17.09.2026
Taine ma znakomity zmysł węchu i marzenie o tym, żeby zostać żeńcem substancji. To prestiżowe zajęcie pozwala wchodzić do niebezpiecznych jaskiń i wydobywać materię o niezwykłych właściwościach, która jest najbardziej pożądanym dobrem z całego szeregu powodów. Najważniejszym z nich jest to, że substancja może być lekarstwem na dziwną przypadłość, na którą niektórzy zapadają i która kończy się tragicznie. Chłopak chce dostać się do prestiżowej akademii, by zapewnić sobie i najbliższym lepszą przyszłość. Od początku wykazuje predyspozycje do roli żeńca, co dostrzegają również opiekunowie. Nie wszyscy jednak są mu przychylni, bo wśród kandydatów na żeńców pojawia się pewna postać, która szybko zaczyna uprzykrzać wszystkim życie, a co gorsza zagraża przyszłości Taina. Kreacja głównego bohatera bardzo mi się spodobała, ponieważ został przedstawiony zgodnie ze swoim wiekiem. Popełnia błędy, bo powinien je popełniać, przeżywa rozterki i podejmuje decyzje, które są dla niego nauczką. Każda z postaci jest wyrazista i wnosi coś do całej historii. Postać Vina naprawdę mnie irytowała, ale nie jest to zarzut, bo taka właśnie była jego rola. Ta kreacja również wypada świetnie, chociaż momentami miałam go dość. Jeśli miałabym wskazać słabsze punkty albo coś, co sprawiło mi trudność, byłyby to nazwy, które się tutaj pojawiają. Początkowo trudno było mi się w pełni wgryźć, ale kiedy już to zrobiłam, świetnie się bawiłam. Nie wszystkie wątki zostały zakończone, a kilka pozostawionych punktów można różnie interpretować, ale spodziewam się, że może to być mała furtka do rozwinięcia w kolejnej części. Język, jakim operuje autorka, jest bardzo przyjemny i dobrze współgra z całością. Narracja trzecioosobowa skupia się głównie wokół Taina, co zdecydowanie działa na jego korzyść. To on jest centralną postacią i chociaż wokół niego pojawiają się inni, to jego losy śledzi się z największym zainteresowaniem. Pomysł na fabułę był dla mnie powiewem świeżości. Wykreowany świat jest bardzo ciekawy, chociaż przydałoby się dowiedzieć o nim trochę więcej. Z drugiej strony pozostawione zostało nam pole do interpretacji. Szczególnie zaintrygowała mnie tytułowa, owiana sławą substancja, pożądane dobro, lek i narkotyk w jednym. Popycha ludzi do działań, które oznaczają przekraczanie kolejnych granic, ale jeśli na szali jest zdrowie i życie najbliższych, motywacja jest większa, a strach przyjmuje inne oblicze. "Żeniec substancji" jest książką, która pokazuje, że każdy czyn może mieć swoje konsekwencje, a mówienie prawdy, chociaż trudne, bywa najlepszym rozwiązaniem. Tutaj nie ma koloryzowania rzeczywistości, a jedna ze scen była dla mnie naprawdę trudna. Fabuła została poprowadzona bez taryfy ulgowej dla bohaterów, ale dla mnie takie rozwiązania dodają historii autentyczności. Moim zdaniem to bardzo udany debiut, który jednak pozostawia czytelnika z niedosytem. Mam nadzieję, że będzie jeszcze jakiś dalszy ciąg 😊 Dla kogo? Zdecydowanie dla wszystkich miłośników przygodowej fantastyki, która opowiada o młodych bohaterach. Chociaż książka kierowana jest do młodzieży, ja bawiłam się na niej świetnie i pochłonęłam ją na raz.