotkanie z twórczością autorki i przyznam, że byłam bardzo podekscytowana faktem, że jest to kolejna seria, w której mamy do czynienia z małomiasteczkowym klimatem. Czy i tym razem autorka zachwyciła mnie swoim piórem? Już spieszę z wyjaśnieniem. Głównymi bohaterami historii są Winslow Covington i Griffin Eden. Ona jest wnuczką burmistrza Quincy, która przyjechała do miasteczka, aby objąć posadę komendantki na miejscowym komisariacie policji, natomiast on to najstarszy syn potomków założycieli miasta, który przejął rodzinne rancho po swoim ojcu. W dniu przybycia kobiety do miasta poznali się w barze i nie mając pojęcia, kim są — spędzili ze sobą upojną noc. Czy ich pierwsze spotkanie będzie miało wpływ na ich późniejsze relacje? Po odpowiedź na to pytanie odsyłam was do lektury! Muszę przyznać, że książka miała naprawdę ogromny potencjał. Małe miasteczko, początkowa niechęć między głównymi bohaterami i wpleciony w romans wątek kryminalny to połączenie, które bardzo sobie cenię, więc czytając zapowiedź tej książki, już oczami wyobraźni widziałam najwyższą z możliwych ocen. Jak widać na załączonym obrazku, ostatecznie ocena wcale nie jest tak wysoka, ale nie zmienia to faktu, że bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury. Bardzo podobał mi się motyw kobiety w roli komendantki policji. Winslow bez wątpienia miała zarówno charakter, jak i umiejętności, aby sprawdzić się w tej roli. Jednak w mojej ocenie jej praca została potraktowana trochę po macoszemu. Covington jako komendantka powinna zarządzać ludźmi, być motorem napędowym całej komendy, która powinna chodzić jak w zegarku. Tymczasem sama próbuje rozwikłać zagadkę morderstwa, do którego doszło w okolicy rancza Edenów, zajmuje się porządkowaniem dokumentów i nie może poradzić sobie z podwładnym, który zwyczajnie jej nie szanuje. Brakowało mi w tym wątku więcej ikry, takiego tupnięcia nogą i zaznaczenia swojej pozycji. Sam wątek kryminalny był całkiem ciekawy, mógłby być wprawdzie bardziej zagmatwany, ale ogólnie rzecz biorąc, trzymał w napięciu i świetnie się przy nim bawiłam. Jeżeli chodzi natomiast o romans to zdecydowanie nie było to enemies to lovers, którego spodziewałam się po przeczytaniu opisu, ale uważam, że znacznie lepiej pasował tu motyw relacji bez zobowiązań, którą autorka poprowadziła całkiem logicznie. Oczywiście mogłaby zostać nieco bardziej rozciągnięta w czasie, ponieważ główni bohaterowie dość szybko poczuli do siebie coś więcej niż tylko fizyczność, ale ogólnie rzecz biorąc, nie mam do tej kwestii większych zastrzeżeń. Właściwie, gdyby autorka dodała więcej poważniejszych rozmów między kochankami, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. „Indigo Ridge” to jedna z tych książek, które idealnie wprowadzają czytelnika w klimat serii, której są początkiem, zachęcając czytelnika do lektury kolejnych tomów. Dlatego z niecierpliwością będę wypatrywać premiery historii o pozostałych członkach rodziny Edenów.
17.06.2026
ksiazka niby nie jest zła, ale to co zrobila z nia lektorka to cos czego nie da sie sluchac. A juz w szczególność intonacja meskich dialogow jest jak fala rozkazow, a kobiece dialogi bardziej nadaja sie do ksiazki dla dzieci. Glos przyjemny, ale do ksiazek dla młodszych słuchaczy.